SZCZEGÓLNIE GORĄCO POLECAMY


Linki

Sondy
Którą nację lubisz?
 

Która z partii politycznych ma największy procent mniejszości narodowych
 

Ile osób narodowości żydowskiej mieszka w Polsce?
 

Jaki procent mediów w Polsce jest całkowicie w polskich rękach?
 

Jaki procent prawdy podają media o. Rydzyka?
 

Które media podają prawdę?
 

Cz czytasz gazety redagowne przez Leszka Bubla?
 

Czy w Polsce powinny ukazywać się gazety narodowe redagowane przez Leszka Bubla?
 

Czy Leszek Bubel za wyrażanie swoich opinii powinien pójść do więzienia?
 

Czy w Polsce mamy wolność publikacji i wyrażania opinii?
 

Czy jesteś za ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego?
 

Czy w Polsce powinna działać bez prokuratorsko-politycznych szykan Polska Partia Narodowa?
 

Czy wiesz co to jest narodowa opcja?
 

Który utwór z płyty zespołu "Leszek Bubel Band" pt. "Longinus Zerwimycka" jest najlepszy?
 

Który utwór z 3. płyty "Leszek Bubel Band" W hołdzie NSZ pt. "Biało-Czerwona krew" jest najlepszy?
 

Start arrow Mossad w Polsce arrow Narodowe Odrodzenie Polski w sojuszu z banderowcami!
Narodowe Odrodzenie Polski w sojuszu z banderowcami! | Drukuj |
To już nie kompromitacja, bo ile można się kompromitować? To już agenturalna robota w postaci zatruwania umysłów garstki polskich nacjonalistów pod szyldem partii, która ma w nazwie słowo „NARODOWE”.  Tak tylko można nazwać zażyłe kontakty i promocję chazarskiej dziczy, czyli ukraińskich nacjonalistów, pogrobowców morderców Polek i Polaków na polskich Kresach. Dokumentuje to kilka artykułów.

CHAZARSKA DZICZ

Jak już wiadomo z łam tygodnika „Tylko Polska” od kilku tygodni publikuję cykl materiałów demaskujących antypolską działalność wielu grup zwących się „Narodowymi”. Dość już wieloletniego milczenia na temat ich działalności, tym bardziej że stale dostarczają nowych dowodów, jak w przypadku NOP, o których Rafał Ziemkiewicz słusznie powiedział, „że to jaczejka kompromitująca ruch narodowy, jeśli nie założona przez współczesną Ochranę, to w każdym razie idealnie spełniająca jej potrzeby”.

Zamieściłem kilka tekstów, aby wyczerpać temat, z którym się osobiście zetknąłem. Otóż jakieś dwa lata temu i mnie jako prezesa Polskiej Partii Narodowej nachodziła w Warszawie ta sama grupa ukraińskich Chazarów, zwących się nacjonalistami. W końcu się z nimi spotkałem w naszej redakcji. Uważnie wysłuchałem o co im chodzi zadając wiele podchwytliwych pytań. Podziękowałem za propozycję jakiejkolwiek współpracy. Później „dopadli” mnie na Marszu Niepodległości 11 listopada 2010 roku. Nie pytałem nawet, kto ich tam zaprosił. Z jednego z tych spotkań zamieściłem krótką notatkę w tygodniku i… otrzymałem kilkanaście telefonów oraz stertę listów od Czytelników z protestami. Musiałem się gęsto tłumaczyć, że zgodziłem się na rozmowy, chcąc wysondować, kto to jest i czego oczekuje. Na tym nasze kontakty się zakończyły, więc poleźli gdzie indziej czyli do NOP i Młodzieży Wszechpolskiej, o czym wkrótce szerzej na łamach TP.

W tych dwóch krótkich rozmowach wyłożyłem im jednak nasz bezkompromisowy stosunek do wszelkich odmian ukraińskiego nacjonalizmu. Tematyka ta była i jest stale obecna na łamach tygodnika. Przez wiele lat tylko u nas publikowali nieżyjący już profesorowie Edward Prus czy Wiktor Poliszczuk. Ponadto kilka razy byłem na polskich Kresach i w samym Lwowie. Naocznie więc mogłem się przekonać o obecnej działalności ukraińskich nacjonalistów. Bezwzględnie antypolskich. We Lwowie i w Stanisławowie przez wiele godzin rozmawiałem z tamtejszymi Polakami w tym także z dziennikarzami, którzy nieoficjalnie mówili o ponurej rzeczywistości, nie tylko ich samych, ale i wszystkiego co polskie. Zawsze zdumiewało mnie masowe okrucieństwo i prostactwo narodu, który uważa, że jest częścią słowiańszczyzny. Skąd to się wzięło wśród Słowian? Czy to tylko zbrodnicza ideologia? Odpowiedź na te pytania znajdują tylko ci, którzy potrafią zagłębić się w kulisy historii. Nie było i nie ma narodu ukraińskiego, to produkt dziewiętnastowiecznych ideologów. To co nazywali narodem ukraińskim, to głównie zlepek koczujących na tych terenach półdzikich mongolskich i chazarskich plemion. To prymitywny misz-masz stepowych plemion zajmujących się handlem, podbojami i grabieżami, bez tożsamości religijnej, kulturowej czy państwowej. Okrucieństwo i nieustanna walka były stylem ich życia. W wyniku splotu wielu politycznych okoliczności m.in. we wprowadzeniu wolnej elekcji w Rzeczypospolitej, czego jednym z najtragiczniejszych wydarzeń był potop szwedzki, nie doszło do całkowitej polonizacji terenów dzisiejszej Ukrainy. Nie zapominajmy, że to tzw. Kozacy w służbie Rosji najokrutniej pacyfikowali polskie powstania, od konfederacji barskiej, przez powstanie kościuszkowskie, listopadowe i styczniowe aż do warszawskiego w niemieckiej służbie. To wszystko skądś wynika, a nie tylko z nacjonalizmu, którego efektem były etniczne czystki. Aby tę genetyczną nienawiść do Lachów lepiej zrozumieć polecam wyprawę na polskie Kresy. Widać ją nie tylko na cmentarzach, zabytkach, kościołach, ale i w knajpie czy w kolejce w sklepie. Polityka uległości, kompromisów z tą chazarską dziczą do niczego dobrego nie może doprowadzić. Tym bardziej, że wbrew pozorom jest możliwa repolonizacja choćby części polskich Kresów. Wkrótce szerzej o działalności „Ukraińców” w Polsce, gdy rozpocznę publikację cyklu materiałów zeskanowanych z IPN.
Leszek Bubel

 
 
Jak mamy przyjaźnić się z narodem, który zgotował nam taką gehennę? Jak mamy podać mu dłoń wiedząc, że jest dumny z tego czego dokonał? Że nawet w najmniejszym stopniu nie żałuje? Ich zawołaniem było „wyrżnąć Lachów”. Jak można wybaczyć i zapomnieć o czymś takim, kiedy nie ma cienia żalu z ich strony? Gdy teraz dumni obnoszą medale za tamte zbrodnie na swoich piersiach? Czy mamy tak o tym zapomnieć, jak nam kiedyś kazano nie pamiętać o Katyniu?
 
