SZCZEGÓLNIE GORĄCO POLECAMY


Linki

Sondy
Którą nację lubisz?
 

Która z partii politycznych ma największy procent mniejszości narodowych
 

Ile osób narodowości żydowskiej mieszka w Polsce?
 

Jaki procent mediów w Polsce jest całkowicie w polskich rękach?
 

Jaki procent prawdy podają media o. Rydzyka?
 

Które media podają prawdę?
 

Cz czytasz gazety redagowne przez Leszka Bubla?
 

Czy w Polsce powinny ukazywać się gazety narodowe redagowane przez Leszka Bubla?
 

Czy Leszek Bubel za wyrażanie swoich opinii powinien pójść do więzienia?
 

Czy w Polsce mamy wolność publikacji i wyrażania opinii?
 

Czy jesteś za ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego?
 

Czy w Polsce powinna działać bez prokuratorsko-politycznych szykan Polska Partia Narodowa?
 

Czy wiesz co to jest narodowa opcja?
 

Który utwór z płyty zespołu "Leszek Bubel Band" pt. "Longinus Zerwimycka" jest najlepszy?
 

Który utwór z 3. płyty "Leszek Bubel Band" W hołdzie NSZ pt. "Biało-Czerwona krew" jest najlepszy?
 

Start
Z DOSSIER ROBERTA LARKOWSKIEGO

 

ROBERT LARKOWSKI - ur. 9 lipca 1966 r. w Kietrzu, woj. opolskie. Posiada obywatelstwo polskie, narodowość od pokoleń polską, tak samo, jak wyznanie katolickie, odziedziczone po przodkach. On, rodzice(matka z domu Kozak) i wcześniejsi antenaci, nigdy nie zmieniali nazwiska.

czytaj całość


Zobacz tekst Roberta Larkowskiego zamieszczony na stronie rosyjskiej



Naród i armia | Drukuj |
Nie trzeba nikogo przekonywać, że w epoce niezwykle rozwiniętej techniki służbę wojskową muszą wykonywać eksperci i fachowcy w wielu dziedzinach. Z drugiej strony armia nie może być totalnie wyalienowana z narodowej wspólnoty, a taki charakter nadaje jej przejście na zawodowstwo.

Mające służyć celom marketingowym logo Wojska Polskiego gubi jego tradycje, a samo w sobie jest tylko pustym i nic nieznaczącym znakiem. Nadawanie instytucjom państwowym przez ich zarządy znaków logo w pewnym stopniu prowadzi do demontażu tożsamości narodowej.
Nie jest tajemnicą, że polskojęzyczni dysydenci pozostają pasjonatami militarnych wzorców amerykańskich, ale najwyraźniej nie znają ich do końca. Wojsko w Stanach Zjednoczonych to sprawna machina komputerowa ze znakomicie wyszkolonym zawodowym korpusem oficerskim, podoficerskim i szeregowo-ochotniczym w elitarnych formacjach (piechota morska itp.), lecz także bardzo ważny segment systemu poborowego, dzięki któremu USA może wystawić do boju - w pokojowym trybie - kilkaset tysięcy dobrych żołnierzy, czego przykładem jest Irak.

Armia amerykańska to również kuźnia postaw nacjonalistycznych i militarystycznych, co poborowi wynoszą do cywila i fanatycznie wierzą w idealny kraj z idealnymi obywatelami i ustrojem. Spójrzmy na współczesną kinematografię zza oceanu, gdzie króluje szlachetny wojak pod gwiaździstym sztandarem, który wyzwala spod dyktatury tyranów kolejne krainy. W niebyt odeszły łzawe pacyfistyczne produkcje o Wietnamie. Jeszcze bardziej niż w USA społeczny nacisk etosu wojskowego występuje w Izraelu. Tam cały żydowski naród z kobietami włącznie podlega poborowi. Stąd mocny syjonistyczny nacjonalizm, potrafiący godzić zwaśnione stronnictwa polityczne. Izrael stanowi groźną siłę nie tylko przez nowoczesną amerykańską broń, lecz powszechność wychowania militarno-nacjonalistycznego. Analizuję tę kwestię na zimno bez podnoszenia moralnych aspektów żydowskiego ekspansjonizmu. Podobny model panuje w Rosji, gdzie dyshonorem dla mężczyzny jest brak w życiorysie epizodu służby w wojsku. Dodatkowo armia rosyjska funkcjonuje jako poważny element odrodzenia narodowo-prawosławnego. Szkoli młodzież (kadeci), często ratując młodocianych przed losem kryminalistów. Rosyjskie wojsko posiada własną stację TV i ogólnie gęstą sieć medialnego wpływu na społeczeństwo. Wojna z rebelią w Czeczenii i konflikt gruziński, stała się w rosyjskim odbiorze słuszną walką o zjednoczoną i narodową prawosławną Ruś. Filmy w rodzaju „Dziewiątej kompanii” stworzyły obraz żołnierzy wiernych wyższym ideałom przyjaźni i braterstwa aż do śmierci.

