SZCZEGÓLNIE GORĄCO POLECAMY


Linki

Sondy
Którą nację lubisz?
 

Która z partii politycznych ma największy procent mniejszości narodowych
 

Ile osób narodowości żydowskiej mieszka w Polsce?
 

Jaki procent mediów w Polsce jest całkowicie w polskich rękach?
 

Jaki procent prawdy podają media o. Rydzyka?
 

Które media podają prawdę?
 

Cz czytasz gazety redagowne przez Leszka Bubla?
 

Czy w Polsce powinny ukazywać się gazety narodowe redagowane przez Leszka Bubla?
 

Czy Leszek Bubel za wyrażanie swoich opinii powinien pójść do więzienia?
 

Czy w Polsce mamy wolność publikacji i wyrażania opinii?
 

Czy jesteś za ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego?
 

Czy w Polsce powinna działać bez prokuratorsko-politycznych szykan Polska Partia Narodowa?
 

Czy wiesz co to jest narodowa opcja?
 

Który utwór z płyty zespołu "Leszek Bubel Band" pt. "Longinus Zerwimycka" jest najlepszy?
 

Który utwór z 3. płyty "Leszek Bubel Band" W hołdzie NSZ pt. "Biało-Czerwona krew" jest najlepszy?
 

Start arrow Mossad w Polsce arrow OSKARŻONY ARTUR ZAWISZA
OSKARŻONY ARTUR ZAWISZA | Drukuj |
oskarżony artur zawisza, kobieta z jajami


Artur Zawisza zasiądzie na ławie oskarżonych o czyn z art. 286 w zw. z art. 294 kk, czyli w skrócie oszustwo wielkiej wartości.
Piękny lider RUCHU NARODOWEGO!

Artykuł 240 ksh wcale nie uchyla art. 235 ksh, więc ZAWSZE zgromadzenie wspólników zwołuje Zarząd. Zarząd, a nie wspólnicy, jasne?

Jeśli wspólnicy mają wolę się zebrać, a Zarząd się opiera, to sąd może ich upoważnić do zwołania zgromadzenia. Tu nie było, wedle mojej wiedzy, oporu Zarządu, bo wszystko zostało przed nim zatajone!!!

Pomijam już okoliczność, że przyjęcie oferty nie dotarło w terminie zwołania, że wspólnicy Tempo powiadomili Zawiszę i jego bandę, iż oferta nie obowiązuje, bo spółki te nie były w żadnej grupie kapitałowej oraz wiele innych okoliczności.

A wymiar karny - jasny jak słońce w południe - jak ktoś nie ma pieniędzy nie może przystępować do transakcji. Oni nie mieli i nadal nie mają, więc art. 286 kk jak ta lala.

Jeśli ktoś jest zainteresowany, proszę o kontakt mailowy - Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , udostępnię wszelkie materiały źródłowe.

Bez wątpienia przyczynili się do śmierci najbliższego członka rodziny. Proszę sobie chociaż spróbować wyobrazić, co przez te dwa lata przeżywamy.

Żadnych pieniędzy zdeponowanych u notariusza nie ma. Było 525 tys. zł w depozycie notarialnym (sic!), który został opatrzony protokołem. Jakim? Takim, że się zrzekniemy wszelkich roszczeń, wycofamy wszelkie sprawy i jeszcze kolejną nieruchomość oddamy za free. Takich warunków oferta nie zawierała, ponieważ jasno wskazywała na kwotę 8 mln zł i tyle.

ŻADNYCH PIENIĘDZY NIE MA!!!

Za spółkę nikt nie otrzymał ani grosza.

Jestem żoną prezesa, udziałowca spółki, a udziałowcy Tempo owszem brali pod uwagę jej sprzedaż, ale nie oddanie za darmo, co nastąpiło.

Oferta opiewała na konkretną kwotę, nie na 0 zł za spółkę mającą kapitał zakładowy prawie 1,5 mln zł, 4 mln na kontach, podpisane umowy na dofinansowanie budowy na 20 mln zł.

Co na to Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek: Jerzy Bielewicz, Artur Zawisza, Adam Gałczyński, Paweł Pietkun?
Anna Maciejewsja, Lublin


Środowisko tzw. Ruchu Narodowego zapowietrzyło się. Naprawdę. Milczy na temat biznesowych przekrętów Artura Zawiszy. My jednak temat będziemy drążyć, uczestniczyć w rozprawach sądowych itd. Nasz cykl publikacji dotyczący wyczynów liderów tzw. Ruchu Narodowego ma bowiem udokumentować kim oni są naprawdę, jak haniebne mają dokonania i czego należy się po nich spodziewać. Chcemy tym przestrzec wszystkich naiwnych, którzy wierzą ich patetycznym słowom.
Leszek Bubel

Jaka była rola Artura Zawiszy w przejęciu spółki Tempo?