 

Nacjonaliści wszystkich krajów, łączcie się

Polscy nacjonaliści złożyli wieniec pod pomnikiem żołnierzy UGA, a ukraińscy – na Cmentarzu Orląt we Lwowie. Na obu wieńcach widniał dwujęzyczny napis: „Za Europę wolnych narodów! Przeciw szowinizmowi i imperializmowi!”.

10 marca br. we Lwowie odbyła się międzynarodowa konferencja autonomicznych nacjonalistów pod hasłem: „Europa Narodów”. Przybyli przedstawiciele nacjonalistycznych ruchów z Rosji, Polski, Łotwy, Białorusi, Włoch, przedstawiciel Litwy (Litwę reprezentował przedstawiciel białoruskich nacjonalistów) i oczywiście Ukrainy.

Konferencję organizował ukraiński ruch nacjonalistyczny „Autonomiczny Opór”.

Celem spotkania było nawiązanie kontaktów, wymiana doświadczeń i omówienie wspólnych działań w „…walce przeciw światowemu kapitalizmowi i eksploatacji”. Konferencja zgromadziła około stu uczestników, w tym 22 gości zza granicy.

„Mamy świadomość tego, że ukraińscy towarzysze broni są nam bliżsi ideologicznie niż rosyjscy imperialiści, – zauważył uczestnik konferencji z Moskwy, 22-letni Denis, przedstawiciel ruchu „Wolnica”. – Odcięliśmy się od imperialistycznej przeszłości i wszelkich pretensji terytorialnych do sąsiednich państw. Chcemy ramię w ramię wieść wspólną walkę o wyzwolenie narodów, gnębionych przez własne władze”.

Przedstawiciel polskich AN zaznaczył, że komórki autonomicznych nacjonalistów w Polsce nie są jednolite światopoglądowo, jednak skupiają się na kilku kluczowych zagadnieniach, które zespalają je w całość.

Są nimi: ekologia, żywot wyzbyty konsumpcjonizmu, sprzeciw wobec imperializmu, kapitalizmu, syjonizmu i globalizacji, walka o sprawiedliwość społeczną (solidaryzm) oraz narodową tożsamość, a także zniesienie szowinistycznych animozji pomiędzy europejskimi nacjonalistami. Właśnie kierując się tym ostatnim, przyjechaliśmy do Lwowa.

Mówiąc o ukraińskich autonomicznych nacjonalistach, 23-letni autonomiczny nacjonalista z Polski powiedział: „Mam przyjemność bycia pośród ludzi, działania których obserwujemy w Internecie i czerpiemy z ich działań natchnienie, – powiedział. – Wcześniej Rosja starała się zająć wszystkich siłą. Ale to jej się nie udało.

Teraz Europę przejmuje dżuma Unii Europejskiej, narzucającej ludziom kłamliwe wartości i zmuszającej do robienia haniebnych rzeczy. Nie zgadzamy się z tym i walczymy. Chcemy zapomnieć niegdysiejsze urazy i nieporozumienia i zaczniemy nowy etap stosunków z narodem ukraińskim”.

Gościem honorowym konferencji był prezydent organizacji „Casapound Italia” Gianluca Iannone. Organizacja funkcjonuje we Włoszech już od 13 lat. Pod czas kolejnych wyborów spodziewa się wprowadzić do władz Rzymu swoich przedstawicieli. Współdziałająca z „Casapound Italia” organizacja studencka „Bloco studenti” gromadzi na swoich akcjach do 30 tys. uczestników i jest największą silą ruchu studenckiego we Włoszech.

„Naszym celem jest rewolucja we Włoszech, – zaznaczył 33-letni Gianluca Iannone. – Nie mamy zamiaru ani palić, ani niszczyć. My po prostu stale i intensywnie pracujemy. Teraz mamy wsparcie ludności. Podajemy nasze projekty do parlamentu. Chcemy zniszczyć ustrój kapitalistyczny i uczynić tak, aby państwem rządził każdy z jego obywateli”.

Na zakończenie nacjonaliści uzgodnili konieczność przyjęcia „Dnia Współpracy Europejskich Nacjonalistów”, który ma rozpocząć nową erę nacjonalistycznych ruchów w Europie.

11 marca na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie ukraińscy i polscy nacjonaliści na znak zgody uczcili pamięć żołnierzy UGA i Orląt Lwowskich. Żołnierze obu formacji zginęli w walce przeciwko sobie w latach 1918-1919.

Wydarzenie na Cmentarzu Orląt zainicjowali i przygotowali ukraińscy autonomiczni nacjonaliści.

„Jest to znak szczególny w stosunkach polskich i ukraińskich nacjonalistów, – zaznaczył przedstawiciel polskich nacjonalistów. – My, przede wszystkim, jesteśmy przedstawicielami narodu, a nie politycznych czy oficjalnych organizacji. I jako naród chcemy położyć kres wrogim nastrojom i rozpocząć nową kartę w naszych stosunkach. Od dziś obiecujemy pomagać sobie nawzajem w trudnych czasach”.

Polscy nacjonaliści złożyli wieniec pod pomnikiem żołnierzy UGA, a Ukraińcy – na Cmentarzu Orląt. Na obu wieńcach widniał dwujęzyczny napis: „Za Europę wolnych narodów! Przeciw szowinizmowi i imperializmowi!”.

„Obecnie Ukraińcy i Polacy mają podobne problemy, – zaznaczyła reprezentująca ukraińskich autonomistów dziewczyna. – To problemy socjalne, rządy globalnego kapitalizmu, multikulturalizm, tendencje do rozpowszechnienia zboczeń. Walczyć z tym w pojedynkę jest niemożliwe. Dlatego uważamy, że wszyscy trzeźwo myślący ludzie powinni połączyć się w walce o wspólną przyszłość. Nigdy więcej bratnich wojen!”.
Kurier Galicyjski, Nr 5/2012
***
Za Europę wolnych narodów! Przeciwko szowinizmowi i imperializmowi!
Piękne, prawda? No i czego się czepiacie? Większość zebranych na nacjonalistycznej, lwowskiej konferencji to ludzie młodzi i bardzo młodzi. Ludzie bezsprzecznie ideowi. Będą walczyć. Tworzyć nowy, lepszy świat. Mają proste rozwiązania. Odrzucą zgniliznę starego świata, stworzą nowy. Kto przeżyje ten z pewnością go ujrzy.
A póki co, jak co chwila podkreślano, trzeba ciężko pracować. Trudno temu zaprzeczyć. – Arbeit macht frei.
Marcin Romer


Od red..: Jak wynika z tekstu, gazeta ukazująca się we Lwowie dość oględnie opisała haniebną imprezę.