Tymczasem w opanowanej przez marazm i anarchię Polsce, wojsko spycha się na margines - kiedy wzorzec podszytej narodowym honorem dyscypliny - jest być może dla nas ostatnim ratunkiem. Jak sobie armię zawodową wyobraża prominentny, były członek specgrupy Grom, nieżyjący już podpułkownik Leszek Drewniak? Przede wszystkim na kontraście „my elita” i szary motłoch w mundurach. Oto jego wypowiedzi: „Żołnierz z poboru nadaje się do stania na bramie” (...). Wojsko z poboru to zbieranina ludzi, którzy nie zostali przesiani przez sito, od neurotyków po dewiantów”. Na tym tle lśni Grom, który za pomocą długotrwałego szkolenia i wzajemnego zaufania odnosił sukcesy w rodzaju „aresztowania terrorystów w Afganistanie i zdobywania platform wiertniczych w Iraku”. Właśnie takie myślenie rujnuje specyfikę armii jako zbrojnego ramienia narodu. Mamy po prostu grupkę herosów o mentalności klasycznie najemniczej, wykonujących akcje pod obcym dowództwem i dla obcych interesów. Powszechny skandal wywołało sławne zdjęcie komandosów z Gromu, którzy po zdobyciu irackiej platformy naftowej demonstrowali z uniesieniem amerykańską flagę. Komu ci nadludzie służą, bo przecież nie Polsce. Leszek Drewniak zapominał, że ze „zbieraniną neurotyków i dewiantów” z poboru Napoleon i paru innych wodzów w historii, zawojowało kawał Europy i zbudowało parę imperiów. Przecież i taka „zbieranina” pokonała bolszewików w 1920 r., a Bitwa Warszawska jest ostatnim wielkim polskim (nie w obcych armiach!) zwycięstwem militarnym. Złapanie kilku talibów, ganianie Murzynów na Haiti albo zajęcie platformy, jest przy tym maleńkim pryszczem na kartach dziejów polskiego (amerykańskiego?) oręża.
Armia poborowa, pomimo swych wad, funkcjonowała jako nietuzinkowy wychowawca młodych ludzi. Ilu z nich nauczyło się w wojsku dyscypliny, nowego zawodu, nie wspominając o niezłym przygotowaniu bojowym? Garnizon w mieście był nobilitacją, dawał miejsca pracy, umacniał więź lokalnych społeczności z armią poprzez wspólne obchodzenie państwowych świąt i spotkania towarzyskie. Puknijmy się w głowę, toż przecież nie komuna wymyśliła wojsko z poboru! Wyobraźmy sobie odbudowanie państwa i wytworzenie instynktu narodowo-obywatelskiego po 1918 r. bez powszechnej służby wojskowej. Obecna sytuacja nie jest bynajmniej zbytnio odmienna. Państwo jest pustym słowem, a naród tym bardziej; gdzie uczyć obywatela patriotyzmu jeżeli nawet armia będzie elitarnym klubem poza sferą zainteresowania żyjących w błogim pacyfizmie cywilów?
Postulat zawodowych sił zbrojnych ma swoje uzasadnienie, które wynika z postępów współczesnego pola walki. Jednakże należy stanowczo zaprotestować przeciwko kształtowi profesjonalnej armii, która wykonuje zadania kolonialnego korpusu ekspedycyjnego. Przechodzimy z poboru na zawodowstwo, aby wynajmować polskich żołnierzy do tzw. misji pokojowych lub enigmatycznej walki z terroryzmem. O tym bez przerwy mówią kolejni ministrowie obrony i ideolodzy proamerykańskiego i prosyjonistycznego atlantyzmu. W ten sposób ogołocimy z wojska nie tylko polską tkankę społeczną, lecz i samą Rzeczypospolitą. Narodowa opcja ideowa zawsze podkreślała doniosłą rolę wojska w systemie obronno-wychowawczym państwa. Dlatego nie odrzucamy koncepcji zawodowego jądra armii, ale obudowanego ograniczonym obowiązkiem powszechnej służby wojskowej.

