Naszym głównym tytułem prasowym jest ogólnopolski tygodnik narodowy


Posłuchaj

 






Oto inne nasze gazety ukazujące się co 2 miesiące, będące aktualnie w sprzedaży:










KILKANAŚCIE PEŁNYCH DONOSÓW
DO MOSSADU WŁADYSŁAWA BARTOSZEWSKIEGO!




PRAWDZIWA SENSACJA!

JEDYNA NA ŚWIECIE GAZETA WSPÓŁREDAGOWANA PRZEZ
POLAKÓW I ŻYDÓW !


CO Z TĄ POLSKĄ?

Linki

Sondy
Czy jesteś za umieszczeniem w Polsce tarczy antyrakietowej?
 

Którą nację lubisz?
 

Która z partii politycznych ma największy procent mniejszości narodowych
 

Ile osób narodowości żydowskiej mieszka w Polsce?
 

Jaki procent mediów w Polsce jest całkowicie w polskich rękach?
 

Jaki procent prawdy podją media o. Rydzyka?
 

Które media podają prawdę?
 

Cz czytasz gazety redagowne przez Leszka Bubla?
 

Czy w Polsce powinny ukazywać się gazety narodowe redagowane przez Leszka Bubla?
 

Czy Leszek Bubel za wyrażanie swoich opinii powinien pójść do więzienia?
 

Czy w Polsce mamy wolność publikacji i wyrażania opinii?
 

Czy jesteś za ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego?
 

Czy w Polsce powinna działać bez prokuratorsko-politycznych szykan Polska Partia Narodowa?
 

Czy wiesz co to jest narodowa opcja?
 

Która z piosenek zespołu "Bubel Band" z płyty "Longinus Zerwimycka" najbardziej Ci się podoba?
 

Który utwór z płyty zespołu "Leszek Bubel Band" pt. "Longinus Zerwimycka" jest najlepszy?
 

Który utwór z 3. płyty "Leszek Bubel Band" W hołdzie NSZ pt. "Biało-Czerwona krew" jest najlepszy?
 

Start arrow Dossier Leszka Bubla
Dossier Leszka Bubla

Głównie w Internecie często toczone są dyskusje na mój temat. Dyżurni, często etatowi dyskutanci, prawie zawsze anonimowi z maniakalnym uporem rozpowszechniają na mój temat kalumnie i kłamstwa. Jeszcze inni wypisują kompletne bzdury nie zadając sobie najmniejszego trudu zapoznania się choćby z częścią mojej wieloletniej działalności politycznej. Stan ich umysłów i zasad etycznych, prostactwa i chamstwa świadczy o wyzuciu z polskości. Chlastają na odlew wszystko, co robiłem i robię. Nie podobają im się spoty wyborcze, pomijają 210 tys. głosów w wyborach 2005 roku, gazety, wszystkie z ok. 100 piosenek-utworów muzycznych, które nagrałem. Chlastają walkę z rasistowską cywilizacją żydowską, która już zalała wszystkie dziedziny naszego życia. Ukrywając swoje pochodzenie twierdzą, że wszędzie widzę Żydów, sami ich nie widząc nigdzie! Nie widzą nawet tych, z którymi współredaguję dwumiesięcznik „CO Z TĄ POLSKĄ?”. Zawsze więc w ich oczach jestem bezwzględnym żydożercą! I nie ma znaczenia z jaką opcją polityczną się utożsamiają. Od żydo-lewaków, bolszewików po liberałów, prawicowców, konserwatystów, faszystów, nazistów, aż po odmiany tzw. patriotów czy różnej maści kup „narodowców”. Ci ostatni są nawet najbardziej zajadli, bo sami nie potrafiąc wiele zrobić, zżera ich zawiść i zazdrość. Wszyscy razem wzięci solidaryzują się w „BUBLOZNAWSTWIE” czego najlepszą egzemplifikacją jest słynny program „Młodzież kontra” (polecam). Ten właśnie dokument jest widmem totalnego upadku, myślenia i działania w polskim interesie narodowym. Solidaryzujące się młodzieżówki wystąpiły jako „zbrojne” ramię swoich partii jasno określając powód bojkotu PPN. Jedynej partii w Polsce, do której mogą należeć wyłącznie osoby o polskim pochodzeniu. Może być dumny w wyżej wymienionych młodzieżówek mafiozo Abe Foxman herszt „Anti-Defamation League” czyli tzw. Ligi Przeciwko Zniesławieniu (Żydów), jako światowej Piątej Kolumny terroryzującej świat i tłumiącej prawdę o syjonizmie.

Trwa więc od lat zażarte zwalczanie Leszka Bubla, aby nie mógł się wypromować jako autorytet i charyzmatyczna postać, potrafiąca skupić wokół siebie znaczący elektorat i osiągnąć sukces w wyborach. Włączone zostały do tego struktury państwowe z premierem rządu Donaldem Tuskiem na czele, które uruchamiając prokuratury i sądy chcą definitywnie wyeliminować mnie z życia politycznego. Powodzenia! Walka trwa!
Leszek Bubel
Czytaj całość…

Kampania prezydencka z 1995 r. wzbogaciła mnie o znacznie gorsze i niespodziewane doświadczenia. Start w wyborach prezydenckich był moim osobistym manifestem buntu przeciwko szalejącemu w III RP bezprawiu, nepotyzmowi i korupcji w tzw. niezawisłym wymiarze sprawiedliwości, a także urzędach i instytucjach państwa, w tym policji. Pierwszym krokiem w tym kierunku było zarejestrowanie w sądzie partii politycznej o nazwie FORUM WALKI Z BEZPRAWIEM (na wiosnę 1995 r.). Wśród jej założycieli znalazło się kilku emerytowanych prawników (w tym dwóch sędziów i paru czynnych zawodowo adwokatów) oraz dziennikarzy.

Czytaj całość…


Bubel Leszek

 

Leszek Bubel - wódz PPN, w którym zawsze tkwiły obowiązki polskie. Bezkompromisowo walczy o polskie interesy - słowem i czynem. Stawia na prawdę, bez względu na konsekwencje, czym sprowadził na siebie ogólną nienawiść i kilka procesów sądowych. Kiedy Ojczyzna znajduje się w potrzebie, wkracza do akcji, bo “tak trzeba i nie ma od tego ucieczki". Jako człowiek spełniony z życiowym dorobkiem, czuje się odpowiedzialny za swój kraj wobec potomności.