 Polscy i ukraińscy neofaszyści na Cmentarzu Orląt Lwowskich. Zwracają uwagę zamazane twarze
 
 Wieńce złożone przez „autonomicznych nacjonalistów” z Polski i Ukrainy na Cmentarzu Orląt Lwowskich
 
 Włoski faszysta Gianluca Ianone – gwóźdź programu „międzynarodowej konferencji nacjonalistów” we Lwowie (10-11 marca 2012)


Prowokatorzy czy idioci
  – polscy „autonomiczni nacjonaliści” we współpracy z neofaszystami ukraińskimi i litewskimi


Duży szok w środowiskach patriotycznych w Polsce wywołała informacja, że 29 lipca 2011 roku w Warszawie „doszło do roboczego spotkania przedstawicieli władz Narodowego Odrodzenia Polski i partii Ogólnoukraińskie Zjednoczenie „Swoboda”. Zaproszenie do Warszawy było odpowiedzią na deklarację nawiązania współpracy wysuniętą w stosunku do NOP przez stronę ukraińską”. Z dalszej treści komunikatów wydanych wówczas przez NOP i „Swobodę” dowiedzieliśmy się, iż liderzy NOP zgodzili się m.in. z tym, że ani Polacy, ani nikt inny nie ma prawa „przedstawiać ocen historii Ukrainy, ani ukraińskich bohaterów”. Krótko mówiąc – o zbrodniach OUN-UPA nie będzie mowy we wzajemnych kontaktach. Z komunikatu „Swobody” dowiedzieliśmy się ponadto, że „Omówiono perspektywy wspólnych imprez z udziałem obu stron i zgodzono się, że najważniejsza – jest przyszłość. Przyszłość stała się kluczowym punktem w relacjach Polaków i Ukraińców”.

Jak potoczyły się dalsze losy owocnej współpracy pomiędzy NOP i „Swobodą” doprawdy nie wiem. Nie jestem bowiem sympatykiem NOP i nie śledzę regularnie aktywności politycznej środowiska skupionego wokół pana Adama Gmurczyka.

Ze względu jednak na to, że jestem zwierzęciem politycznym od czasu do czasu wchodzę na różne strony internetowe od trockistowskich i neokomunistycznych po ultranacjonalistyczne i neofaszystowskie włącznie. W niedzielę 18 marca 2012 roku wszedłem na stronę „Nacjonalista.pl. Dziennik narodowo-radykalny”, zbliżoną raczej do Obozu Narodowo-Radykalnego niż do NOP. I cóż się dowiedziałem?

Moją uwagę od razu zwrócił tekst pt. „Międzynarodowa konferencja nacjonalistów na Ukrainie” z 13 marca b.r. „W dniach 10-11 marca we Lwowie – dowiadujemy się we wstępie – odbyło się jedno z najciekawszych międzynarodowych spotkań nacjonalistycznych ostatnich lat, przy okazji którego doszło do swego rodzaju historycznego ocieplenia ukraińsko-polskich stosunków i pogłębienia dialogu pomiędzy europejskimi nacjonalistami. Międzynarodowa konferencja europejskich nacjonalistów to inicjatywa podjęta przez ukraińskich niezależnych działaczy nacjonalistycznych ze Lwowa, reprezentujących ruch Autonomiczny Opór. Konferencja została zorganizowana już po raz drugi, a zjawili się na niej aktywiści z Włoch, Rosji, Białorusi oraz Łotwy. Tym razem nie zabrakło również delegacji z Polski, do której zaproszenie dotarło już przed kilkoma miesiącami. Zgromadzeni na konferencji nacjonaliści reprezentowali zarówno oficjalne ugrupowania narodowe, jak i niezależne grupy AN („autonomicznych nacjonalistów” – przyp. B.P.). Dla polskich nacjonalistów wizyta na Ukrainie była szczególna co najmniej z kilku względów – aktywiści z Ukrainy w ramach dialogu polsko-ukraińskiego przewidzieli bowiem nie tylko konferencję, lecz także wspólną wizytę na cmentarzu Orląt Lwowskich”.

Dalej dowiadujemy się, że konferencja rozpoczęła się wystąpieniem przedstawiciela organizacji nacjonalistycznej Prawy Sojusz z Białorusi (strona: www.aljans.org). Autor omawianego tekstu informuje nas o pokazie slajdów, obrazujących aktywność polityczną Prawego Sojuszu. Niestety nie poinformował jednak o tym, że organizacja ta – podobnie jak i inne białoruskie organizacje oraz partie nacjonalistyczne i prawicowe (wspierane m.in. przez polskie MSZ, polski Sejm, „Gazetę Wyborczą” i TV „Biełsat”) – stoi na stanowisku, że na Białorusi nie ma żadnej mniejszości polskiej, tylko są „spolonizowani Białorusini”. Stąd już tylko krok do ich depolonizacji.

Taka właśnie depolonizacja polskiej mniejszości – w tym wypadku tzw. „spolonizowanych Litwinów” – ma właśnie miejsce na Litwie, przy całkowitej obojętności władz i „elit” Rzeczypospolitej Polskiej, którym zależy przede wszystkim na dobrych stosunkach z Republiką Litewską. Dlatego „konserwatywno-liberalne” władze Litwy mogą bezkarnie wprowadzać w życie ustawę oświatową, uchwaloną w duchu szowinizmu, faktycznie zmierzającą do znacznego ograniczenia liczby polskich szkół na Litwie i depolonizacji polskiej mniejszości narodowej.

Wspominam o tym dlatego, ponieważ następnym mówcą na „międzynarodowej konferencji nacjonalistów we Lwowie” był przedstawiciel Litewskiego Związku Narodowej Młodzieży. Tym przedstawicielem przemawiającym w imieniu litewskich nacjonalistów był jednak białoruski nacjonalista (!), ponieważ – jak dodaje autor omawianego artykułu (podpisujący się jako J.) – działacze Litewskiego Związku Narodowej Młodzieży „ze względu na organizowaną w ubiegłą niedzielę wielką demonstrację w Wilnie nie mogli wziąć udziału w konferencji”. Niestety J. nie napisał co to była za „wielka demonstracja” w Wilnie. W związku z tym jestem zmuszony tę lukę uzupełnić. Otóż działacze Litewskiego Związku Narodowej Młodzieży demonstrowali 11 marca 2012 roku w Wilnie poparcie dla działań władz litewskich zmierzających do likwidacji polskiej oświaty. Demonstrowali pod hasłami typu: „Litwa dla Litwinów”, „Polacy won z Litwy”, „szkoły tylko dla litewskich dzieci” itp.

Jak dalej pisze J.: „Litewscy nacjonaliści napisali list skierowany do wszystkich uczestników spotkania, w którym opisali aktywność i główne cele swojej organizacji, obchodzącej w tym roku 10. rocznicę działalności. Dla nas, Polaków, list od działaczy z Litwy był szczególnie interesujący, bowiem po raz kolejny wyrazili oni swoje przychylne nastawienie do polskich nacjonalistów, z którymi pragną nawiązać współpracę. „Mamy nadzieję znaleźć organizacje, które porzucając szowinizm i zapominając o historycznych krzywdach, będą w stanie współpracować z nami w celu walki z wrogami Europy, którzy chcą wymazać zarówno Polskę, jak i Litwę z mapy świata” – napisali litewscy nacjonaliści”.