Warto też rozważyć ustawowe pozwolenie na powstawanie szerokich, paramilitarnych formacji obywatelskich, gdzie mogliby znaleźć miejsce Polacy, którzy obok pracy zawodowej chcą realizować swe militarne pasje (musztra, strzelectwo, podstawy szkolenia służb pomocniczych na tyłach, taktyki, strategii itd.). Instruktorami w tego typu grupach byliby oficerowie i podoficerowie służby czynnej - ale głównie renciści i emeryci, pragnący dalej w mundurze oddawać własny czas ojczyźnie. Szczególnie ten ostatni pomysł pozwoli nasycić militarnym pierwiastkiem szersze warstwy narodu. Niech istnieje wyspecjalizowana armia zawodowa, poborowa rezerwa (przynajmniej 500 tys. osób, dużo szersza od de facto półzawodowych Narodowych Sił Rezerwowych), ale również paramilitarna alternatywa dla 2-3 milionów rodaków. Pamiętajmy - wojsko w różnych formułach to nie tylko maszynka do strzelania, lecz w zasadniczej mierze system wychowawczy z silnym rdzeniem narodowo-patriotycznym. O tym powinien pamiętać każdy Polak.
ROBERT LARKOWSKI
Czytaj całość…

TO I OWO | Drukuj |

Barak Obama podsumował naszą „sojuszniczą przyjaźń” określeniem „polskie obozy śmierci”, nie chce przeprosić i dalej gra wariata. Może jego przodek dostał kokosem w głowę albo zbyt mocno bili go na plantacji - i stąd Obama ma takie odziedziczone zaćmienia umysłowe. Nie należy również wykluczyć, iż Obama z premedytacją powiedział to, co powiedział, aby zadowolić lobby izraelickie. Z kolei poważna (?) dziennikareczka z USA Debbie Schlussel, notorycznie opluwa nas w amerykańskich mediach, twierdząc że zabiliśmy więcej Żydów niż Niemcy. Upiera się nawet, iż jej dziadka sprzedał polski chłop za butelkę whisky. Idiotko, gdzie to było - w Teksasie? Nasi chłopi raczej nie używają tego bimbru na myszach-whisky, racząc się tradycyjnie wódką czystą. SS też nie miało w zwyczaju pić i rozdawać whisky, to był alkohol z krajów wrogich Rzeszy. Całe te zdarzenia miały swój plus; wściekli amerykanofile musieli przyjąć ten policzek w twarz i nieco zrewidować swą miłość do Wielkiego Brata. Traktuje on nas jak przyklejone g... do buta, a lepiej nie będzie.

Syjonistyczni militaryści pogrążyli w biedzie i ogniu Egipt, Tunezję, Libię, Irak i Afganistan, zaś obecnie wysyłają bandy terrorystów i rebeliantów do Syrii, żeby obalić władzę prezydenta Baszara el-Assada. Syria była spokojnym krajem, tolerancyjnym dla chrześcijan, to trzeba było to zepsuć i zamienić to państwo w kolejne piekło. Syjoniści chcą uczynić z Syrii „korytarz” do Iranu, wystarczy popatrzeć na mapę.
Jednak prezydenta al-Assada popiera olbrzymia większość narodu i wojsko, które walczy bohatersko z rebelią. Separatystyczni bandyci podkładają bomby, giną setki cywilów, ale Żyd na Jankesie się tym nie wzrusza, gasi ogień benzyną - czyli deklaracjami ONZ, mającymi na celu pozbawienie władzy al-Assada. Miejmy nadzieję, iż prezydent wytrwa i wykopie z państwa syjonistyczne szczury. Życzymy mu tego z całego serca.
ROBERT LARKOWSKI
Czytaj całość…

BRATANKI | Drukuj |


Na tle ostatnich wydarzeń polityczno-społecznych, odrodziła się imponująco oddolna, szczera przyjaźń polsko-węgierska. Nie posiadamy bratniego narodu, który w historii dawałby nam przykłady prawdziwego przywiązania i braterstwa, zaś Węgrzy czynili to wielokrotnie, bez przymusu i ochoczo, zresztą my odpłacaliśmy im tym samym.


Dlatego warto stosunki te ocieplać, tym bardziej, iż Węgry przeżywają autentyczne odrodzenie narodowe, rośnie silny węgierski nacjonalizm, opór względem Unii Europejskiej, dziejowe odniesienia do katolicyzmu i ochrony swych mniejszości w krajach ościennych i nie tylko. Węgrzy są teraz dla nas narodem godnym nie tylko szacunku, lecz i naśladowania.