 

 

zawód: wydawca, złotnik; urodzony: Węgrów, 19.01.1957; synowie: Karol (1982), Maciej (1986); pochodzenie: rodzina ziemiańska herbu Abdank (jeden z najstarszych polskich herbów), rodowód potwierdzony od XVI wieku, wśród przodków wiele osób duchownych (obecnie brat - ksiądz), akcenty

patriotyczne; kariera: 1979 - po siedmiu latach praktyki w wieku 22 lat został najmłodszym dyplomowanym złotnikiem w powojennej historii Polski; rozpoczął działalność gospodarczą kontynuując rodzinne tradycje rzemieślnicze; 1982 - internowany za ustawianie i finansowanie podziemnych drukarni; 1979-92 prowadził firmę złotniczą, która na początku lat 90. była największa w Europie; 1982 - uruchomił na masową skalę produkcję biżuterii patriotycznej, co spowodowało 27 rewizji i zatrzymań; 1991-93 - poseł na Sejm RP, prezydent Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, czł. pięciu stałych komisji; 1994 - wydaje “Bezprawie“ i “Odsiecz - Prawo a Fakty” oraz współtworzy “Forum Walki z Bezprawiem“, walczące z nadużyciami w wymiarze sprawiedliwości; 1995 - start w wyborach prezydenckich; 1998 - wydał pierwszy numer tygodnika “Tylko Polska“; wydawca tytułów o opcji narodowej i ponad 1000 książek, w tym 50 swojego autorstwa; Medale za prace jubilerskie, wyróżnienia i odznaczenia, dyplomy i medale sportowe (Rajdowych Mistrzostw Polski). Prezes Polskiej Partii Narodowej, Polskiego Stowarzyszenia “Nie dla UE” i Stowarzyszenia Przeciwko Antypolonizmowi; hobby: historia, gemmologia - kolekcjoner, podróże (zwiedził 130 państw), fotografia.

Na podstawie “Who is who w Polsce”


W związku z licznymi pytaniami przedstawiam następujące dokumenty:

Świadectwo Chrztu św.


Dokument internowania w stanie wojennym


Zaświadczenie z Instytutu Pamięci Narodowej


Warszawa, dnia 14 listopada 2008 r.

 

 

Sąd Okręgowy

dla Warszawy – Pragi

II Wydział Cywilny

Al. Solidarności 127

00-898 Warszawa

Powód:

Leszek Bubel

ul. Brzoskwiniowa 13

04-782 Warszawa

 

Pozwany:

Skarb Państwa

 

reprezentowany przez:

Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji
ul. Stefana Batorego 5
02-591 Warszawa

 

wartość przedmiotu sporu: 25 000 zł

POZEW O ODSZKODOWANIE

 

za straty moralne i finansowe,

poniesione z powodu internowania,

decyzją z dnia 4 września 1982 r.

W związku z art. 2 ust. 1 oraz art. 8 ust. 1 ustawy Sejmu RP z dnia 19 września 2007 r., podpisanej przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i opublikowanej w Dzienniku Ustaw nr 191 poz. 1372, zgodnie z którymi decyzje o internowaniu wydane w związku z wprowadzeniem w dniu 13 grudnia 1981 r. w Polsce stanu wojennego stają się nieważne z mocy prawa z dniem wejścia w życie niniejszej ustawy oraz osobie, wobec której stwierdzono nieważność orzeczenia albo wydano decyzję o internowaniu w związku z wprowadzeniem w dniu 13 grudnia 1981 r. stanu wojennego, przysługuje od Skarbu Państwa odszkodowanie za poniesioną szkodę i zadośćuczynienie za doznaną krzywdę wynikłe z wykonania orzeczenia albo decyzji, wnoszę o odszkodowanie i zadośćuczynienie za poniesione krzywdy wynikłe z decyzji o internowaniu z dnia 4 września 1982 r.  w wysokości 25 000 zł., jak przewiduje ww. Ustawa.

Oświadczam, że nigdy nie byłem pracownikiem ani współpracownikiem UB, SB, MO, ZOMO, ORMO lub innych formacji komunistycznych w PRL.

UZASADNIENIE

Ja, Leszek Henryk Bubel, syn Karola, ur. 19 stycznia 1957 r. w Węgrowie czasie działalności opozycyjnej zamieszkały w Warszawie przy ul. Brzoskwiniowej 13, zajmowałem się prowadzeniem działalności na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego, za co spotkały mnie następujące represje.

      W wieku 24 lat, w roku 1981, wstąpiłem do NSZZ „Solidarność” Indywidualnego Rzemiosła z siedzibą przy regionie „Mazowsze” przy ul. Mokotowskiej w Warszawie. Prowadziłem już wówczas własną Pracownię Złotniczą w miejscu mojego zamieszkania przy ul. Brzoskwiniowej 13. Rok wcześniej, po kilkuletniej nauce zawodu w pracowni złotniczej przy ul. Nowy Świat w Warszawie i zdaniu egzaminów praktycznych i teoretycznych, otrzymałem dyplom mistrzowski w zawodzie złotniczym. Pracownia złotnicza Feliksa Latoszka w latach ‘70 była jedną z najlepszych w Polsce, a sam jej właściciel był starej daty warszawiakiem, antykomunistą, zaprzyjaźnionym m.in. z Januszem Szpotańskim, Stefanem Wiecheckim czy Kazimierzem Bazarnikiem, często odwiedzającymi naszą pracownię. Jako młody człowiek miałem więc okazję poznać teraz już legendarne wybitne postaci stolicy, ludzi bez skazy, wśród których kształtowała się także moja osobowość. W 1988 roku przyjęty zostałem do cechu Złotników, Zegarmistrzów, Optyków i Brązowników przy ulicy Piekarskiej w Warszawie.