„Maciejewscy jeszcze do niedawna byli właścicielami lubelskiej spółki Tempo. Jednak chcąc rozwinąć swoją działalność musieli podjąć decyzję o współpracy z partnerem zewnętrznym. Z propozycją zjawił się u nich Artur Zawisza...”.

Poniżej zamieszczam wywiad z Panem Michałem Maciejewskim, który ukazał się 27 maja 2011 r . w Warszawskiej Gazecie. Na ten wywiad Warszawska Gazeta do tej pory nie otrzymała odpowiedzi Pana Artura Zawiszy ani żądania sprostowania…(...)

Nie będę ratował złodzieja

„O sprawie lubelskiej spółki Tempo i kłopocie rodziny Maciejewskich ze spółką Green Energy, która najprawdopodobniej podstępnie przejęła cały majątek Tempa, pisaliśmy w 18 numerze „Warszawskaiej Gazety” w artykule Krzysztofa Osiejuka „Zawisza Zielony, czyli biznes jak Pan Bóg przykazał”. Przypomnijmy, Maciejewscy jeszcze do niedawna byli właścicielami lubelskiej spółki Tempo. Jednak chcąc rozwinąć swoją działalność musieli podjąć decyzję o współpracy z partnerem zewnętrznym. Z propozycją zjawił się u nich Artur Zawisza. Zdecydowali, że jego propozycja jest warta rozwagi. Podpisali umowy, poczynione zostały kroki zmierzające do ich realizacji. Jednak z dnia na dzień okazało się, że spółka wraz z wielomilionową lokatą na koncie, intratną umową na sfinansowanie i realizację wizjonerskiej inwestycji już do nich nie należy. Dziś po interesie życia został żal i sprawy w sądzie. Jaki będzie finał tej sytuacji?

W jaki sposób doszło do spotkania Pana z przedstawicielem spółki Green Energy Arturem Zawiszą?

W sierpniu 2010 roku przedstawiciele BCG Sp. z o.o. zwrócili się do nas z propozycją pozyskania inwestora dla budowy bioelektrowni. Udziałowcami Spółki BCG są te same osoby, co GEE i GE. Spotkanie odbyło się w siedzibie BCG.

Z jaką propozycją zjawił się u Pana Artur Zawisza?

W spotkaniu uczestniczył A. Zawisza podając się za dyrektora spółki. Podkreślał, że jako były poseł jest osobę zaufania publicznego. Zaproponowano nam kolejne spotkanie w siedzibie inwestora, tj. spółki IDS-BUD Sp. z o.o. (której właścicielem jest spółka DiM) w dniu 7 września 2010 r. Spółka BCG miała się zająć organizacją spotkania. Z tytułu pośrednictwa nie żądano wynagrodzenia informując, że takowe otrzymają od inwestora.

Dlaczego zdecydował się Pan na współpracę z firmą Green Energy?

Ponieważ w terminie wyznaczonym przez NFOŚiGW nie udało się nam pozyskać innego inwestora zmuszeni zostaliśmy skorzystać z propozycji spółki DiM, który wskazał Green Energy Europe jako podmiot, który ma nabyć 50 proc. udziałów naszej spółki. Podjęliśmy decyzję o sprzedaży spółki. Osiągnięte w ten sposób pieniądze planowaliśmy przeznaczyć na realizację innych bioelektrowni. Podkreślam, że podjęliśmy decyzję o sprzedaży spółki, a nie o oddaniu jej za darmo. Muszę zaznaczyć, że Oferta była skierowana do dwóch Oblatów - GEE i DiM. I to DiM był gwarantem transakcji. Nigdy nie zdecydowałbym się na współpracę z samą GEE. Udziałowcy nigdy nie złożyliby oferty tylko GEE, ponieważ jest to spółka wydmuszka o kapitale zakładowym 3 proc. kapitału Tempo, nie składająca żadnych sprawozdań finansowych w KRS. Niemożliwa była jakakolwiek współpraca ze spółką o kapitale zakładowym 50 tys. zł, bez historii, doświadczenia, a przede wszystkim bez środków finansowych, by przystąpić do transakcji. (...)

Spółka Green Energy zarzuca Panu i Pana rodzinie nieuczciwość, niechęć do przekazania dokumentacji firmy, utrudnianie legalnego przejęcia spółki, co Pan na to?