W erze komputerów nie trzeba koniecznie spotykać się z Węgrami bezpośrednio, lecz można do tego wykorzystywać portale społecznościowe i tym podobne środki elektronicznego przekazu. Choć na Węgry jeździć warto, to kraj piękny, szczególnie jego stolica Budapeszt. Niezwykle barwny jest tam folklor, popularny wśród całego narodu, co także warto przeszczepić na nasz grunt, gdzie zwyczaje ludu są zapominane nawet przez sam lud i każdy pałęta się po różnych Wyspach Kanaryjskich czy Tunezjach, bo trzeba się pochwalić przed sąsiadami kasą i opalenizną. Ja osobiście zachęcam narodowców do turystyki wewnętrznej - wylatuje nam powoli z głowy jak wygląda Polska, jej krajobrazy i zabytki, pamiątki znakomitej i tragicznej historii. Za granicę najlepiej wybierać się w celach poznawczych, a nie dla leżenia bykiem na plażach i żłopania drinków w kurortach. To strata czasu i pieniędzy.

Warto też z bliska przyjrzeć się jak inni budują ruchy narodowe, Węgry są tego znakomitym przykładem. W krótkim okresie istnienia, na czołową partię wyrósł tam nacjonal-radykalny Jobbik i paramilitarna Gwardia Węgierska. Węgrzy z przyjemnością nam pokażą swoje osiągnięcia, jak do nich doszli; trzeba się uczyć, a nie pogłębiać własne zadufanie, ponieważ szczególnie nasz ruch narodowy jest polem rozbicia i marnotrawienia wątłych sił na bezsensowne utarczki. Na tym tle osiągnięcia Węgrów błyszczą niby brylanty. A więc pozdrawiamy Bratanków - Niech Żyją Węgry i Naród Węgierski! Z Bogiem!
ROBERT LARKOWSKI



Na portalu YouTube znajdziecie utwór „Polak, Węgier dwa bratanki” zespołu Leszek Bubel Band. Zobaczcie (i posłuchajcie), bo warto!
Czytaj całość…

PRZEDSZKOLAKI - CZY NIMI JESTEŚMY? | Drukuj |

„Nasza” klasa rządząca - bankierzy, politykierstwo, media - rysują sobie obraz przeciętnego człowieka, jako brzdąca w piaskownicy, który kupi każdą propagandę.

Weźmy przykład Grecji, dotkniętej rzekomo wielkim kataklizmem ekonomicznym, tak wielkim, że najgorsze dziady z Unii Europejskiej (wśród nich my) muszą składać się, żeby Ateny wyszły z tego strasznego impasu.Tymczasem przeciętne zarobki w tym kraju są trzy razy większe niż w Polsce!!! Kto tu kogo robi w konia, pytanie czysto retoryczne. Brakuje może kasy plutokracji do robienia szwindli na światową skalę, lecz zwykły Grek pracuje sobie czysto i ze śpiewem na ustach, bez zbytniego wysiłku, bo słońce tam mocno praży, wraca do domu, pije wino, tańczy i demonstruje w potężnych manifestacjach przeciwko swojej władzy. Też słyszy w mediach, że mu źle - to szumi, proszę go zaprosić nad Wisłę. Grecy to naród gwałtowny, jakby żyli za te pieniądze, co Polacy, gdzie ceny są europejskie i ciągle galopują w górę, zrobiliby pewnie rewolucję. My siedzimy i... No właśnie, co robimy ze swoim „dobrobytem”?

Minęła właśnie druga rocznica katastrofy w Smoleńsku, odbyły się konkurencyjne obchody - jedni szli na cmentarze, drudzy wracali, jedni manifestowali na Krakowskim Przedmieściu, inni siedzieli w kościołach albo w domach i klęli. Totalny chaos i kolejny żer dla „klasy rządzącej”, aby zamydlić oczy masom, przecież o tym można gadać i gadać bez przerwy. Świetna okazja przykrycia bidy z nędzą spływogadaniem i pokazami bezpośrednich transmisji z zajść, których niestety nie było. To wygodne dla „klasy”, nie trzeba komentować coraz gorszej sytuacji na rynku, ale pokazać wyczyny sekty smoleńskiej i rozsądek Platformy. Korzysta na tym również PiS z przyległościami, grając na rozstrojonym fortepianie patriotyzmu sielankowego i rusofobicznego, a Platfus załamuje ręce nad smoleńskimi świrami, którzy nie chcą w ciszy i spokoju składać wieńców i machać flagami, lecz bluzgają na Tuska i Komorowskiego, wieszając nawet pluszowe Kaczory Donaldy na szubienicach. Obecna władza jest koszmarna i bezdennie niekompetentna, azaliż wywoływanie duchów smoleńskich przez konkurencję, coś w państwie zmieni, naprawi?