Na kilka dni przed wprowadzeniem stanu wojennego zostałem ekspertem w dziedzinie złotnictwa przy NSZZ „Solidarność” Indywidualnego Rzemiosła. Z racji prowadzonej działalności i moich kwalifikacji już od kilku miesięcy produkowałem i bezpłatnie rozprowadzałem symbole związku. W krótkim czasie, jako pierwszy w Polsce wdrożyłem masową produkcję (oprócz typowej zarobkowej produkcji złotniczo-jubilerskiej) wielu wzorów symboli niepodległościowych i patriotycznych, tj. znaczków, miniaturowych ryngrafów, biżuterii z orzełkiem na krzyżu, sygnetów z symbolem Polski Walczącej, szpilek z logiem „Solidarności” itp.

 

Dowód nr 1: Artykuł o biżuterii patriotycznej.

 

Swoimi pomysłami zaraziłem też kilka innych pracowni, w tym grawerskich. W krótkim czasie stało się już modą noszenie niepodległościowych symboli, co było widać dosłownie wszędzie. Ówczesny reżim, planując wprowadzenie stanu wojennego i listy osób przeznaczonych do internowania, skupił swoja uwagę na najbardziej znanych i doświadczonych w organizowaniu oporu działaczach politycznych i związkowych. Uszedłem cało z pierwszej fali represji, zdałem sobie jednak sprawę, że dalsza masowa produkcja zakazanych już symboli przyniesie mi duże kłopoty. Dlatego też w krótkim czasie podzieliłem produkcję na oficjalną, przeznaczoną do sprzedaży i produkowaną w mojej pracowni złotniczej, oraz na drugą nielegalną, przeznaczoną do bezpłatnego kolportowania wszelkimi pewnymi kanałami. Większa część tej produkcji wyrabiana była w zakonspirowanej, przerobionej z mieszkania, pracowni w Wesołej pod Warszawą przy ul. Sportowej 30. Pracowało przy tym kilka zaufanych osób, którym płaciłem comiesięczną pensję. Do oficjalnie i legalnie produkowanej biżuterii włączyłem wzornictwo z okresu tzw. czarnej biżuterii, która była wyrabiana po upadku powstania styczniowego. Podczas wielokrotnych rewizji i przesłuchań w SB fakt ten służył mi za argument, iż tego rodzaju produkcja nie ma związku z bieżącymi wydarzeniami politycznymi. Okazałem bogatą dokumentację historyczną, tłumacząc, że inspirację czerpię jedynie z historycznych wzorów z przeznaczeniem dla tysięcy kolekcjonerów staroci. Bezczelnie zawsze im mówiłem „Proszę mi dać na piśmie, że nie wolno produkować wzorów biżuterii historycznej, którą można np. zobaczyć w Muzeum Narodowym”. Pojawienie się dziesiątek wzorów krzyżyków z orzełkami, sygnetów, szpilek, ryngrafów itd. w setkach sklepów całej Polski szybko zaowocowało wizytami SB w mojej pracowni i domu. Była to jednak klasyczna zabawa w „kotka i myszkę”, krew zalewała eSBeków, że nie mogą zakazać rozprowadzania historycznych wzorów, tak wyraźnie kojarzonych z ówczesnymi wydarzeniami politycznymi w Polsce. Aby jednak ukrócić moją działalność postarano się o prowokację.

Musieli się dowiedzieć, iż co tydzień latam samolotem z Warszawy do Wrocławia, gdzie przez 2-3 dni byłem uczestnikiem kursu szlifowania kamieni jubilerskich. Przy okazji tak częstych wizyt we Wrocławiu, jak i na całym Dolnym Śląsku, wykorzystując swoje kontakty handlowe, została wyłoniona grupa osób, które zgodziły się rozprowadzać swoimi kanałami ulotki, symbole niepodległościowe, wspierać powstające radio „Solidarność”. Cyklicznie organizowałem akcje malowania na ścianach antyreżimowych haseł. Podczas jednej z takich akcji na wiosnę 1982 roku w Wałbrzychu omal nie zostałem złapany przez milicję „za rękę”. Skończyło się 48 godzinnym zatrzymaniem i ukaraniem przez kolegium ds. wykroczeń. Na początku września 1982 roku, krótko po słynnych wydarzeniach w Lublinie, zostałem internowany we Wrocławiu i przewieziony do więzienia w Strzelinie, pomimo tego, że na decyzji o internowaniu wpisany został „ośrodek odosobnienia w Nysie”.

Dowód nr 2: Decyzja o internowaniu z dnia 4 września 1982 r.

Zatrzymano mnie podczas lotu samolotem z Warszawy do Wrocławia, gdy SB-ecy, na oczach wielu świadków, pobili mnie, podczas rewizji osobistej. Natychmiast w mojej obronie stanęła stewardesa i przywołany przez nią kapitan samolotu. Wręczył mi on swoją wizytówkę i powiedział „W razie czego za panem będę świadczył ja i cała moja załoga”. Sprawa była na tyle czytelna, że po całym zajściu dostałem od pasażerów burzliwe oklaski. Kapitan do eSBeków powiedział „Dopóki samolot jest w powietrzu to ja tutaj dowodzę i wszyscy mają usiąść na swoich miejscach”. Po wylądowaniu na lotnisku i opuszczeniu samolotu, zostałem natychmiast zatrzymany przez czekających już na mnie milicjantów i dwie osoby ubrane po cywilnemu. Radiowozem przewieziono mnie na Komendę Wojewódzką Milicji Obywatelskiej przy ul. Łąkowej. Podczas kilku przesłuchań, prowadzonych przez osobników ubranych po cywilnemu, bito mnie wielokrotnie pięściami i milicyjną pałką, domagano się ujawnienia moich kontaktów na terenie Wrocławia i całego Dolnego Śląska. Co 2-3 godziny wywlekano mnie z celi i na przemian bito, ubliżano, straszono, po czym na kolejnym przesłuchaniu inni po cywilnemu ubrani osobnicy częstowali papierosami, proponowali kawę i „po dobroci” nakłaniali do złożenia zeznań. Za każdym razem, aż do znudzenia, tłumaczyłem, że moje cotygodniowe przyjazdy do Wrocławia i podróże po Dolnym Śląsku wiążą się jedynie z trwającym kursem i działalnością rzemieślniczą. To wszystko, co im mówiłem i niczego nie chciałem podpisać. Drugiego lub trzeciego dnia przepędzono mnie przez tzw. „ścieżkę zdrowia”. Po obu stronach korytarza stało co najmniej kilkunastu m.in. milicjantów z pałami w rękach, pośrodku ustawione były krzesła. Wypchnięto mnie na korytarz i zmuszono do jego przebiegnięcia. Chroniąc głowę i twarz musiałem przebiec pomiędzy krzesłami, obrywając co chwilę pałą, pięścią, lub kopniakiem. Do dzisiaj mam blizny po tej „ścieżce zdrowia”. W sytuacji gdy miałem świadków wszczętej przez eSBeków bijatyki na pokładzie samolotu, nie mogli mi zarzucić próby jego porwania. Komendant wojewódzki MO we Wrocławiu postanowił mnie internować. Siedząc w celi KW MO wielokrotnie słyszałem odgłosy bicia wielu osób. Wówczas z naszych cel więziennych wydobywał się przeraźliwie smutny i doniosły śpiew piosenki Jacka Kaczmarskiego pt. „Mury”. To nas bardzo umacniało psychicznie, pomimo tego, że do cel wpadali milicjanci z pałami i bili na oślep.