Porzucając szowinizm i zapominając o historycznych krzywdach… Rozumiem, że zapomnieć muszą o nich wyłącznie Polacy – o zniszczeniu polskiej mniejszości na Litwie Kowieńskiej w okresie międzywojennym, o litewskiej okupacji Wileńszczyzny w latach 1939-1940, o zbrodniach popełnionych przez litewskich faszystów na Polakach podczas drugiej wojny światowej i o krzywdach wyrządzanych obecnie Polakom na Litwie. Nacjonaliści litewscy bowiem bynajmniej szowinizmu nie porzucą i o swoich „krzywdach” nie zapomną, czemu wyraz dali m.in. podczas wspomnianej manifestacji.

Dalej dowiadujemy się, że „po przedstawieniu ugrupowania narodowego z Litwy, głos oddano polskim autonomicznym nacjonalistom”. Niestety i tutaj J. nie wyjaśnia co to za „polscy autonomiczni nacjonaliści”. Któż to ukrywa się pod tym eufemizmem? NOP, ONR, czy diabli wiedzą kto? Z wikipedii dowiadujemy się, że „autonomiczni nacjonaliści”, to „forma działania i agitacji o luźniej formie organizacyjnej – nie tworzy struktur partyjnych, organizacyjnych, ani jednolitych ideologicznie”. Początkowo ruchy określające się jako „autonomiczni nacjonaliści” były charakterystyczne dla skrajnej lewicy w Niemczech, gdzie pojawiły się około roku 2000. Potem forma ta został przyjęta również przez niektóre ruchy skrajnie prawicowe. Z artykułu J. można się domyśleć, że chodzi o grupę związaną z portalem Autonom.pl. Adres tego portalu znalazł się bowiem na szarfie wieńca złożonego po zakończeniu „konferencji” przez polskich i ukraińskich uczestników na Cmentarzu Orląt Lwowskich. Omawiany artykuł autorstwa J. został też opublikowany na stronie Autonom.pl. (http://autonom.pl/index.php/relacje/z-zagranicy/1607-ukraina-miedzynarodowa-konferencja-nacjonalistow).

Na stronie Autonom.pl zostały również zamieszczone zdjęcia, na których polscy uczestnicy „konferencji” we Lwowie ukrywają swoją tożsamość (zamazane twarze). Myślę, że swoją tożsamość uczestnicy „konferencji” z Polski ukryli głównie ze wstydu. Jednakże trzeba zauważyć, że ukrywanie tożsamości członków jest charakterystyczne dla wszelkich ruchów faszystowskich, lewackich, czy ogólnie totalitarnych (robiła tak m.in. banderowska OUN).

Omawiając wystąpienie przedstawiciela „polskich autonomicznych nacjonalistów” (mam nadziej, że nie był nim kolega z Białorusi) J. pisze m.in., że „komórki autonomicznych nacjonalistów w Polsce nie są jednolite światopoglądowo, jednak skupiają się na kilku kluczowych zagadnieniach, które zespajają je w całość. Są nimi: ekologia, żywot wyzbyty konsumpcjonizmu, sprzeciw wobec imperializmu, kapitalizmu, syjonizmu i globalizacji, walka o sprawiedliwość społeczną (solidaryzm) oraz narodową tożsamość, a także zniesienie szowinistycznych animozji pomiędzy europejskimi nacjonalistami, czego przykładem była zresztą nasza wizyta we Lwowie”.

Ekologia, sprzeciw wobec kapitalizmu i syjonizmu oraz nacjonalistyczny internacjonał. Ciekawy program…

Potem były wystąpienia rosyjskich nacjonalistów z ruchu „Wolnizna” z Moskwy i Sankt-Petersburga, którzy poszukują tzw. trzeciej drogi oraz nacjonalistów z Syberii. Jedni i drudzy pochwalili się zdjęciami dokumentującymi ich udział w antyputinowskich protestach.

Następnie przemawiała przedstawicielka ukraińskiego Autonomicznego Oporu (portal: Opir.info). Słuchacze dowiedzieli się m.in., że jej organizacja pomaga lokalnym domom dziecka w ramach akcji „Szczere Serce” oraz, że prowadzi wiele innych interesujących akcji, w tym m.in. „Zdrowe i sportowe ukraińskie ulice”.

Na koniec J. pisze, że „głównym punktem lwowskiej konferencji” była prezentacja włoskiego ruchu neofaszystowskiego CasaPound Italia. „Na spotkanie zawitał – informuje dalej z egzaltacją J. – jego charyzmatyczny lider Gianluca Ianone”. Ze swej strony dodam, że organizacja ta powstała w 2003 roku i jest jedną z najbardziej radykalnych grup neofaszystowskich we Włoszech.

Wizytę na Cmentarzu Orląt Lwowskich i złożenie tam wieńców przez „autonomicznych nacjonalistów” polskich i ukraińskich uważam za profanację.

Politycznej głupocie, niedojrzałości i szkodnictwu „autonomicznych nacjonalistów” z Polski nie będę poświęcał szerszej uwagi, ponieważ nie warto. Z tekstu autorstwa J., zamieszczonego na portalach „Nacjonalista.pl” i „Autonom.pl”, wypływają natomiast dwa bardzo istotne wnioski. Pierwszy mianowicie taki, że spotkanie neofaszystowskich szumowin z terenu byłego ZSRR, Polski i Włoch we Lwowie dowodzi, iż miasto to – niegdyś perła kultury polskiej – stało się centrum europejskiego neofaszyzmu. Wybitna w tym zasługa polskich entuzjastów linii politycznej nakreślonej przez Jerzego Giedroycia i Bogumiłę Berdychowską. Drugi z kolei wniosek jest taki, że tzw. „dialog polsko-ukraiński” prowadzą już nie tylko środowisko „Gazety Wyborczej” i różni pożyteczni idioci od prawa do lewa, nie tylko Henryk Wujec, Adam Daniel Rotfeld, czy Paweł Kowal, ale prowadzą go także „polscy autonomiczni nacjonaliści”, czyli neofaszyści. Marnie to wróży temu „dialogowi”.
Bohdan Piętka
 