Oczywiście nie, zaś usilne wskrzeszanie nieboszczyków służy rządzącym i opozycji do swoistej nekrofilii politycznej, czynności obrzydliwej, lecz zakłamującej rzeczywistość. Znikają problemy naprawdę istotne, a na pierwszy plan wysuwa się jałowa dyskusja o zamachu, którego nie było - a jak był - to nie rosyjski, ale zupełnie odmiennych sił nacisku. Pamiętajmy, iż na pokładzie Tupolewa lecieli przedstawiciele chyba wszystkich partii parlamentarnych i resortów; prawica, centrum i lewica. Więc kto na tym zyskał, kto stracił? Najpewniej samolot uległ katastrofie i tyle, zajmijcie się wreszcie Polską, bo szura już ona brzuchem po dnie jak zdechła ryba - politycznie, kulturowo i ekonomicznie. Nie mydlcie nam oczu Grecją, Smoleńskiem, czy innym UFO - zajmijcie się cholerne nieroby i złodzieje Ojczyzną!
ROBERT LARKOWSKI


Czytaj całość…

LUDOBÓJSTWO? | Drukuj |

Czas powiedzieć jasno, że plany tzw. reformy emerytalnej, mają znamiona ludobójstwa - ukartowanego przez klikę rządzącą planu eksterminacji milionów Polaków przez pracę do śmierci. Polpotyzm w nieco łagodniejszym wykonaniu. Nawet w parlamencie, zamierzenia owe są prawie powszechnie odrzucane, handryczy się o nie sojusznicze dla PO PSL, nie chcąc wyjść na partię antyludzką i antypolską. Nawet w szeregach Platformy, zdania zdają się być podzielone. Do celu prze tylko jak fanatyk Donald Tusk z najbliższymi współpracownikami. Do takiej zgnilizny doszła demokracja, reprezentuje ją jeden człowieczek z kompleksami, reszta narodu ma wsadzić mordę w kubeł.

W wyniku obstrukcji nowych zamierzeń emerytalnych przez PSL, Tusk ruszył po prośbie w kierunku Ruchu Palikota. W ten sposób - na dziś - palikotowszczyzna przychyla się do pomocy Platformie w przeforsowaniu ludobójczej ustawy. Janusz Palikot jest wyszydzany przez SLD za zdradę lewicy, lecz lewaka interesuje światopoglądowo-obyczajowy pakiet haseł lewicowych, na ekonomię nie zwraca on zbytniej uwagi. Palikot to potwierdza. Babochłopy i pederaści mają w nim matkę kochającą, ekonomiczny balast emerytów, wprost przeciwnie - kata.

Narodzie, żarty się skończyły, walczysz o przeżycie, aby jakiś Mengele ze swoimi doświadczeniami, nie spowodował naszego, masowego wymarcia. Jeden maniaczyna - na przeciwko kilkadziesiąt milionów Polaków. Trzeba podjąć radykalny opór, w wybory możemy się bawić z dziećmi na cmentarzu...
ROBERT LARKOWSKI
Czytaj całość…

CHAM NIE SOJUSZNIK... | Drukuj |

Stany Zjednoczone uhonorowały kolejną grupę swych najwierniejszych sojuszników. Obywatele Litwy, Łotwy, Estonii, Czech, Słowacji, Węgier i Korei Południowej będą mogli podróżować do USA bez wiz. Starym zwyczajem olano w tym elitarnym (?) gronie Polskę, która dodatkowo została wyłączona po raz wtóry z tzw. loterii wizowej. Rodzi się pytanie o powody, dla których lobby amerykańskie w naszym kraju z uporem uważa, że jesteśmy ulubieńcami Waszyngtonu i jego szczególnie szanowanym sojusznikiem w Europie. Fakty demaskują coś zgoła innego - USA stawiają nas gdzieś koło Rumunów i Bułgarów, również niegodnych do zniesienia im wiz. Należy przypuszczać, że najpierw tym przywilejem Amerykanie obdarzą, np. państwa afrykańskie, a na końcu może pomyślą o Polaczkach.