Po kilku dniach, bez udzielenia jakiejkolwiek pomocy medycznej, zostałem przewieziony do więzienia w Strzelinie. Ze względu na zły stan zdrowia niewiele zapamiętałem z tego co się tam działo. Obchodzono się przyzwoicie ze mną i z ok. 30-osobową grupą innych internowanych. Nie wzywano na przesłuchania, nie bito. Doszło jednak do dwóch głodowych protestów, czym zmusiliśmy naczelnika zakładu karnego do otwierania nam cel w ciągu dnia, oraz do tzw. „wypisek”. Na inne żądania , w tym m.in. na kontakt z miejscowym proboszczem, naczelnik nie chciał się zgodzić. Pamiętam, że podczas spacerów osadzeni tam kryminalni więźniowie zawsze nam internowanym bili brawa i bardzo głośno ubliżali komunie.

Podczas wpychania nas do radiowozu na komendzie we Wrocławiu milicjanci nas kopali i bili pałkami. Podczas przejazdu przez ulice Wrocławia udało mi się przez szparę w drzwiach wyrzucić 2-3 grypsy z informacją „Nazywam się Leszek Bubel, zostałem internowany i ciężko pobity. Proszę powiadomić rodzinę Warszawa ul. Brzoskwiniowa 13”. Jak się dowiedziałem, po wyjściu z internowania, wszystkie „grypsy” bardzo szybko dotarły pod wskazany adres w Warszawie. To właśnie anonimowym „listonoszom” zawdzięczam, że nie musiałem czekać do amnestii, aby być zwolnionym z internowania, bowiem rodzina, a przede wszystkim moja matka i jej drugi mąż (będący bezpartyjnym emerytowanym wówczas pułkownikiem WP – lotnikiem) stawali na głowie, aby w końcu za łapówkę w wysokości 7 tys. USD, ze względu na stan zdrowia, zwolnić mnie z internowania. Była to wówczas bardzo duża kwota, za którą można było kupić nowego mercedesa, lecz na tyle skuteczna, że po zakończeniu leczenia w Warszawie, nie byłem wzywany ani nachodzony przez SB i milicję.

Do czasu jednak, gdyż po „wylizaniu” ran szybko wróciłem do wcześniejszej działalności. Oprócz dalszego produkowania biżuterii patriotycznej zająłem się także sfinansowaniem trzech podziemnych drukarni. Trzykrotnie przekazałem gotówkę o każdorazowej wartości nowego ówczesnego samochodu Fiat 125p. Po 1990 roku jedną z tych wpłat Andrzej Wróbel – kurier, zwrócił mi, ponieważ - ze względu na pewne komplikacje - trzecia drukarnia nie powstała. Cyklicznie finansowałem produkcję znaczków i kart pocztowych w setkach wzorów, których do dzisiaj, jako filatelista, mam dużą kolekcję. Ten na dużą skalę antyreżimowy sabotaż był stale wspierany jakimiś akcjami. I tak np. demaskowane były osoby, o których miałem potwierdzone informacje, że są w różny sposób zaangażowane w utrzymanie systemu: eSBecy, milicjanci, ormowcy, sekretarze w zakładach pracy itd., będący zazwyczaj anonimowymi dla mieszkańców swoich osiedli. Akcja ich dekonspirowania o kryptonimie „Stokrotka” polegała głównie na wysyłaniu im kartek pocztowych z życzeniami np. „Z okazji 35-lecia powstania SB zasłużonemu współpracownikowi najlepsze życzenia składa minister MSW Czesław Kiszczak”. Kartki były dodatkowo rozrzucane po całej okolicy zamieszkania takiego osobnika. Często na drzwiach mieszkań malowane były rożne słowa, np.: „tu mieszka eSBek”, „ORMOWIEC”, „UWAGA KAPUŚ”. Była to bardzo skuteczna akcja, bowiem wielu zdekonspirowanych nagle znikało ze swojego osiedla. Akcję „Stokrotka” wdrożyłem też w wielu innych miastach, w których miałem zaufanych ludzi, m.in. w Katowicach, Sosnowcu, Wrocławiu, Częstochowie, Łodzi, a nawet w Gdańsku. Za pośrednictwem kurierów dostarczane tam były kartki pocztowe, ulotki, plakaty, a nawet pieniądze przeznaczone dla osób, które po zwolnieniu z pracy, były w ciężkiej sytuacji materialnej. W Warszawie akcja największe rozmiary przybrała w dzielnicy Praga Południe, aż po Otwock. Tu bowiem od lat mieszkałem i najlepiej znałem tę część stolicy. To tam chodziłem do szkół, klubów sportowych, a także do knajp, w których od osób w nich zatrudnionych uzyskiwałem interesujące mnie informacje. W swojej pracowni złotniczej zatrudniałem po przeszkoleniu kilka osób wyrzuconych za działalność związkową z dużych państwowych zakładów pracy, m.in. Jana Otkało wyrzuconego z Ursusa, Andrzeja Drygalskiego z kombinatu POLSREBRO, czy Sławomira Wiśniewskiego ze ZWARU w Międzylesiu. Także i od nich, oraz od siatki informatorów miałem informacje, kto gorliwie wysługuje się reżimowi, a przede wszystkim gdzie mieszka. Już od 1983 roku moja pracownia o powierzchni 140 m² i zatrudniająca ok. 30 osób była w tej branży największa w Polsce. Produkując na dużą skalę biżuterię srebrną, sprzedawaną za pośrednictwem najpierw spółdzielni „Relax”, a później „Centrum”, wyspecjalizowałem się w historycznej biżuterii patriotycznej. Była ona za pomocą kilku zaufanych akwizytorów sprzedawana w setkach prywatnych sklepów w całej Polsce. Dodatkowo w zakonspirowanej pracowni w Wesołej, w adoptowanym do tego celu lokalu, produkowane były masowo z białego metalu znaczki „Solidarności”, szpilki z literą V i inne gadżety niepodległościowe. Były one bezpłatnie rozprowadzane po całej Polsce, głównie przez zaufanych właścicieli sklepów, których znałem od kilku lat, jako odbiorców mojej srebrnej biżuterii.