Jest to jedynie nieudolna próba zdeprecjonowania mnie i mojej rodziny w celu odwrócenia uwagi od meritum, czyli ich oszustwa. Cała spółka Tempo była badana w okresie od 15 września do 28 października ub. r. Na podstawie pozytywnego badania spółki mogło być złożone oświadczenie o przyjęciu oferty, a w konsekwencji dokonanie zapłaty za udziały. Oczywiście do zapłaty nie doszło z uwagi na brak środków finansowych GEE. Zostały natomiast złożone w Sądzie dokumenty, jakoby udziały zostały nabyte legalnie. Jednak dokumenty złożone w KRS nie mają mocy prawnej. Nadzwyczajne Zgromadzenia Wspólników mogły być zwołane jedynie przez zarząd, którym byłem jednoosobowo ja. Ponieważ tego nie uczyniłem, to oczywiste jest, że odbyły się bezprawnie, niezgodnie z umową spółki. Brak jest także zgody zarządu na odbycie NZW w Warszawie. Ponadto brak we wnioskach o zmianę składu zarządu podpisów całego zarządu, zwłaszcza w załącznikach. Listy obecności na tychże NZW również są nieprawidłowe. Złożonych dokumentów przez A. Zawiszę w ogóle nie można uznać za protokoły, pomijając już fakt, że wszystko zostało utajnione przed Zarządem, czyli przede mną. Powyższe spostrzeżenia oraz te zawarte w skargach i apelacji stawiają przed sądem zarzut, że dokonał zmian w rejestrze bez odpowiedniego wniosku.

Z Pana wypowiedzi wynika, że ma Pan zastrzeżenia, co do sposobu działania Sądu Rejestrowego w Lublinie. Na jakiej podstawie?

Sąd w ogóle nie zbadał dokumentów, będących podstawą zaskarżonego wpisu, a złożonych przez A. Zawiszę, a powinien dokładnie i rzetelnie zbadać wniosek i jego załączniki mając świadomość, że w spółce dochodzi do przełomowych wydarzeń. Jak w 4 dni można ocenić cokolwiek (sędzia otrzymał 18.11.2010 r. akta, a zarządzenie wydał 24.11.2010 r.)? Nieprawidłowości jest mnóstwo. Np. mimo złożonego NZW, w którym na członków zarządu powoływani są A. Zawisza i W.Różański, w ogóle nie figurują w KRS!

15.12.2010 r. złożyłem pierwsza skargę. Potem uzupełnienia, kolejne skargi. Dwa miesiące brak reakcji Sądu KRS na skargi. Dopiero 15.02.2011 r. rozprawa w kwestii przywrócenia terminu do wniesienia skargi. Mimo wcześniejszych zapewnień Pani Przewodniczącej, że wysłucha stron - nie było żadnych przesłuchań. Pani Przewodnicząca orzekła jedynie niewłaściwość lubelskiego sądu. Potem uchyliła tę decyzję, przywróciła termin do wniesienia skargi i odrzuciła nasze skargi. W skutek tych działań, po 5 miesiącach nasza Apelacja została złożona do Sądu Okręgowego.

Na nasze skargi brak odpowiedzi, a jednocześnie GEE dokonał kolejnych zmian, włącznie z przekazaniem Tempo w ręce kolejnej zależnej spółki Green Energy. W aktach KRS naszej spółki w Warszawie nie ma nawet dokumentu, na podstawie którego dokonano tego ruchu! Z kolei w odpowiedziach na nasze skargi jest zmieniona data wpływu, długopisem na pieczątkach sądowych (!). Celowo, bo GEE 24.01.2011 r. podnoszą, że Maciejewscy nie są stroną i nie są zainteresowani w sprawie. Ale 24.01.2011 r. nie ma to sensu, dlatego zmienia się datę na 25.01, bo 24.01 jest wpis w KRS sprzedaży (?) spółki i stronami od tego momentu jest GEE i GE. Nadto akta Tempo ułożone niechronologicznie, nieponumerowane, wpięte jakieś czyste kartki, niektóre z pieczątką - za zgodność(dysponuję zdjęciami tych akt).

Ja spółką zarządzałem do 8.12.2010 r., kiedy to przypadkowo w banku dowiedziałem się, że zostały zmieniony karty wzorów podpisów i nie mam dostępu do konta firmowego, bo zmienił się KRS Tempo. Wtedy podjąłem wiedzę o odebraniu mi majątku i pozbawieniu zarządu nad spółką. Nie mam wiedzy, jakie zobowiązania zaciągnęli rzekomi nowi właściciele. Jak ja będąc zawieszonym prezesem, nie mając dostępu do konta spółki Tempo, mogę utrudniać spłatę zobowiązań?! Absurd. Z całą pewnością, od chwili rzekomego przejęcia spółki, nie zostały wypłacone żadne wynagrodzenia pracowników, nie uregulowano zobowiązań wobec ZUS czy US. Osoby podające się za właścicieli Tempo uchylają się również od spłaty zobowiązań wynikających z umów zawartych przez spółkę oraz wynikających z wystawionych przez kontrahentów faktur. W wyniku zaległości płatniczych z tytułu energii elektrycznej na jednej z nieruchomości odłączono prąd i zdjęto licznik. Jest to jawne działanie na szkodę spółki.