I niech frajerzy nie tłumaczą sobie chamstwa Jankesów tym, iż ciągle odrzuca się nam ponad 10 procent wniosków o wizy i dlatego zmartwiony Big Brother zza Wielkiej Wody musi postępować tak, jak postępuje - czyli stawiać Polskę obok republik bananowych. Kto wydaje wizy i traktuje starających się o nie, niczym stado bydła bez prawa do zabrania głosu? Oczywiście ambasada i konsulaty Stanów Zjednoczonych, gdzie byle jaki urzędas jest panem życia i śmierci polskiego petenta. Jego widzimisię decyduje o losie wniosku wizowego, który może on zużyć w WC jako papier toaletowy, nie zawracając sobie pustej czaszki tym, co tam jeden z drugim Polaczek napisał. Urzędasy inkasują kasę za podanie od polskiego naiwniaka i wykopują petentów za drzwi. Mamy prawo przypuszczać, że takie postępowanie ambasady i uporczywe utrzymywanie wizowego progu, wynika ze złośliwości i pogardy Amerykanów wobec Polaków oraz dyrektyw politycznych płynących z Waszyngtonu.

USA dostają od Rzeczypospolitej Polskiej wszystko za nic. Chcą polskie wojsko w Iraku i Afganistanie? Otrzymują je na gwizdnięcie. Przyjdzie im ochota postawić tarczę antyrosyjską? Już przed drzwiami Białego Domu, tłoczy się politykierstwo znad Wisły, aby na wyścigi spełnić kaprys najlepszego sojusznika. Zapragną pozbyć się za ciężkie pieniądze zdefektowanego złomu o kryptonimie F-16? Nie ma sprawy, władze RP kupują ten szajs w ciemno, żeby później ciągle go naprawiać, a o offsecie dawno „nasi” decydenci zapomnieli. Jankesi chcieli nam w ten sam sposób opylić pokryte rdzą samoloty transportowe Herkules, ale istniało realne niebezpieczeństwo, iż rozpadną się one w powietrzu, gdzieś między Wielką Brytanią (miejscem ich stacjonowania), a Polską. Oczywiście byli tutaj chętni do kupienia i tych latających trumien, lecz ich stan groził aferą nie do przyklepania w wypadku jakiejś katastrofy. Sławetny „dar” Ameryki dla polskiej marynarki wojennej, fregata ochrzczona dumnym imieniem „Pułaski”, ledwie przepłynęła Atlantyk i trzeba było dużo wysiłku, aby ten zardzewiały wrak odmalować i doprowadzić do jako takiego stanu używalności. Układ USA z Polską przypomina dziewuchę, która narzuca się facetowi ze swoją miłością i zrobi dla niego wszystko - łącznie ze straceniem cnoty, ale facet jej nie chce, nabija się z niej przed kumplami i w dowód łaski prześpi się z biedaczką kilka razy. Ta chodzi dumna niczym paw, zaś ów męski łachmyta obdarowywuje ją pierścionkami z tombaku, wyciąga od niej pieniądze na wódkę i od czasu do czasu używa jako pogotowia seksualnego, gdy nie ma nic lepszego pod ręką. Ona jest tym zachwycona i uwielbia dalej swego rycerza (łachmytę) z marzeń. Czego zrobiliście z Polski amerykańską dziwkę? To retoryczne pytanie do tzw. politycznych elit.

Zupełnego durnia zrobił z siebie amerykański Kongres, który tłumaczył utrzymanie wiz dla Polaków niebezpieczeństwem przenikania do USA terrorystów. Przeciętny Jankes jest niewątpliwie kretynem, może faktycznie kongresmeni myślą, że Polska leży na Bliskim Wschodzie, a tubylcy wyznają tam fundamentalistyczny islam? Biorąc rzecz poważniej, przepychanki z wizami mogą być jedną z form nacisku Waszyngtonu na Warszawę, która nadal ociąga się z załatwieniem bandyckich roszeń finansowych amerykańskich organizacji żydowskich. Ich potęga jest wielka, wpływ na Biały Dom i Kongres olbrzymi - ot, wydali polecenie - żadnych wiz dla Polaczków, dopóki nie zapłacą nam 65 miliardów dolarów. Każdy polski rząd musi na to konkretnie odpowiedzieć - a wsadźcie sobie te wizy w d... na wieki! Pozostaje też kwestia retorsji, które wynikają z honoru narodowego. Istnieje obowiązek wizowy dla Polaków udających się do USA, a więc należy bezzwłocznie wprowadzić wizy dla obywateli amerykańskich, którzy przyjeżdżają do nas. Ile jeszcze czasu będziemy robić za kolonię USA, gdzie każdy Jankes wybiera się jak do sąsiedniego stanu? To nie jest żaden sojusznik, bo zachowuje się od lat jak wrogie nam państwo. 
ROBERT LARKOWSKI