NOP i banderowcy
Adam Gmurczyk i NOP

(...) Liderem Narodowego Odrodzenia Polski jest Adam Gmurczyk. Jego kontrowersyjne decyzje nie są zaskoczeniem dla dawnych znajomych. – Gmurczyk to facet, który zbliża się do 50., chyba od kilku lat nigdzie nie pracuje na stałe, więc co i rusz szuka jakichś nowych współpracowników w których rozpaczliwie upatruje źródło swojego dochodu. Teraz padło na nacjonalistów z Ukrainy – mówi mój informator, który przez kilka lat był związany z Narodowym Odrodzeniem Polski.  – Jak to możliwe, że ktoś
Adam Gmurczyk
taki jak Gmurczyk kieruje partią polityczną? – pytam. – NOP to taka „wolna amerykanka” – w organizacji panuje bajzel. Nie ma jakichś sformalizowanych kryteriów wstąpienia do partii, więc mogą do niej przystąpić osoby, głoszące poglądy zupełnie odmienne od tzw. linii partyjnej. Sam Gmurczyk zajmuje tzw. służbowe mieszkanie – lokal partyjny, który jest niesamowicie zadłużony. – Czy istnieje jakaś forma sprawdzania kandydatów, aby do partii nie mogli wstąpić np. neonaziści? – dopytuję. – Nie. Żadna dokładna dokumentacja nie jest prowadzona. Jedyne na co stać Gmurczyka, to przechowywanie „kwitów” na byłych współpracowników. Przy NOP-ie kręcili się, np. dziennikarze, którym Gmurczyk groził, że ujawni ich dawne partyjne powiązania. Wiele osób zraziło się do niego, partii, jak i całego ruchu narodowego. Myślę, że organizacjom lewicowym na rękę jest istnienie tworu takiego jak Narodowe Odrodzenie Polski, dzięki któremu można środowiskom patriotycznym przypiąć odpowiednią łatkę. – Ale do NOP-u zgłaszają się młodzi ludzie… – drążę dalej temat. – Tak, to prawda. I to jest właśnie najgorsze – odpowiada mój rozmówca. (...)

Mój rozmówca pragnął jednak zachować anonimowość. Powód? Mściwość Gmurczyka, który – w swoim stylu – mógłby starać się zaszkodzić byłemu współpracownikowi. – Mściwość? Gmurczyk chyba deklaruje się jako katolik? – dopytuję. – Tak, „tradycyjny katolik”. Jego tradycjonalizm polegał na tym, aby nie chodzić na „novusa” (Mszę św. wg Mszału Pawła VI – przyp. red.) czyli w ogóle nie chodzić do kościoła. Natomiast kiedy załatwiliśmy z chłopakami tradycyjną Mszę św., Gmurczyk zawsze znalazł jakiś powód, żeby na nią nie iść. Taki z niego katolik – śmieje się dawny znajomy lidera Narodowego Odrodzenia Polski.

Nowi przyjaciele

Niedawno NOP-owcy pochwalili się na swoim portalu internetowym kontaktami z ukraińskim ugrupowaniem Swoboda. Wspomniana partia powstała w 1991 r. jako Socjal-Nacjonalistyczna Partia Ukrainy (przedstawiciele środowisk kresowych doszukuję się tu analogii do NSDAP). W 2004 organizacja zmieniła nazwę i symbolikę (od tej pory występuje jako Ogólnoukraińskie Zjednoczenie Swoboda). Nie zmieniło się jedno – antypolonizm i uprawianie apologii Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii.

To właśnie „Swoboda” protestowała w 2009 r. przeciwko usunięciu nielegalnie postawionego pomnika UPA w Masywie Chryszczatej w Bieszczadach. Jak informował portal Kresy.pl, Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Sanoku wydał decyzję o jego rozbiórce, jako samowoli budowlanej, co wywołało furię przedstawicieli ukraińskiej partii „Swoboda”, którzy wezwali Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy, aby „nie dopuściło do tej bluźnierczej akcji”.  Frakcja Wszechukraińskiego Zjednoczenia „Swoboda” w Radzie Miejskiej Lwowa wystąpiła również z odezwą przeciwko „zniszczeniu pomnika ukraińskich powstańców, którzy w 1947 roku prowadzili działania bojowe na etnicznie ukraińskich ziemiach, które obecnie wchodzą w skład Polski”, a decyzję PINB w Sanoku nazwała „wrogimi działaniami wobec narodu ukraińskiego” . Ukraińscy nacjonaliści zwrócili się również do  Konsulatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej we Lwowie, aby wpłynął na skasowanie przez władze województwa podkarpackiego decyzji o likwidacji pomnika UPA.  Na tym nie koniec. „Swoboda” zagroziła, że zwróci się do władz ukraińskich z żądaniem zastosowania podobnych działań w stosunku do miejsc pamięci Polaków poległych na terytorium Ukrainy.

W tym przypadku mieliśmy jednak do czynienia z działaniami na drodze prawnej. Pogrobowcy ukraińskich faszystów nie zawahali się jednak użyć również siły. 28 lutego 2010 r. środowiska kresowe wybrały się w 66. rocznicę zagłady mieszkańców polskiej wioski Huta Pieniacka na Tarnopolszczyźnie na miejsce zbrodni, aby uczcić pamięć swoich bliskich, bestialsko zamordowanych przez ukraińskich szowinistów z SS Hałyczyna i UPA. Co ich spotkało na miejscu? „Na miejscu przywitały nas faszyzujące grupki „Swobody”, które zablokowały drogę Polakom udającym się na modlitwę pod pomnik pomordowanych Polaków w 1944 r. Uroczystości ku czci pomordowanych zakłócał harcownik Oleh Pańkewycz, lider „Swobody” w obwodzie lwowskim, który miał pretensje do naszych rodaków, że przyjeżdżają modlić się na ukraińskiej ziemi” – relacjonuje Witold Orłowski (Kresy.pl).

Ubiegłoroczny incydent jakoś nie przeszkodził działaczom Narodowego Odrodzenia Polski zaprosić do Warszawy przedstawicieli Ogólnoukraińskiego Zjednoczenia „Swoboda”, którzy wystąpili do władz NOP z deklaracją nawiązania współpracy.

Narodowe Odrodzenie Polski reprezentowali Adam Gmurczyk i Konrad Bednarski, „Swobodę” – Vasyl Pavlyuk, sekretarz Rady Miejskiej m. Lwowa, Taras Osaulenko z Kijowa, szef wydziału zagranicznego partii oraz Stanisław Stohniy, przedstawiciel OZ „S” w Polsce.

Dlaczego publicysta portalu Nacjonalista.pl, uzurpuje sobie moralne prawo do występowania w imieniu wielu Polaków – szczególnie rodzin ofiar rzezi wołyńskiej? No cóż… Jeżeli ktoś uzurpuje sobie prawo do decydowania kto jest katolikiem, pozwala sobie również na występowanie w roli sędziego spraw niezwykle trudnych i delikatnych.

Przejdźmy dalej:

„Uważni obserwatorzy ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego dostrzegą z pewnością olbrzymie zmiany, jakie nastąpiły w jego obrębie w ostatnich kilku latach. Postulaty ścisłej współpracy z Polską zawarte w programie Wszechukraińskiego Zjednoczenia „Swoboda”, poparcie dla powstania Domu Polskiego we Lwowie wypowiedziane ustami radnego tej partii, postulat przedstawicielstwa narodowego dla mieszkających na Ukrainie Polaków (Wywiad z radnym Swobody, Kurier Galicyjski nr 6 (130) z 1-14 kwietnia 2011 r.) etc., etc. Podobne podejście do współczesnych zagrożeń, podobne diagnozy rzeczywistości, obrona Wartości, świadomość położenia geopolitycznego naszych ojczyzn – to dziś łączy polskich i ukraińskich nacjonalistów. Dzieli jedna rzecz – historia”.