Czy Pan Zawisza kontaktował się z pracownikami spółki Tempo?

Jedyny kontakt to włamanie do siedziby spółki 31 grudnia 2010 r. podczas nieobecności pracowników. Wyłamanie zamków w biurkach pracowników i kradzież rzeczy osobistych, co zostało zgłoszone policji. Ponadto bezprawne wypowiedzenia umów o pracę wszystkim zatrudnionym w firmie Tempo, nawet w trakcie trwania zwolnień lekarskich. A. Zawisza przejął konto firmowe, ale nie wypłacił żadnych wynagrodzeń. Mało tego, nie wydał świadectw pracy, PIT-11, nie wyrejestrował nawet z ZUS. Wszyscy pracownicy mają trudności z zarejestrowaniem się w urzędach pracy. Wskutek działań A. Zawiszy nie mają prawa do zasiłku, mają za to ogromne problemy z ponownym zatrudnieniem. Sprawy wszystkich pracowników w tym zakresie toczą się w lubelskim Sądzie Pracy, poinformowana została także PIP.

Dlaczego nie chciał Pan odebrać depozytu złożonego przez Pana Zawiszę?

Jeśli A. Zawisza uważa, że doszło do skutecznego przejęcia spółki, to środki powinny być na kontach udziałowców, a nie w depozycie notarialnym. Numery kont i precyzyjnie określone kwoty do przelewu dla każdego udziałowca A. Zawisza zna od września 2010 r. Pierwsza rata powinna znaleźć się na kontach udziałowców 02.11.2010 r., a teraz już całość! Depozyt został złożony dopiero po przeszukaniach i przesłuchaniach CBŚ. Jest to jedynie matactwo w śledztwie. Depozyt stanowi kolejną już nową umowę, według której musielibyśmy spełnić jakieś dodatkowe warunki. Kwota zaś złożona w depozycie stanowi jedynie niecałe 7 proc. kwoty wymaganej.

A co najważniejsze - obcy jest mi zwyczaj, by po kradzieży okradziony przyjmował pieniądze za przedmiot kradzieży, ratując tym samym złodzieja od kary”.
Katarzyna Mazur 
Warszawska Gazeta, piątek, 27 maja 2011 r.
(fragmenty)


Artur Zawisza w wywiadach opowiada, że prywatnie jest biznesmenem prowadzącym działalność proekologiczną, dlatego ujawniam okoliczności jej rozpoczęcia! A była to droga przekrętów oraz nieszczęść i łez rodziny Maciejewskich, którzy mu zawierzyli jako osobie zaufania publicznego. Co też raczył eksponować przy pierwszej rozmowie z nimi.

Owa osoba publiczna korzysta więc z licznych politycznych kontaktów i wpływów m.in. w Lublinie i w Warszawie, aby uniknąć karzącej ręki sprawiedliwości. Ma też powiązania towarzyskie i rodzinne w prokuraturach i sądach. A dość powszechnie mówi się, że i w wiadomych służbach.

Oto fragmenty wywiadu jakiego udzielił Artur Zawisza „Gazecie Wyborczej”, gdzie prezentuje się nie jako kreatura, zakała, kłamca i oszust, ale jako anioł! Jest pupilkiem polskojęzycznych mediów, które nie zadają kłopotliwych pytań. To w końcu syjonista z roztoczonym nad nim parasolem ochronnym. Jak długo?
Leszek Bubel


"GAZETA WYBORCZA": ZAWISZA - adoptowane dziecko prezesa

Chciałby Pan być premierem?

Nigdy tak nie mówiłem, ale każdy poseł powinien chcieć. Jestem posłem, więc chciałbym. Tylko trudno mieć wielkie plany, gdy cię uważają za radykała.

A nie jest Pan?

Ja siebie lokuję dokładnie w centrum, między liberalizmem a totalitaryzmem.

(...)

Skąd u Artura Zawiszy ciąg do polityki?

Takim przedsionkiem była działalność w podziemnym, katolickim harcerstwie. Wtedy do opozycyjnej atmosfery, która panowała w moim renomowanym Liceum im. Zamoyskiego w Lublinie, doszła pobożność. Dopiero w wieku 15 lat postanowiłem zostać ministrantem, stawiałem pierwsze kroki w posłudze, gdy inni chłopcy szli na ministrancką emeryturę. Harcerstwu zawdzięczam też najważniejsze przyjaźnie, np. z obecnym warszawskim radnym, dawniej moim lubelskim kolegą Iwo Benderem, synem niesfornego prof. Bendera. Ale mam jeszcze wcześniejsze doświadczenia...