Po zniesieniu Stanu Wojennego 22 lipca 1983 roku i zwolnieniu pozostałych internowanych, było już wiadome, że odrodzenie się „Solidarności” to tylko kwestia czasu. Nadal jednak trwały represje. Działalność mojej legalnej firmy została dostrzeżona przez SB. W konspiracyjnej prasie opublikowano zdjęcia biżuterii patriotycznej, którą ja produkowałem z informacją, że jest to element sabotażu wobec reżimu. W krótkim czasie doczekałem się rewizji SB. Rekwirowali oni całe kilogramy gotowej do sprzedaży biżuterii, nie tylko patriotycznej, ale również całej pozostałej. Nigdy też mi jej nie zwrócono. Na jesieni 1985 roku dwukrotnie zostałem przez SB zatrzymany w pracowni i przewieziony na wielogodzinne przesłuchania przy ul. Rakowieckiej i Okrzei w Warszawie. Ponownie tłumaczyłem, że biżuteria patriotyczna jest historyczną kopią z okresu po powstaniu styczniowym, okazując zgromadzoną na ten temat literaturę. Podczas tych przesłuchań zostałem dwukrotnie pobity pięściami, ponieważ wulgarnie odpowiadałem na propozycje współpracy. Drwiąc sobie z eSBeków, domagałem się od nich na piśmie wydania zakazu produkowania biżuterii patriotycznej. W latach 1984-1986 wielokrotnie miałem rewizje milicji z Wydziału Przestępstw Gospodarczych, szukających na mnie różnych haków. Byli to milicjanci z Komendy przy ul. Grenadierów w Warszawie. W sumie doliczyłem się 27 rewizji i zatrzymań do wyjaśnienia na 48 godzin. Od jesieni 1985 roku SB już mnie osobiście nie nękała. Szybko bowiem znaleziono inną formę represji. Nagle, jak za przyłożeniem czarodziejskiej różdżki, rozpoczęły się na moją pracownię naloty – kontrole z Urzędu Skarbowego przy ul. Mycielskiego na Pradze Południe. Dobrze poinstruowani urzędnicy przez kilka dni warzyli i liczyli surowce, wyroby w produkcji i gotowe, sprawdzali rachunki ich zakupu, wnikliwie przeglądali całą księgowość firmy, czepiając się najdrobniejszych szczegółów. Sporządzali kłamliwe raporty z kontroli, naliczali gigantyczne kary, którymi natychmiast zajmował się dział Egzekucji Urzędu Skarbowego. Musiałem zwykle w ratach płacić ogromne kary finansowe, ponieważ moje odwołania do Izby Skarbowej nie wstrzymywały obowiązku ich płacenia. Byłem stałym goście Urzędu Skarbowego, gdzie w krótkim czasie poznałem z imienia i z nazwiska wszystkich urzędników. Kontrole firmy odbywały się trzy, cztery razy w roku. Doszło do tego, że jak któryś z urzędników dowiedział się, że znowu ma być wysłany na kontrolę do mojej pracowni, to szybko szedł na zwolnienie lekarskie. Trzeba przyznać, że miałem pełną życzliwość szeregowych pracowników Urzędu Skarbowego, a nawet kilku kierowników, którzy nawet doradzali mi jak mam się bronić przed taką eskalacją szykan. To właśnie ówczesny kierownik Działu Egzekucji dał mi wizytówkę adwokata Eugeniusza Imielskiego, jako specjalisty w dziedzinie karno-skarbowej i obowiązujących przepisach dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej. Adwokat Imielski okazał się nie tylko wysokiej klasy fachowcem, ale całym sercem zaangażował się w obronę interesów mojej firmy, doskonale rozumiejąc jakie są prawdziwe przyczyny szykan. Razem z biegłą księgową co najmniej dwa razy w tygodniu przeglądał dokumentację firmy. Napisał 6-7 odwołań do Izby Skarbowej na szachrajstwa Urzędu Skarbowego przy ul. Mycielskiego, w postaci pokontrolnych raportów i gigantycznych kar. W tym samym czasie również 3 – 4 razy do roku miałem kontrole z Inspekcji Pracy, czepiającej się wszystkiego co miało mi skutecznie uniemożliwić prowadzenie pracowni złotniczej. Ciągłymi odwołaniami musiałem bronić się przed ich bzdurnymi raportami, robić pomiary uciążliwości pracy każdego z urządzeń, pomiary zapylenia, czystości wody i powietrza. Inspektorzy z miarką mierzyli wielkość pomieszczeń, przeliczali powierzchnię pracowni na jednego zatrudnionego. Sprawdzali szafki ubraniowe podczas każdej wizyty. Mierzyli nawet temperaturę wody w pomieszczeniach socjalnych, w tym i w natryskach. Pracownia była jednak wzorowo urządzona i kontrole zakończyły się, gdy przy otwartych drzwiach pokoju kierownika Oddziału nawrzucałem mu od bolszewickich szmat i zagroziłem, że jak nie zaprzestanie kontroli, to będzie najbardziej znaną kanalią w miejscu swojego zamieszkania. Tłumaczył się bowiem, że dostaje częste telefoniczne ponaglenia, mówiąc do mnie „sam Pan wie skąd”, aby zlikwidować moją pracownię. Do akcji stałych szykan w tym czasie włączył się II Oddział ZUS przy ul. Podskarbińskiej 1 w Warszawie. Wzorem Urzędu Skarbowego i Inspekcji Pracy rozpoczęły się cykliczne kontrole ZUS. Było ich kilka, zawsze bardzo agresywne i upokarzające. Oprócz stałego drobiazgowego sprawdzania nie tylko dokumentacji dotyczącej zatrudnienia kilkudziesięciu pracowników, inspektorzy przeprowadzali ze wszystkimi pracownikami rozmowy bez mojego udziału, wypytując ich o najdrobniejsze szczegóły. Grozili odpowiedzialnością karną, zadawali podchwytliwe pytania, a nawet nakłaniali do mówienia kłamstw. Widać było, że nie są to normalne kontrole, tylko na polecenie dyrekcji, mające znaleźć haki na moją firmę. W ciągu 2-3 lat było ich kilka. Zawsze przychodziły na nie 3-4 osoby! Po jednej z takich kontroli dostałem poufną informację od kobiety będącej na takiej kontroli, że dyrekcja wykonuje telefoniczne polecenia SB, a wśród osób przeprowadzających kontrole jest zawsze eSBek. Pamiętam, że przyjechała do mnie późnym wieczorem i rozmawiałem z nią krótko przed domem. Przepraszała i tłumaczyła, że musi wykonywać polecenia dyrekcji, a eSBek zawsze patrzy jej „na ręce”. Tego rodzaju szykany były bardzo uciążliwe, powodowały stres i straty finansowe.