Należy postawić pytanie jakie to niby, „olbrzymie zmiany” nastąpiły w ukraińskich ruchu nacjonalistycznym, skoro wspomniane wcześniej incydenty wydarzyły się w ciągu ostatnich dwóch lat? Jeżeli jednak dla aktywistów Narodowego Odrodzenia Polski to mało – jako przykład – można podać chociażby postawę przewodniczącego Miejskiej Lwowskiej Organizacji partii Swoboda Iwana Hryndy, który 11 lipca we Lwowie powiedział dziennikarzom, że reklamy świetlne wyrażające uznanie dla Dywizji SS „Galizien”, które zostały ustawione na ulicach Lwowa, propagują „najwyższe wartości duchowe”. („Plakaty pojawiły się z inicjatywy lidera partii „Swoboda” Ołeha Tiahnyboka w ramach projektu „Skarb Narodu” - twórczego projektu wychowawczego, który realizujemy już dwa lata i który propaguje najwyższe wartości duchowe”).

Jak poinformował Wiesław Tokarczuk, Iwan Hrynda twierdził także kategorycznie, że Dywizja SS „Galizien” nie brała udziału w zbrodniach przeciwko ludzkości, a wszyscy, którzy oskarżają o to Dywizję SS „Galizien”, szerzą kłamstwa w celu politycznych spekulacji.

Czy to za mało dla przedstawicieli Narodowego Odrodzenia Polski? Chyba tak, czytając szokujące słowa Wojciecha Trojanowskiego:

„Bądźmy szczerzy – próby narzucania identycznej oceny historycznych wydarzeń są z góry skazane na niepowodzenie. Czy będzie to postać Stepana Bandery, czy Ukraińskiej Powstańczej Armii, nacjonaliści w Polsce i na Ukrainie będą formułowali odmienne wnioski. Psychika narodowa, charakter narodu, doświadczenia rodzinne, przekazywane z pokolenia na pokolenie historie, klęski i tragedie narodowe – wszystko to wpływa na sposób postrzegania wzbudzających emocje kwestii historycznych. Tak już jest i tego nie zmienimy. Pamięć nie może uzurpować sobie prawa do ciągłego antagonizowania bratnich narodów. Pamięć nie może przekreślić wyzwań przyszłości”.

Jak rozumiem, setki tysięcy ofiar ukraińskiego szowinizmu, to wyłącznie jednostronne postrzeganie historii przez polskich badaczy? Bestialsko zamordowane kobiety i dzieci to tylko „element sporny”, nad którym można przejść do porządku dziennego w trakcie wspólnych pogawędek przy piwie?

Aleksander Majewski
(FRAGMENTY)





Do kogo należy „Sto lat”
W polskich sądach każdy może sobie zastrzec jako swoją własność intelektualną wszystko. Sędziowie chyba sami nie rozumieją, co podpisują.

W Internecie głośna się stała historia pani, która prowadziła hobbystycznego bloga o domowych wypiekach. Aż razu pewnego zamieściła na nim przepis na domowe ptasie mleczko. Wkrótce potem dostała list z kancelarii prawnej reprezentującej koncern Cadbury Cośtam Poland z pogróżkami, jakie to kary spadną na nią za bezprawne używanie zastrzeżonego znaku towarowego należącego do wielkiej międzynarodowej firmy.

Postraszona blogerka nawet nie próbowała tłumaczyć, że ten rodzaj słodyczy robiły i nazywały ptasim mleczkiem nasze praprababcie na długo, zanim małemu Edziowi Wedlowi postało w głowie, że założy kiedyś fabrykę czekoladek, zanim małemu Bolciowi Bierutowi postało, że kiedyś tę fabrykę, jak wszystkie inne w kraju, ukradnie i zanim małemu Jasiowi Krzysiowi Bieleckiemu (jeśli dobrze pamiętam) postało, że kiedyś ją wraz z innymi ukradzionymi przez Bieruta, zamiast oddać, zhandluje innostrańcom dla załatania wiecznie dziurawego budżetu (i zanim małemu komuś tam, kogo imienia nie znam, postało, że po ukończeniu studiów prawniczych zamiast szanowanym panem mecenasem zostanie jednym z tych przebranych w garnitury drabów do wynajęcia, którzy od płatnych osiłków najmowanych do obicia mordy różnią się tylko tym, że wystawiają fakturę VAT.) Po prostu zwinęła bloga, którego prowadzenie okazało się działalnością tak niebezpieczną. W końcu w ostatnich latach każdy prawie ze znanych od lat wypieków - czy to pączek, czy szarlotka, czy inne faworki - zyskał sobie „właściciela”, który w porę zarejestrował go jako swój zastrzeżony znak. A jeśli nie, to pewnie zaraz zyska.

Głośno było swego czasu o decyzji sądu, który zarejestrował Narodowemu Odrodzeniu Polski znaki organizacyjne (nie lubię NOP, uważam, że to jaczejka kompromitująca ruch narodowy, jeśli nie założona przez współczesną Ochranę, to w każdym razie idealnie spełniająca jej potrzeby - ale nie tu miejsce). Huku narobiono o „zakaz pedałowania”, ale nie to było tak naprawdę skandaliczne. Skandaliczne było to, że sąd III RP przyznał tej organizacji prawo wyłączności do historycznego przedwojennego znaku Falangi. Na takiej tylko podstawie, że nikt wcześniej się o to do sądu nie zwrócił.

Jeśli to w polskim sądzie możliwe, to możliwe jest też, żeby Palikot zarejestrował sobie jako swój znak partyjny kotwicę Polski Walczącej. A potem uruchamiał kancelarie prawnicze straszące grzywnami i egzekwującymi je w sądach od organizacji kombatanckich. I to jeszcze bez ACTA, nie mówiąc o dalej niż ACTA idących projektach Ministerstwa Kultury.

Może ktoś o tym pomyśli, zanim na imprezy zaczną nam wpadać prawnicy w asyście ABW i inspektora ZAiKS, żeby skasować opłatę - powiększoną o karę umowną za śpiewanie piosenki „Sto lat”, którą nie widzieć kiedy zarejestrował sobie prawomocnie jako swoją własność intelektualną któryś ze światowych koncernów.
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ
Uważam Rze, Nr 11/2012,
z dn. 12-18 marca 2012



 

Z zamkniętymi oczami?
Niezrozumiały pęd do tworzenia bytu wewnętrznie sprzecznego, jakim jest „międzynarodówka nacjonalistów” dopadł kolejne polskie środowisko polityczne. I jak to już było w przypadku NOP – znowu bratanie zaczęto od banderowców.