A Pański dom? Jaki był?

Byłem późnym dzieckiem. Ojciec ma teraz 78 lat. Żył burzliwie. Jako 16-latek zdążył się na chwilę załapać do AK, po 1944 roku strzelał do komunistów, był w więzieniu. Te doświadczenia uczyniły z niego antykomunistę niereformowalnego. Tata nie chciał mieścić się w strukturach państwa, dlatego pracował jako prywaciarz. To wprawdzie sytuowało go na marginesie życia, ale dawało też niezależność finansową.

Czym się zajmował?

Był takim facetem, których chodził po wsiach, pukał do drzwi, mówił: „Dzień dobry, mam tu kapy do sprzedania”. I rozkładał swój towar. Na kapach czasem widniały motywy klasyczne, np. porwanie Sabinek, a czasem superkicze. Ludzie to kupowali, bo uważali, że to ich kontakt ze sztuką. Tata pracował półlegalnie. To, co deklarował fiskusowi, to deklarował, a to, co sprzedawał na boku, to inna sprawa.

Dużo zarabiał, więc wiódł rozrywkowy tryb życia, był dwukrotnie żonaty, stąd mam przyrodniego brata. Matkę poznał podczas jednej ze swoich biznesowych podróży. Dziewczynie z Hajnówki musiało imponować, że zabiega o nią mężczyzna z miasta, z pieniędzmi, w sile wieku. Zgodziła się na ślub, z konieczności cywilny. W 1969 roku urodziłem się ja.

Matka wcześnie Pana osierociła.

Gdy zmarła na raka, miałem 15 lat. To był przełomowy moment dla nas obu. Ojciec na początku choroby mamy zadeklarował, że kończy z alkoholem do czasu jej wyzdrowienia. Już nie wyzdrowiała, więc nigdy nie wrócił do picia.

Kilka lat temu był Pan o krok od kierowania powstającym wówczas „Naszym Dziennikiem”, który jest częścią medialnego imperium ojca Tadeusza Rydzyka.

To był początek 1997 roku. Zadzwonił Arkadiusz Robaczewski, kolega i zarazem mój ślubny świadek, pracownik naukowy KUL. Jest szalenie zaangażowany w ruch Radia Maryja. Usłyszałem: „Rydzyk chce się z tobą spotkać”. Wiedziałem, kto to jest, ale prawie wcale nie słuchałem jego radia.

Dlaczego?

Słuchanie radia traktuję jako czynność towarzyszącą, np. zmywaniu naczyń. Ponieważ nie wykonuję zbyt wielu tego typu czynności, to i okazji do słuchania nie miałem zbyt wiele. Radio włączam tylko w samochodzie. A prawo jazdy mam dopiero od 2003 roku.

Co Pan sobie pomyślał, gdy usłyszał od Tadeusza Rydzyka propozycję tworzenia nowej gazety?


(...) pomyślałem o Adamie Michniku, człowieku z wizją świata, który był na marginesie, a w pewnym momencie dostał swoją szansę. Wiem, to brzmi dwuznacznie. Jak wyjdę, panie pomyślą: „O, Michnik się znalazł”. Ale wtedy tak myślałem. Przypominam, to był rok 1997, prawica na fali, więc idealny czas na stworzenie dużego, opiniotwórczego dziennika. Na duchu umacniał mnie przykład „Gazety Wyborczej”. Że można zrobić coś z niczego. „Gazetę” czytałem od pierwszego numeru - od biuletynu do maszyny medialnej. Zawsze krytycznie.

I zgodził się Pan przyjąć posadę.

Myślałem, że złapałem Pana Boga za nogi. Rydzyk był o krok od kupienia PAX-owskiego dziennika „Słowo”. Według relacji złośliwców uznał PAX-owców za oszustów, oni Rydzyka za wariata. Transakcja nie wypaliła i zostaliśmy z niczym. Ojciec Rydzyk zapytał, czy nadal jestem gotowy. Odpowiedziałem: „Lęk, jak był, tak jest, ale i szansa, jak była, tak jest”.

Potem była przeprowadzka z Lublina do Warszawy.

Na antenie Radia Maryja padło hasło: potrzebny dom dla redaktora naczelnego z rodziną. Telefon. I znalazła się willa w Józefowie pod Warszawą. Za „Bóg zapłać”.