Teren mojej posesji nie był jeszcze ogrodzony, doszło w tym czasie do dwóch prób podpalenia domu i przyległej do niego pracowni. Po wybiciu szyb wrzucono do środka butelki z benzyną. Musiałem szybko ogrodzić posesję i niezwłocznie zainstalować oświetlające ją lampy. Wprowadziłem również nocną zmianę, a pracownia funkcjonowała także w dni wolne od pracy. Wszystko po to, aby przy okazji miała zapewnioną całodobową ochronę. Pomimo tego kilka razy „nieznani sprawcy” obrzucili ją kamieniami i powybijali szyby w zaparkowanych samochodach. Wnoszenie skarg na komisariacie i komendzie milicji nie przynosiło żadnych rezultatów. Nigdy nie ustalono winnych tych zajść. Musiałem nawet ich zaprzestać, ponieważ milicjanci zaczęli nachodzić pracownię pod pretekstem szukania sprawców. Wielokrotnie również przeszukiwali samochody i osoby przyjeżdżające do pracowni w różnych sprawach. To wśród nas szukali sprawców podpaleń i wybijania szyb! Kilkadziesiąt zatrudnionych u mnie osób zżytych było jak jedna wielka rodzina, wszyscy bardzo dobrze się znali. Nie było w tym gronie żadnych przypadkowych osób i - jak się okazało po latach - SB nie miała wśród pracowników firmy donosiciela. Dyrektorka II Oddziału ZUS-u dopięła jednak swego, niszcząc mi bezprawnie w 1991 roku pracownię złotniczą, przekształconą w spółkę z o. o. Bezzasadnie wielokrotnie naliczała kary, doprowadzając spółkę zatrudniającą już wówczas ponad 200 osób do upadłości. Takie to były czasy, że ówczesny aparat terroru to nie tylko SB, czy ZOMO, ale i różnego szczebla PZPR-owcy – sekretarze, aktywiści, osoby zajmujące kierownicze stanowiska w instytucjach państwowych. Przecież przypadkowa osoba bez partyjnej rekomendacji nie mogła zostać naczelnikiem Urzędu Skarbowego dużej, bo liczącej ok. 300 tys. mieszkańców dzielnicy Warszawy – Praga Południe. Nie mogła zostać też dyrektorem oddziału ZUS czy Inspekcji Pracy. Na takich stanowiskach mieli zawsze swoich ludzi, zwykle członków PZPR, którzy bez skrupułów realizowali polecenia wydawane przez telefon.

Niestety akcji „Stokrotka” nie mogłem zastosować wobec ówczesnych szefów Urzędu Skarbowego, ZUS czy Inspekcji Pracy na Pradze Południe, która z jednej strony mogła się przyczynić do przerwania szykan, ale z drugiej doprowadzić do ustalenia przez SB jej źródła. Trochę szkoda, bo dzisiaj związani z reżimem w tamtych czasach ludzie pozostają anonimowi i mają wysokie emerytury. Znam jednak ich nazwiska i niewykluczone, że zostaną one opublikowane na przygotowywanej stronie internetowej. W tym piśmie musiałem pominąć nazwiska wielu osób, które ze mną w tamtych czasach współpracowały, narażały samych siebie, swoje rodziny i firmy, których były właścicielami. Część z tych osób prowadzi je do dzisiaj, część pracuje z tytułami naukowymi na wyższych uczelniach, a jeszcze inne wyjechały z Polski . Wątpliwe jest bowiem, aby w czasach III R.P. chciały ujawnić swoje nazwiska, w czasie gdy żyją, a często i zajmują wysokie stanowiska, ich oprawcy z czasów PRL-u.

Reasumując, w dużym skrócie, mogę śmiało napisać, iż moją pracą dobrze przysłużyłem się Ojczyźnie. Nigdy nie byłem znanym działaczem opozycji, a nawet - zdając sobie sprawę jak jest ona inwigilowana - stroniłem od kontaktów z bardziej znanymi jej przedstawicielami. Zapewne to z tego powodu nigdy nie zostałem złapany „za rękę” z kompromitującymi materiałami, także jako kurier wożący „bibułę”. Zaliczyłem także krótkie 48-godzinne zatrzymania m.in. na komendach w Sosnowcu czy Strzelcach Opolskich. Robiłem konkretną codzienną niepodległościową pracę, jako jeden z tysięcy podobnych do mnie moich rodaków. Przeglądając swoją teczkę z IPN, jako uprawniony do tego kandydat na urząd Prezydenta R.P. w 2005 roku, zdziwiony byłem, że nie zawiera ona żadnych donosów na mnie. Doznałem jednak tylu upokorzeń, szykan i stresów, co stało się przyczyną, że obecnie w wieku 51 lat, jestem już rencistą z kwotą miesięczną 498 zł. I nie ukrywam swojego rozgoryczenia jak ciągle słyszę, że, także i moi, prześladowcy z PRL-u mają teraz po kilka tysięcy comiesięcznej emerytury.