Niezrozumiały pęd do tworzenia bytu wewnętrznie sprzecznego, jakim jest „międzynarodówka nacjonalistów” dopadł kolejne polskie środowisko polityczne. I jak to już było w przypadku NOP – znowu bratanie zaczęto od banderowców.

Tym razem zwolennikami współpracy z wielbicielami ludobójstwa okazali się „niezależni nacjonaliści” związani z portalem Autonom.pl, którzy wybrali się do Lwowa na kongres Autonomicznego Oporu, czyli ukraińskiej odnogi ruchu. AO w swych działaniach odwołuje się do tradycji Bandery, nazywanego w tekstach na stronie http://opir.info „największym bohaterem Ukrainy”, współpracuje także i uczestniczy w akcjach neo-banderowskiej SWOBODY (znanej już z zaprzyjaźniania się z Narodowym Odrodzeniem Polski). Członkowie AO wprost piszą o sobie w materiałach propagandowych „My banderowcy!”. Co ciekawe, „oporowcy” mają nader szeroki krąg ideowych patronów i antenatów, na tej samej stronie można bowiem znaleźć zachwyty dla działań terrorystów z „Narodnej Woli” i wspomnienie dla nihilistycznych zabójców cara Aleksandra II. Okazuje się jednak, że sam dobór kontrowersyjnych przyjaciół polskim autonomistom nie wystarczył.

Kluczowym momentem wizyty (sądząc z relacji zamieszczonej na Autonom.pl było wspólne złożenie kwiatów na Cmentarzu Orląt, a następnie w sąsiednim Memoriale Ukraińskiej Halickiej Armii, UPA i SS Hałyczyna. „Ukraińscy AO przygotowali na nasz przyjazd dwa okazjonalne wieńce, przepasane szarfami w polskich i ukraińskich barwach z adresami stron Autonom.pl/Opir.info oraz wyeksponowanym hasłem „Za Europę Wolnych Narodów! Przeciw szowinizmowi i imperializmowi!” w obydwu językach. Wyposażeni w narodowe i nacjonalistyczne proporce, a także okazjonalne wieńce, wspólnie udaliśmy się na lwowski cmentarz, z którego w zwartej kolumnie przeszliśmy na część wojskową, gdzie spoczywają obecnie ukraińscy i polscy żołnierze – wczoraj walczący ze sobą, dzisiaj pochowani zaledwie kilka metrów od siebie… Zarówno na części ukraińskiej, jak i polskiej (cmentarz Orląt Lwowskich) złożono wieńce, wygłoszono krótkie przemówienia i uczczono wszystkich poległych minutą ciszy. Był to symboliczny, lecz jakże wzruszający i ważny gest w naszych polsko-ukraińskich kontaktach, które z pewnością będą się cały czas rozwijać. Nigdy więcej bratnich wojen!” - napisali entuzjastycznie uczestnicy wyjazdu, taktownie nie wspominając o jakich „ukraińskich żołnierzy” chodzi.

Tymczasem każdy, kto był we Lwowie na Łyczakowie wie, że monumentalny „Memoriał” powstał jako odpowiedź na Cmentarz Orląt, w celu przytłoczenia polskiej nekropolii i nadania całemu otoczeniu jednoznacznie szowinistycznego, wieloukraińskiego charakteru. Chociaż historycznym miejscem pochówku „Haliczan” jest we Lwowie cmentarz janowski – w 1998r. Zdominowana przez szowinistów rada miejska Lwowa podjęła decyzję o przeniesieniu części kwater na teren bezpośrednio sąsiadujący z mogiłami „Orląt”. Przy okazji zresztą zniszczono historyczne, głównie polskie nagrobki z położonej w tym miejscu kwatery 49. Od tamtej pory „Memoriał” stale się rozrasta, a obok grobów poległych w walce z Polakami w 1918-19 roku znajdują się tam pomniki ku czci UPA i „Hałyczyny”, groby upowców i symboliczne mogiły przywódców ruchu banderowskiego. W „Memoriale” odbywają się uroczystości ku czci UPA i innych zbrodniczych organizacji ukraińskich, a ich symboli po prostu nie sposób w tym miejscu nie zauważyć.

Nasuwa się więc pytanie: Jak mocno musieli zamykać oczy polscy autonomiczni nacjonaliści żeby nie zauważyć, że swą nową przyjaźń świętują w miejscu poświęconym kultowi antypolskich zbrodniarzy? Bez końca też chyba trzeba przypominać, że wszelkie gesty w stronę banderowców porażają swoją jednostronnością. Sprowadzają się bowiem najczęściej do tego, że strona polska wykazuje się wyrozumiałością, zapomnieniem historycznym, tolerancją i szczególną wrażliwością wobec partnerów – ci zaś przyjmując te objawy zbiorowego „syndromu helsińskiego” nadal uważają, że mordowanie Lachów siekierami było szczytem patriotycznego wyrobienia politycznego. Również myślenie „co byśmy zrobili będąc Ukraińcami” nie ma większego sensu – bo raz, że po pierwsze nimi nie jesteśmy, a po drugie nawet gdybyśmy byli, to przecież chyba nadal nie mielibyśmy skłonności do przepiłowywania dzieci na pół! Po trzecie zaś nawet z punktu widzenia ukraińskiej historii Bandera nie jest dobrym wzorcem nie tylko ze względu na ludobójczy i zbrodniczy charakter swego ruchu (także wobec własnej nacji), ale również w związku z szaleńczymi teoriami geopolitycznymi, zgodnie z którymi Ukraina powinna znajdować się w stanie permanentnej wojny ze wszystkimi swymi sąsiadami. (...)
Konrad Rękas

PS.

Spór z banderyzmem jest sporem aktualnym, a nie tylko historycznym. Neo-banderowcy wysuwają roszczenia do terytorium RP (zwłaszcza Chełmszczyzny) i głoszą hasła przeciwne mniejszości polskiej na Ukrainie. Jednocześnie współpraca z nimi jest pozbawiona sensu, nic bowiem nie wnosi choćby do pomysłów na organizację polityczną Europy Wschodniej - banderowcy bowiem nie chcą Ukrainy współpracującej z kimkolwiek, tylko „Wielkiej” (czyli najchętniej niegraniczącej z nikim). Ponadto są narodowe formacje ukraińskie nie odwołujące się do banderyzmu (tylko np. do Hetmanatu) nie ma więc przymusu współpracy akurat z post-OUN-owcami. Ponadto przekonanie o potrzebie budowy wspólnego frontu nie może zwalniać (zwłaszcza narodowców) od myślenia w kategoriach interesów narodowych, czy narodowego egoizmu, które bynajmniej nie są anachronizmem. Poza sporem z dyktatem Waszyngtonu czy Tel Awiwu mamy też spory z nacjonalizmami u naszych sąsiadów - i jest to fakt. Zadaniem narodowców powinno być więc raczej budowanie i umacnianie kontaktów z Polakami na Ukrainie. Zdecydowanie wolałbym, aby takie relacji dotyczyły udziału naszych narodowców w spotkaniach polskiej narodowej partii na Ukrainie, która już dawno powinna tam powstać.