W tym czasie był Pan już znaczącym działaczem ZChN, liderem partii na Lubelszczyźnie, w 1997 roku AWS zaproponowała Panu start do Sejmu z dobrego miejsca.

W Zjednoczeniu działałem od 1989 roku. Paradoksalnie bardziej na szczeblu centralnym niż lokalnym. W partii też zaczęła się moja bliższa znajomość z Markiem Jurkiem, która trwa do dziś. Obserwował, co mówię, robię, zaproponował mi stanowisko asystenta w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji.

Wracając jeszcze do czasów „Naszego Dziennika”, jak pomysł kandydowania do Sejmu przyjął ojciec Rydzyk?

(...) Ojciec dyrektor w sensie osobowościowym jest kapryśny. Pod każdym względem. Było widać, że w trakcie pracy nad gazetą między nami coś pęka.

I przed ukazaniem się gazety musiał Pan odejść z redakcji, tracąc szanse na pewny poselski mandat. Można powiedzieć, że wtedy ojciec dyrektor złamał Panu karierę polityczną.

Rzeczywiście pojawił się problem prestiżowo-społeczny: co ze sobą zrobić? Skoro zostałem wyproszony przez ojca dyrektora, to domniemanie w środowisku było takie, że musiałem zrobić coś strasznego. Mogłem wrócić do Lublina, ale to byłoby żenujące. Mówiliby: proszę, wyjechałeś do stolicy, teraz wracasz na tarczy.

Z kolei w Warszawie koledzy zostali posłami, ministrami, a ja skończyłem w wynajętym domu, bez pracy. W Józefowie mieszkałem jeszcze kilka miesięcy, dopóki właścicielka domu była po mojej stronie. Potem doszła do wniosku, że człowiek tak ciepły, dobry i mądry jak ojciec Rydzyk nie może się mylić. Uznała, że winna jest lojalność dyrektorowi Radia Maryja.

Jak Pan sobie poradził?

Wymówienie z redakcji dostałem w połowie października 1997 roku. Do pracy przychodzić już nie musiałem. Myślałem: rząd AWS, koledzy ministrowie, posłowie, szybko coś znajdę. Ale długo chodziłem po prośbie.

Wreszcie ktoś umówił mnie z Waldemarem Gasperem, ówczesnym doradcą Buzka. Porozmawiałem z nim o życiu. I uznał, że trzeba mnie zatrudnić, z początkiem 1998 roku zostałem doradcą Wiesława Walendziaka, który szefował kancelarii premiera. Potem awansowałem na szefa gabinetu politycznego ministra Walendziaka.

W 1999 roku stracił Pan jednak rządowy etat. Z kancelarii premiera odszedł wtedy Wiesław Walendziak.

Nie chciałem tego. Rozmawiałem nawet z Kazimierzem Marcinkiewiczem, który zastąpił Walendziaka przy premierze. Ale atmosfera była taka, że trzeba pozbyć się poprzedniej ekipy. Dano mi do zrozumienia, że w kancelarii nie mam czego szukać. Funkcję sekretarza generalnego ZChN sprawowałem społecznie, pojawiło się pytanie: z czego żyć? Dostałem propozycję pracy jako doradca w zarządzie towarzystwa emerytalnego PZU „Złota Jesień”. (...)

Razem z kolegami z Lublina założył Pan też stowarzyszenie Młode Wilki. To z kolei powołało spółkę Eastern Enterprises, został Pan szefem jej rady nadzorczej. Firma dała zarobić Pana żonie 20 tys. zł za film reklamowy dla Poczty Polskiej. Żona nie jest z wykształcenia filmowcem, a mimo to dostała intratne zlecenie od kontrolowanej wówczas przez AWS państwowej spółki.

Moja żona nie dostała zlecenia od Poczty, tylko od prywatnej firmy, czyli Eastern Enterprises. Ma artystyczną duszę, budowała nasz dom, urządzała go. Kobieta z polotem.

Może ta spółka była okazją, żeby dorobić do rodzinnego budżetu.

Ależ oczywiście! Wcale tego nie kryję. To sprawa sprzed kilku lat, o której bym zapomniał, gdyby nie niedawne doniesienie do prokuratury złożone przez byłego posła Zbigniewa Nowaka, choć nie dotyczy ono mojej żony. (...)

W kolejnych wyborach 2001 roku wystartował Pan do Sejmu już pod sztandarami PiS. Ponoć miał Pan doskonałą kampanię wyborczą. Jak powiedział nam jeden z posłów PiS: „Zawisza jeździł na wybrane spotkania, elektoratu szukał w salach parafialnych, współpracował z Akcją Katolicką. Znalazł niszę, która zapewniła mu sukces”.