 

Leszek Bubel

 

Załączniki:

1.       artykuł o biżuterii patriotycznej

2.       decyzja o internowaniu

3.       zawiadomienie z IPN o statusie pokrzywdzonego

 

 


 

Grób mojej matki Sabiny Bubel-Ziółkowska z d. Tarapata
na warszawskich Starych Powązkach.

Wejście na cmentarz w Węgrowie. Pierwszy po prawej grobowiec Bublów.
Płyta nagrobna ks. Mieczysława Bubla - mojego wuja, który zmarł na atak serca podczas odprawiania Mszy Świętej.
Karol Bubel - ojciec Leszka Bubla.

Giers Władysław – prowadził w Węgrowie zakład fryzjerski, był także muzykiem. Jego żona Maria – z domu Bubel, siostra Mieczysława i Karola. Ich wnuk ks. Darek jest prałatem i pracuje w Watykanie.
Grób dziadków Leszka Bubla ze strony ojca.
Grób Krzysztofa Bubla – starszego o 5 lat brata Leszka Bubla. Zginął w wypadku samochodowym.
Grób Bublów: Henryka – brata Karola Bubla i jego żony Marii oraz syna Jana.
Grób wuja Leszka Bubla, Henryka – brata jego matki z domu Tarapata.
Grób Natalii i Bronisława Tarapata – babci i dziadka Leszka Bubla ze strony matki Sabiny.
Rodzinny dom Leszka Bubla w Węgrowie przy ul. Zwycięstwa 56, w którym się urodził. Po śmierci ojca Karola w 2002 roku, został sprzedany. Stan obecny. Wcześniej miał balkony, werandę, więcej okien i otoczony był pięknym ogrodem. W głębi częściowo widoczne budynki, w których Karol Bubel prowadził warsztat stolarski, wyspecjalizowany w produkcji mebli stylowych.


RODZINNE STRONY MOJEJ RODZINY NA OBRZEŻACH JANOWA PODLASKIEGO. KWITNIE TAM TERAZ AGRTURYSTYKA. POLECAM link1 link2




TO NAPRAWDĘ DZIEJE SIĘ W POLSCE!


 
Maciej Bubel, młodszy syn Leszka Bubla będący aktualnie w klasie maturalnej, 193 cm wzrosu, wysportowany, świetnie grający w tenisa, ćwiczący wschodnie sztuki walki został 19 września we wczesnych godzinach wieczornych zaatakowany najpierw z tyłu przez niby dwóch przechodniów i dotkliwie pobity pod domem, w miejscu, gdzie mieszkamy 26 lat. Aktualnie, po kilku operacjach, z wieloma pourazowymi obrażeniami. Prokuratura nawet nie wszczęła śledztwa pomimo zawiadomienia. Kolejne zdjęcia to płonący i gaszony samochód Leszka Bubla, którym jeżdził od 5 i pół roku.
W kilkanaście godzin po „przesłuchaniu” Leszka Bubla przez oficerów ABW z Białegostoku w siedzibie przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, 29 listopada ok. 2.30 w nocy, zaparkowanym przed domem samochodem m-ki volkswagen golf kombi wstrząsnął potężny wybuch, po czym samochód stanął w kilkumetrowych płomieniach. Domowników zaalarmował także krzyk sąsiadów. Podejrzewamy, że ślady bandyckiego zamachu na mienie i życie Leszka Bubla prowwadzą do samej ABW. Teraz mamy głosną sprawę inwigilacji prawicy sprzed kilkunastu lat i sprawę tzw. szafy Lesiaka. Od kliku miesięcy Leszek Bubel wielokrotnie składał do Prokuratury Krajowej pisma na bezczynność Prokuratury rejonowej Warszawa-Praga Południe, która otrzymała zawiadomienie o licznych groźbach telefonicznych, listownych oraz obrzucanie kamieniami domu przy ul. Brzoskwiniowej, a także wielokrotne dziurawienie opon w samochodzie Leszka Bubla pod redakcją gazety T.P. Jesteśmy pewni, że Prokuratura celowo nie prowadzi żadnego śledztwa mając dyrektywy z góry. Obciąża to obecny układ polityczny nie stroniący od aktów bandydtyzmu i terroryzmu politycznego.



Czytaj całość…

Ostatnio dodane
SPRZEDAŻ WYSYŁKOWA KSIĄŻEK
niepoprawnych politycznie

do pobrania (pdf)



ZOBACZ!
Encyklopedia jest stale rozbudowywana
Czekamy na Wasze propozycje Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć

ZNIKAJĄCE STRONY


Polonica.net
– prawicowy portal internetowy działający od 2002 roku[1], firmowany przez Katolicko-Narodowy Ruch Oporu Kontrjudaizacji i Kontrdepolonizacji, Polski Związek Patriotyczny i Ogólnoświatowy Ruch Katolickiej Awangardy Narodowej. Na stronie znajduje się kilkadziesiąt artykułów (autorem ich jest m.in. ksiądz Henryk Jankowski) propagujących treści antysemickie oraz Lista Żydów, do której twórcy strony zaliczyli m.in. Donalda Tuska, Ludwika Dorna, Lecha Kaczyńskiego, Lecha Wałęsę, Adama Michnika, Monikę Olejnik, DJ 600V, czy nawet Dodę, Gosię Andrzejewicz, Jolę Rutowicz, Henryka Batutę (postać fikcyjna) i innych[2], przy czym niektóre krótkie biogramy odsyłają do innych, obszerniejszych. Tak jest np. w przypadku Tadeusza Mazowieckiego[3] czy Adama Michnika, który ma biogram zaczerpnięty z dwóch książek Jerzego Roberta Nowaka[4].