A, teraz załapałem - w programie Swobody tego nie ma (choć jest w jej praktyce - Towarzystwo Chełmszczyna mocno związało się z tą formacją, a jest to ruch ziomkowski wprost nawołujący się do rewizji granic). Swobodowcy forsują także uznanie przesiedlonych „sprzed Buga” za ofiary czystek etnicznych i nową transzę odszkodowań dla nich (wysuwane są też postulaty wywalczenia odszkodowań do strony polskiej, choć kwestie te regulowała jeszcze umowa zawarta z Ukrainą Sowiecką). Otwarcie rewizjonistyczne są natomiast mniejsze ugrupowania neo-banderowskie, w tym, np. KUN czy szkilowska frakcja UNA-UNSO (obecnie w BJuT).

Przede wszystkim jednak nie rozumiem: jaki byłby cel i sens sojuszu zawieranego z ukraińskimi szowinistami? Zwłaszcza, że musiałby on być antyrosyjski - co Polsce nic nie daje, a wydaje się istotą istnienia tych kręgów na Ukrainie.

Zbrodnia UPA w Hucisku.
Przerzynali Polaków piłą

68. lat temu miała miejsce kolejna z serii krwawych rzezi dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej w ramach etnicznej czystki w Małopolsce Wschodniej
.

Wieś Hucisko oraz leżące po sąsiedzku Miedziaki to nieistniejące już dziś miejscowości znajdujące się w powiecie bóbreckim dawnego województwa lwowskiego. Jak  w wielu ówczesnych osadach, na wypadek zagrożenia ze strony UPA, w Hucisku znajdowała się zorganizowana, uzbrojona samoobrona. Ewentualnego ataku spodziewano się nocą, w związku z tym warty wystawiano dopiero po zmroku.
Rankiem 12 kwietnia 1944 r. we wsi pojawili się konni ubrani w niemieckie mundury. Jak się wkrótce okazało, byli to zwiadowcy UPA.

W zabarykadowanej szkole znajdującej się w centrum wsi przebywała wówczas część mieszkańców, głównie mężczyzn. Myśląc, że mają do czynienia z Niemcami, na wydany po niemiecku rozkaz opuścili szkołę i zostali natychmiast uwięzieni.
W tym samym czasie do wsi wkroczyła liczna grupa ukraińskich cywilów z pobliskich miejscowości. Uzbrojeni w siekiery, widły oraz broń palną, w tym małe działo, przeczesywali dom po domu w poszukiwaniu mężczyzn i chłopców, których spędzano do zagród, a następnie torturowano i mordowano, nierzadko w wyrafinowanie okrutny sposób,  np. poprzez przecięcie piłą.

Zwłoki znoszono w jedno miejsce, a następnie palono. Z domostw wynoszono i rabowano wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość.
Ocaleli z pogromu pochowali zamordowanych w zbiorowej mogile. W dalszym ciągu byli zmuszeni do ukrywania się, gdyż w kolejnych dniach oddziały upowców przeczesywały wsie. Dopiero po tygodniu udało się zorganizować transport części Polaków z Huciska i Miedziaków do Siemianówki. W kolejnych dniach UPA wypędziła ze wsi pozostałych mieszkańców.
Historycy są rozbieżni w opiniach co do dokładnej liczby ofiar, wszyscy szacują jednak, że łącznie w obu wsiach była ich co najmniej setka, głównie mężczyzn.
Za organizatorów zbrodni uważa się braci Antona i Piotra Procoków z Łopusznej, z których jeden był dezerterem z SS-Galizien – jednostki wojskowej utworzonej wiosną 1943 r. przez III Rzeszę z ukraińskich ochotników.
Paweł Zbrojewicz







« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Przejdź do sklepu
 
A TY JUŻ ODWIEDZIŁEŚ STRONĘ
LESZKA BUBLA NA FACEBOOKU?

APEL DO WSZYSTKICH UCZCIWYCH LUDZI

SZANOWNI PAŃSTWO,

W dniu 20 maja 2014 r. w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy na godz. 10.15 w sali 203 miałem wyznaczony termin posiedzenia pojednawczego w sprawie, którą wytoczył mi Stanisław Sołtysiński.
Pod salą Stanisław Sołtysiński bezpardonowo mnie zaatakował, używając przemocy, naruszył moją nietykalność cielesną i spowodował uszczerbek. Był to typowo chuligański wybryk ze strony Stanisława Sołtysińskiego. Stanisław Sołtysiński przybył do Sądu w towarzystwie swoich przydupasów w liczbie dwóch, którzy mogli widzieć to zdarzenie, ale na pewno zrobią wszystko, żeby chronić przed obliczem wymiaru sprawiedliwości swojego pryncypała i mnie oczernić. Wobec tego apeluję do wszystkich z Państwa, którzy byli tego dnia w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy i widzieli to zdarzenie, żeby zdobyli się na odwagę i do mnie zadzwonili. Szukam świadków tego zdarzenia.
Z góry dziękuję za pomoc
Leszek Bubel
tel. kom.: 506 219 698




WSTĄP DO POLSKIEJ PARTII NARODOWEJ
LISTA 100 PEDZIÓW I LESBIJEK WG. LESZKA BUBLA
JESTEM HOMOFOBEM
(słowa i wokal Leszek Bubel)
HYMN EMIGRACJI

 
 
MILIONY, MILIONY...
 








You Tube

 Zobacz! Nasze piosenki i teledyski na portalu YouTube


"Szabas goj"
słowa, muzyka Leszek Bubel


"Hymn kibiców - do boju Polsko"
słowa,muzyka, Leszek Bubel
)


"Polak, Węgier dwa bratanki"
słowa,muzyka, wokal Leszek Bubel


Biało-czerwona krew
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel






















Chłopcy silni jak stal
Muzyka: Leszek Bubel

Panie Romanie Wielkiej Polski Hetmanie
Słowa, muzyka, wokal (nr 3): Leszek Bubel

Hymn PolskiejPartiiPrzyjaciół Piwa
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel

Najpiękniejsze są Słowianki
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Polska na tarczy  (wymagane konto na YT)
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Jestem homofobem (wymagane konto na YT)
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel

Hymn emigracji
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Okupacja – go to hell!
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel

Masakra
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Bolek Wałęsa
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Rebe Muchomorek
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel

Epitafium dla LPR
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Obrzezaj się
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel


J...ać PZPN
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel

Do boju Polsko
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Szczerbiec
Muzyka: Leszek Bubel


 

6. płyta LBB do pobrania!

Pobierz wszystkie utwory z 6. płyty zespołu "Leszek Bubel Band" pt. "Życie i śmierć dla Narodu"
Wszelkie prawa zastrzeżone. © www.polskapartianarodowa.org
Odwiedza nas 11 gości