Pierwszy na podwarszawskiej liście był Ludwik Dorn. Przymierze Prawicy dostało drugie miejsce. Zaczęło zgłaszać pewne kandydatury, o których można było sądzić, że zagrożą Dornowi. Wprawdzie efekt pierwszego jest tak silny, że nawet gdyby King Kong był drugi, to nie miałby szans z liderem listy, ale Jarosław Kaczyński odmawiał kolejnym politykom. Wtedy moi koledzy - ktoś powie, że oświeceni Duchem Świętym - zgłosili mnie. Startowałem z drugiego miejsca. Pomyślałem sobie: „Nie odpuszczę”. Zacząłem robić kampanię. Rzeczywiście, zwróciłem się do środowisk katolickich, do których Dornowi trudniej było dotrzeć niż mnie.

Jest Pan znany z niezwykłej pobożności. Czy wyniósł Pan to z domu?

Dom nie był nadmiernie religijny. Kiedyś podsłuchałem rozmowę rodziców. Ojciec powiedział: Czy ten Pan Bóg jest, czy go nie ma, to lepiej, jak dzieci chodzą na religię. Mama przytaknęła.

Nie chodziliśmy rodzinnie do kościoła, sam bywałem tam w kratkę. Aż w końcu zorientowałem się, że to Pan Bóg ma rację. Przeczytałem jedną z książeczek ks. Malińskiego „Wierzyć w Chrystusa”. Przekonał mnie. Potem sto razy się z nim nie zgadzałem, ale wówczas dziwnym trafem udało mu się.

A dlaczego wszystkie Pana dzieci mają na drugie imię Maria?

Na cześć Najświętszej Marii Panny oczywiście. Jest Marta Maria, Magdalena Maria i Wojciech Maria. Syn dostał imię na cześć św. Wojciecha, patrona Polski.
(fragmenty)
(źródło: Adoptowane dziecko prezesa,
„Gazeta Wyborcza”, dodatek „Duży Format”,
21 sierpnia 2006 r.


Na rozprawie, która odbyła się 9 stycznia w Sądzie Gospodarczym w Warszawie, pojawiła się prawie w komplecie rodzina Państwa Maciejewskich, która z wielką determinacją walczy o odzyskanie wielomilionowego majątku. Z przyczyn formalnych rozprawa została odroczona na 22 lutego.
Na rozprawie nie pojawił się Artur Zawisza, którego interesy oraz jego wspólników reprezentował adwokat Radosław Potrzeszcz. Jak to teraz już można pisać „TYP SPOD CIEMNEJ GWIAZDY” z tożsamej narodowościowo Zawiszy kancelarii. Może warto bliżej przyjrzeć się prawnikom Zawiszy czy też działają zgodnie z etyką adwokacką, a jeśli nie to wszcząć i upublicznić postępowania dyscyplinarne.

PANIE ZAWISZA!
1. Proszę o ujawnienie dokumentów-protokołów z zebrań Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, podczas których został Pan „wybrany” najpierw na prezesa a później wiceprezesa Stowarzyszenia. Brak tych dokumentów w KRS. Chodzi o rozwianie wątpliwości, że był Pan wybrany bezprawnie, terrorem i agresją.

2. Czy do czasu pełnego wyjaśnienia na drodze prawnej spraw związanych z przejęciem spółki Tempo i jej wielomilionowego majątku, nie powinien Pan zawiesić działalności politycznej? Tak zwany „Ruch Narodowy” nie powinien być kojarzony z wątpliwą pod względem etycznym i moralnym działalnością gospodarczą.

3. Dlaczego nie przeszkadzają Panu polityczne powiązania z MW i ONR, które mają w swoim dorobku największe w Polsce propagowanie zbrodniczej symboliki jednocześnie kojarzącej się z faszyzmem i nazizmem? Kłamliwie jest ona zwana „rzymskim pozdrowieniem” a potocznie hajlowaniem.

4. Wzywam Pana do opublikowania swojego pełnego dossier, jak również rodziców i dziadków, aby rozwiać duże wątpliwości, co do ich pochodzenia oraz kompromitującej działalności ojca w czasach PRL-u.

5. Co skłoniło Pana do bliskich związków, w tym biznesowych, z Aleksandrem Gudzowatym i gen. Sławomirem Petelickim? Pierwszy zasłynął jako syjonista finansujący m.in. pomnik w Izraelu, a drugi jako czołowy pracownik służb PRL-owskich oraz III RP. Czy to z Pana rekomendacji znalazł się on w Honorowym Komitecie Marszu Niepodległości? Czy biorąc pod uwagę tylko te dwa powyższe fakty, nie jest kpiną zapowiedź walki tzw. „Ruchu Narodowego” z pookrągłostołowym układem?