Autorzy strony przyznają, że pochodzenie większości osób jest ustalane z postawy, powiązań, działalności, dokonań i wypowiedzi. Na podstawie listy zaprezentowano w Koszalinie plakat "Żydzi won z katolickiego kraju" mający zachęcać do obejrzenia wystawy na temat antysemityzmu, który spowodował duże kontrowersje i doprowadził do przedwczesnego zamknięcia ekspozycji przez policję[5][6]. Redaktorzy sprzeciwiają się kanonizacji Jana Pawła II. Jak czytamy na stronie głównej portalu: z przykrym niesmakiem Prawdy, musimy stwierdzić, że Jan Paweł II zasługuje jedynie na miano "Wielkiego Żyda", lub "Wielkiego Rabina Rzymu" - za całokształt, ale broń Panie Boże, z całą pewnością nie, na pewno nie świętego, nie na świętego Kościoła katolickiego! To JPII zjudeizował Rzymsko-Katolicki Kościół, to JPII dopuścił do wielu odstępstw i herezji, do panoszenia się żydostwa i żydzizmów w Kościele[7].

Dominantą tematyczną serwisu jest stwierdzenie, że Polska polityka i gospodarka zostały opanowane przez osoby pochodzenia żydowskiego[8]. Na głównej stronie witryny czytamy, iż osoby te dążą do zniszczenia polskiej tradycji, a także zdecydowanie opowiadają się przeciw konserwatyzmowi obyczajowemu i silnej pozycji Kościoła katolickiego[8]. To, zdaniem autorów, sprawia, że osoby pochodzenia żydowskiego stanowią główne zagrożenie dla Polski, dlatego też autorzy opowiadają się za "wygnaniem Żydów z kraju"[8].

Osoby tworzące serwis wycofały poparcie dla takich organizacji jak Narodowe Odrodzenie Polski (oskarżenie o "kryptożydowstwo, quasi i kryptonazizm, żydowskie przywództwo") czy Liga Polskich Rodzin (oskarżenie o "pro-rosyjskość, pro-UE, filosemityzm i powiązania z kryptomasońską lożą Opus Dei")[8].

W sekcji "Czerwone żydorysy" publicyści witryny przygotowali "prawdziwe życiorysy" polskich polityków, łącznie z ich "faktycznymi", żydowskimi nazwiskami[8]. Przykładowo, były prezydent Aleksander Kwaśniewski określany jest jako "Izaak Stoltzman". Jacek Kuroń, "prawdziwe" nazwisko Icek Kordblum uważany jest za "wroga #1 polskości, stalinowca, fanatycznego komunistę, alkoholika, świnię Orwellowską" itd.[8].

Mimo rozpoczęcia śledztwa ws. strony przez wydział wywiadu kryminalnego łódzkiej Komendy Wojewódzkiej Policji (m.in. na podstawie Art. 256 i Art. 257 Kodeksu Karnego), ewentualne zatrzymanie autorów i zamknięcie strony jest utrudnione ze względu na to, że strona znajduje się na amerykańskim serwerze.

  1. Czy można bezkarnie lżyć prezydenta w internecie?
  2. Lista Żydów w zniewalanej Polsce
  3. Tadeusz Mazowiecki - prawdziwe nazwisko - Icek Dikman
  4. Patrz jedno z wydań książki Jerzego Roberta Nowaka pt. Czerwone dynastie, Wyd. MaRoN, Warszawa, s. 35-39 (w wydaniu z 2008 roku) oraz książka tegoż autora pt. Czarny leksykon I, Wyd. von borowiecky, Warszawa 1998, s. 149-151, 157-185. Patrz również: Załgany rodowód Adama Michnika - vel Aarona Szechtera
  5. Peter Fuss i antysemityzm obnażony
  6. Szokujący, antysemicki billboard w Koszalinie
  7. 7,0 7,1 Policja zajmie się stroną www.polonica.net szkalującą Jana Pawła II
  8. 8,0 8,1 8,2 8,3 8,4 8,5 Polonica.net

 

POLSKI PUB
TO JUŻ HISTORIA


POLSKI PUB PRZESZEDL W
RECE MLODOTURKA
PODOBNEGO DO
LEONARDA COHENA

 

PUB POLSKI TO JUŻ HISTORIA!

1. Nigdy nie chciałem wystąpić przed kamerą tzw. „Telewizji Narodowej” ze względu:
a. na jej żenujący poziom techniczny realizowanych filmików;
b. na pokazywanie w niej wielu osób i wydarzeń, z którymi mi nie po drodze;
c. na rozpowszechnianie przez p. Sendeckiego oszczerstw pod moim adresem w stylu i formie jak w filmiku o „Polskim Pubie”. Zareplikowałem je już dawno w „Wielkiej Encyklopedii Oszołomów” (link)
d. ponieważ nie wiem, kim on naprawdę jest, skoro, w przeciwieństwie do mnie, nie zamieścił żadnego dossier o sobie.
2. To prawda, że nigdy nie byłem właścicielem lokalu, w którym przez cztery lata działał „Polski Pub”. Właścicielem była spółka mojego syna, a ja byłem jej prezesem Zarządu.
3. Spółka została sprzedana wraz z lokalem i to czysto polskiemu nowemu właścicielowi z branży gastronomicznej, znającemu się na tej działalności. Zatrudnił on jako barmana młodego Turka, choć reszta personelu tak jak za mojej działalności była i jest Polakami. Nie mam więc już wpływu na zmianę wyglądu i personelu lokalu. No ale zamiast pleść dyrdymały i prowokować wypisywanie kolejnych świństw pod moim adresem, wystarczyło do mnie zadzwonić. Pan Sendecki ma do mnie ogólnodostępny numer telefonu, ale on wolał zrobić mi kolejne świństwo. Po raz kolejny dał pokaz swojej postawy, czyli manipulacji i kłamstw. Ot taka jest ta „TELEWIZJA” zwana niestety „NARODOWĄ”.
Wszelkie prawa zastrzeżone. © www.polskapartianarodowa.org
Odwiedza nas 14 gości