Czytaj całość…

PODCHODY NIEMCÓW TRWAJĄ | Drukuj |

Trwa nieustanny atak podjazdowy harcowników niemieckich, którzy przyjęli sobie za punkt honoru rozmontowanie suwerenności i niezawisłości Polski. Po nieustannie trwających antypolskich akcjach Związku „Wypędzonych” (BdV) Eriki Steinbach i Powiernictwa Pruskiego (PT) Rudiego Pawelki, na horyzoncie pojawił się niejaki Robert Starosta (37 l.), drobny biznesmen z Berlina, który założył Inicjatywę na rzecz Autonomii Śląska (Initiative fur Autonomie Schlesiens - IfAS). Starosta ów wyemigrował do Niemiec jako siedmiolatek u boku najbliższych z Chróścic spod Opola.



Czytaj całość…

Obrzędy uświęcenia systemu | Drukuj |
Ze wszystkich możliwych stron wmawia się nam, że najwyższym dziełem człowieka jest liberalna  demokracja. Przestrzeń  polityczna jednostki oraz grup społecznych zamyka się w mitycznym współuczestnictwie w rytuale zapełniania kartkami urny wyborczej – jako pośrednika szarych mas z niebiańskim światem wybrańców ludu. W tajemnym procesie liczenia głosów przez komisje, których żaden profan nie ma prawa widzieć na oczy, namaszczeni zostają kapłani demokracji, politycy samorządowi i parlamentarni. Te świeckie rytualia powinny wytworzyć u demokratycznego ludu cześć ku swym nominatom, a u obserwatorów ich zacnych poczynań  zapewnić najwyższy szacunek.


Czytaj całość…

ZGNIŁE POMARAŃCZE NA UKRAINIE | Drukuj |

Nie mam zamiaru rozpływać się nad własną przenikliwością i przewidywaniem tego, co się stało na Ukrainie. Pisałem o tym od początku rozróby zwanej „pomarańczową rewolucją” w Kijowie, gdy doszło właściwie do wymuszenia na tamtejszym społeczeństwie, aby wybrało sobie na prezydenta Wiktora Juszczenkę, a z nim jego banderowską i skorumpowaną ekipę - z Julią Tymoszenko w pierwszym szeregu. Z Polski ruszali wtedy na kolorowy majdan politykierzy od Aleksandra Kwaśniewskiego po Lecha Kaczyńskiego, grajkowie kapel rockowych, wierszokleci i nawiedzeni głosiciele prometeizmu w typie rojeń Jerzego Giedroycia. Całą Polskę zalała fala propagandy, jakim to dobrodziejstwem dla Polski i Ukrainy, będzie prezydentura Juszczenki. Pobawiliście się na majdanie - dostaliście swojego Juszczenkę - w niedzielę 17 stycznia przyszła pora zapłaty, którą wystawili mu sami Ukraińcy. Była ona druzgocąca, bo pieszczoch Warszawy, którego wbrew wszelkiej logice i polskiemu interesowi narodowemu popierał L. Kaczyński i Prawo i Sprawiedliwość, inna prawica i lewica, dostał niecałe 6 procent głosów i odszedł ze sceny w totalnej niesławie.


Czytaj całość…

GORĄCY KARTOFEL - PREZYDENTURA? | Drukuj |

Jeszcze niedawno prezydentura wydawała się skarbem ukrytym w jaskini Ali Baby, do której z pasją urządzają wyprawy najbardziej, teoretycznie, renomowani podróżnicy. Ponad wszelkimi rankingami górowali pretendent Donald Tusk i obecny lokator Pałacu Namiestnikowskiego Lech Kaczyński. Niby nic się nie zmieniło, ale z różnych kątów Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości, rozlegają się głosy, że nie wszystko idzie w tym względzie jak powinno. Skąd te wątpliwości i czy wypływają z tych samych obaw? Wydaje się, że nie.