6. Jak pogodzić Pana syjonistyczne poglądy z polskimi interesami narodowymi wyrażone w wywiadzie udzielonym portalowi psz.pl, cytuję: „Jak z perspektywy dwóch lat ocenia pan decyzję o zaangażowaniu się Polski w interwencję w Iraku?

- Byłem i jestem wielkim zwolennikiem tego zaangażowania. (…) Oczywiście na wojnie jak na wojnie giną ludzie, czasem opinia publiczna może być zdezorientowana, ale przesłanką zasadniczą było to, że braliśmy udział w dziele ofensywnej obrony cywilizacji zachodniej przed zagrożeniem terrorystycznym. Jestem usatysfakcjonowany, że Polska znalazła się wtedy po właściwej stronie”; oraz w wywiadzie udzielonym „Dziennikowi” 2.01.2009 r.: „Nie możemy jednak zamykać oczu na to, po czyjej stronie jest racja w tym konflikcie. Tą stroną jest Izrael”. Jak powyższe pogodzić z ideą „Ruchu Narodowego”, który zarówno historycznie, jak i obecnie uznaje syjonizm jako wrogi polskim interesom narodowym? Czy ma Pan w ogóle pojęcie o historii „Ruchu Narodowego” w Polsce? To wiedza, na zgłębienie której potrzeba co najmniej kilku lat.
Leszek Bubel
Prezes PPN/SN
Redaktor naczelny tygodnika narodowego
„Tylko Polska”
e-mail: Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
Warszawa, dnia 8.02.2013 r.



« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Przejdź do sklepu
 
A TY JUŻ ODWIEDZIŁEŚ STRONĘ
LESZKA BUBLA NA FACEBOOKU?

APEL DO WSZYSTKICH UCZCIWYCH LUDZI

SZANOWNI PAŃSTWO,

W dniu 20 maja 2014 r. w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy na godz. 10.15 w sali 203 miałem wyznaczony termin posiedzenia pojednawczego w sprawie, którą wytoczył mi Stanisław Sołtysiński.
Pod salą Stanisław Sołtysiński bezpardonowo mnie zaatakował, używając przemocy, naruszył moją nietykalność cielesną i spowodował uszczerbek. Był to typowo chuligański wybryk ze strony Stanisława Sołtysińskiego. Stanisław Sołtysiński przybył do Sądu w towarzystwie swoich przydupasów w liczbie dwóch, którzy mogli widzieć to zdarzenie, ale na pewno zrobią wszystko, żeby chronić przed obliczem wymiaru sprawiedliwości swojego pryncypała i mnie oczernić. Wobec tego apeluję do wszystkich z Państwa, którzy byli tego dnia w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy i widzieli to zdarzenie, żeby zdobyli się na odwagę i do mnie zadzwonili. Szukam świadków tego zdarzenia.
Z góry dziękuję za pomoc
Leszek Bubel
tel. kom.: 506 219 698




WSTĄP DO POLSKIEJ PARTII NARODOWEJ
LISTA 100 PEDZIÓW I LESBIJEK WG. LESZKA BUBLA
JESTEM HOMOFOBEM
(słowa i wokal Leszek Bubel)
HYMN EMIGRACJI

 
 
MILIONY, MILIONY...
 








You Tube

 Zobacz! Nasze piosenki i teledyski na portalu YouTube


"Szabas goj"
słowa, muzyka Leszek Bubel


"Hymn kibiców - do boju Polsko"
słowa,muzyka, Leszek Bubel
)


"Polak, Węgier dwa bratanki"
słowa,muzyka, wokal Leszek Bubel


Biało-czerwona krew
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel






















Chłopcy silni jak stal
Muzyka: Leszek Bubel

Panie Romanie Wielkiej Polski Hetmanie
Słowa, muzyka, wokal (nr 3): Leszek Bubel

Hymn PolskiejPartiiPrzyjaciół Piwa
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel

Najpiękniejsze są Słowianki
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Polska na tarczy  (wymagane konto na YT)
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Jestem homofobem (wymagane konto na YT)
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel

Hymn emigracji
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Okupacja – go to hell!
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel

Masakra
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Bolek Wałęsa
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Rebe Muchomorek
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel

Epitafium dla LPR
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Obrzezaj się
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel


J...ać PZPN
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel

Do boju Polsko
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Szczerbiec
Muzyka: Leszek Bubel


 

6. płyta LBB do pobrania!

Pobierz wszystkie utwory z 6. płyty zespołu "Leszek Bubel Band" pt. "Życie i śmierć dla Narodu"
Wszelkie prawa zastrzeżone. © www.polskapartianarodowa.org
Odwiedza nas 7 gości