Czytaj całość…

PODSUMOWANIE POLITYCZNO -SPOŁECZNE 2009 ROKU | Drukuj |
W 2009 roku panował marazm na froncie wojny Platformy Obywatelskiej z Prawem i Sprawiedliwością, który to konflikt - w wielu szczegółach wydumany i sztuczny - podniecał mass media, a przez to rzesze opinii publicznej. Mimo że osławione „cuda Donka” nie nastąpiły i żyjemy w pogłębiającym się kryzysie społeczno-gospodarczym, bez większych perspektyw na poprawę sytuacji i otwarcie jakichś horyzontów ekonomicznego rozwoju, PO utrzymuje wysokie notowania, kreowana powszechnie na anty-PiS, czyli  organizm koszmarnie nieruchawy i popełniający mnóstwo błędów, ale mimo to lepszy od „nieobliczalnego” w zachowaniach ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. Nastąpiła dalsza marginalizacja Polskiego Stronnictwa Ludowego i Sojuszu Lewicy Demokratycznej, które to formacje nie potrafią od dawna przekonać odpowiednio dużego grona wyborców, aby to one samodzielnie przejęły ster rządów. Wegetują w roli nie słuchanych przez głównych aktorów sceny politycznej suflerów, czy to bezpośrednio podpierając „starszego brata” (pozycja PSL obok PO), czy tkwiąc okrakiem na barykadzie i atakując na przemian ujadaniem ratlerka Platformę i PiS (pozycja SLD).


Czytaj całość…

KOLEJNY STRASZAK OJCA TADEUSZA? | Drukuj |
Inicjatywy polityczne, które powstają z błogosławieństwa o. Tadeusza Rydzyka, nigdy nie służą tworzeniu silnych inicjatyw narodowo-katolickich. Mają znaczenie niejako trzypoziomowe   - dalsze rozdrabnianie prawdziwego obozu narodowego, który w mediach Wielkiego Redemptorysty nigdy nie znajduje poparcia; tworzone są w zamian różne klony w typie Domu Ojczystego lub jakiś czas temu Ruch Przełomu Narodowego (RPN).


Czytaj całość…

ANTYNIEMIECKOŚĆ RACJĄ STANU | Drukuj |
Znany szeroko konflikt o miejsce Eriki Steinbach w radzie Centrum Przeciwko (Niemieckim) Wypędzeniom w Berlinie (fundacja „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”), nie ma w ogóle znaczenia dla polskich narodowców.
Czy ta pani tam zasiądzie, czy nie, to przecież nic nie zmienia w naszym stosunku do ekspansjonistycznych apetytów niemieckich względem Polski. Budują sobie to Centrum jako kapliczkę dla milionów „wypędzonych” i ich przodków, żeby płakać tam nad  swoim losem i hodować antypolskie fobie, które z czasem nabiorą realnych kształtów chęci odwetu za wydumane krzywdy. Niech sobie budują, co chcą – nawet pomniki „zamęczonych” przez Polaków SS-manów w Powstaniu Warszawskim. To zaognia stosunki między Niemcami a Polską i  zamienia w farsę ową obopólną, zadekretowaną „przyjaźń”, co stawia sprawę jasno i dosadnie. I bardzo dobrze, Niemiec jest wrogiem i nim zostanie, koniec z sentymentami! Chodzi jednak najbardziej o to, co my wybudujemy w zamian, jak ukształtujemy pamięć naszych dzieci, czy nie doprowadzimy do sytuacji, gdy cały świat będzie ronił łzy nad tragicznym losem Niemców i Żydów, którzy padli ofiarą polskiego nacjonalizmu? Do tego tandem niemiecko-żydowski dąży i temu należy się przeciwstawić za wszelką cenę.
 



Czytaj całość…

««  start « poprz. 1 2 3 4 5 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 1 - 17 z 82
Przejdź do sklepu
 
A TY JUŻ ODWIEDZIŁEŚ STRONĘ
LESZKA BUBLA NA FACEBOOKU?

APEL DO WSZYSTKICH UCZCIWYCH LUDZI

SZANOWNI PAŃSTWO,

W dniu 20 maja 2014 r. w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy na godz. 10.15 w sali 203 miałem wyznaczony termin posiedzenia pojednawczego w sprawie, którą wytoczył mi Stanisław Sołtysiński.
Pod salą Stanisław Sołtysiński bezpardonowo mnie zaatakował, używając przemocy, naruszył moją nietykalność cielesną i spowodował uszczerbek. Był to typowo chuligański wybryk ze strony Stanisława Sołtysińskiego. Stanisław Sołtysiński przybył do Sądu w towarzystwie swoich przydupasów w liczbie dwóch, którzy mogli widzieć to zdarzenie, ale na pewno zrobią wszystko, żeby chronić przed obliczem wymiaru sprawiedliwości swojego pryncypała i mnie oczernić. Wobec tego apeluję do wszystkich z Państwa, którzy byli tego dnia w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy i widzieli to zdarzenie, żeby zdobyli się na odwagę i do mnie zadzwonili. Szukam świadków tego zdarzenia.
Z góry dziękuję za pomoc
Leszek Bubel
tel. kom.: 506 219 698

Wszelkie prawa zastrzeżone. © www.polskapartianarodowa.org
Odwiedza nas 15 gości