SZCZEGÓLNIE GORĄCO POLECAMY


Linki

Sondy
Którą nację lubisz?
 

Która z partii politycznych ma największy procent mniejszości narodowych
 

Ile osób narodowości żydowskiej mieszka w Polsce?
 

Jaki procent mediów w Polsce jest całkowicie w polskich rękach?
 

Jaki procent prawdy podają media o. Rydzyka?
 

Które media podają prawdę?
 

Cz czytasz gazety redagowne przez Leszka Bubla?
 

Czy w Polsce powinny ukazywać się gazety narodowe redagowane przez Leszka Bubla?
 

Czy Leszek Bubel za wyrażanie swoich opinii powinien pójść do więzienia?
 

Czy w Polsce mamy wolność publikacji i wyrażania opinii?
 

Czy jesteś za ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego?
 

Czy w Polsce powinna działać bez prokuratorsko-politycznych szykan Polska Partia Narodowa?
 

Czy wiesz co to jest narodowa opcja?
 

Który utwór z płyty zespołu "Leszek Bubel Band" pt. "Longinus Zerwimycka" jest najlepszy?
 

Który utwór z 3. płyty "Leszek Bubel Band" W hołdzie NSZ pt. "Biało-Czerwona krew" jest najlepszy?
 

BIĆ SIĘ CZY NIE BIĆ? | Drukuj |
Gdybyśmy byli Hiszpanią - słońce, dookoła morze, a z dużym sąsiadem krótka granica przez wysokie góry... Ale słońca u nas mało, a mieszkamy na wielkim polu między dwoma liczniejszymi narodami, które swe potęgi zbudowały jako satrapie...

Gdy polska szlachta syciła się wolnością, coraz mniej widząc, że wspólnota wymaga wspólnego wysiłku, rządzona knutem Rosja knut uczyniła swym cywilizacyjnym darem dla świata, ideą i narzędziem eksportowym. A wolnościowe pienia niemieckich poetów czy saski liberalizm okazały się kwiatkiem do szynelu pruskiego kaprala, który nadał ton niemieckiej politycznej mentalności. Oba państwa za swą doktrynę przyjęły poczucie wyższości nad sąsiadami. U Niemców wynikające z pruskiej bezwzględności zwanej pragmatyzmem, u Rosjan z najskuteczniejszego spoiwa - dumy imperium zastępującej wolność, godność, człowieczeństwo. Oba narody za całkowicie naturalne uznają swe prawo do kolonizowania sąsiadów.

Żyjemy na otwartej przestrzeni między dwoma żarłocznymi państwami o - jawnych albo nieco skrywanych - ambicjach imperialnych. Polska danina krwi zatrzymywała to jednych w niszczycielskim szaleństwie prących na Zachód, to drugich w niszczycielskim amoku prących na Wschód. Zapłaciliśmy ogromną cenę; w ciągu ostatnich 300 lat wygranych wojen mało, więc trudno się dziwić, że powraca pytanie: czy warto się bić? Znowu kazać młodym pięknie umierać za ptaka w koronie? Może lepiej położyć uszy po sobie, żołdakom pozwalać gwałcić nasze kobiety i rabować nasze domy, może pokornych nie będą zabijać? Albo nawet - hołdy składać satrapom i błagać ich o większą aktywność, czyli dżumę leczyć cholerą? Od czarnej śmierci ratować się czerwoną zarazą? Albo odwrotnie?

Unsere Liebe Freunde

Jak, wiem, Niemcy teraz demokratyczne, cywilizowane i politycznie czyste jak łza państwo. To nasz wielki przyjaciel, adwokat, sojusznik i protektor. Ale zapytajmy spokojnie: po czym to mianowicie poznajemy dziś, że Niemcy to nasz wielki przyjaciel? Czy po tym, że właśnie cały świat ogląda ich państwowo wyprodukowany serial o szlachetnym Wehrmachcie i plugawych AK-owcach? Czy po tym, że właśnie wydali - kompletnie nieekonomicznie - ciężkie miliardy, by wspólnie z Rosją ominąć Polskę gazociągiem Nord Stream i tym samym radykalnie zmniejszyć bezpieczeństwo ekonomiczne i polityczne Polski? O ostentacyjnym podeptaniu zasad Unii Europejskiej nie wspominając? Nord Stream to nie prywatna impreza rusofila Schrödera, z której tak Polsce życzliwej Angeli nie wypadało się wycofać. Nord Stream to strategiczne, geopolityczne przedsięwzięcie dzisiejszych Niemiec, to ścisły alians z Rosją porównywalny nie tyle do paktu Hitler-Stalin, ile raczej do duchowego mariażu pruskiego Fryderyka i carycy Katarzyny. Albo do porozumienia Czarnych Orłów, które pilnowały, by Polska nie miała szans na życie.

Czy więc może o polsko-niemieckiej przyjaźni świadczy fakt, że właśnie wybudowali Niemcy w Rosji najnowocześniejszy na świecie ośrodek szkoleniowy dla rosyjskiej armii i rozpoczynają budowę drugiego? Teraz, dla picu, na chwilę wstrzymali przygotowania, ale za chwilę wstrzymają to wstrzymanie. Bo odgrywają Niemcy, odgrywać chcą i odgrywać będą kluczową rolę w trwającej od siedmiu lat i wspólnie starannie zaplanowanej na kolejne siedem lat wielopłaszczyznowej przebudowie zapyziałej armii sowieckiej w nowoczesną, świetnie wyszkoloną i znakomicie wyposażoną armię gotową do błyskawicznej i zmasowanej agresji.

A może o przyjaźni świadczy fakt, że sprzedali nam Niemcy sto starych czołgów, zamiast je złomować? Ale już ich bazę zaopatrzenia technicznego pozostawili u siebie, by kontrola była u mamusi. Na upartego można znaleźć jeden dowód owej „przyjaźni”: zablokowali Niemcy (formalnie Komisja Europejska, lecz przecież decyzję podjęła Angela) próbę podpisania przez premiera Tuska (formalnie wicepremiera Pawlaka) umowy, która przywiązywała Polskę do Rosji do roku 2036 gigantycznym kontraktem na najdroższy gaz świata. Dla Polski najdroższy, dla innych tańszy, czasem nawet o połowę. Tyle że Merkel nie zrobiła tego w akcie solidarności, ale w interesie niemieckich koncernów i niemieckiego państwa. Bo Niemcy chcą na polskiej energii zarabiać, mieć na nią mocny wpływ, a wręcz - być jej właścicielami. Angela przyhamowała więc nadgorliwość Donalda, nie mogła wszak pozwolić, by durni Polacy aż tak bardzo oddali się Moskwie.

Szarpanie sukna

Współdziałają dziś ze sobą ściśle nasi żarłoczni sąsiedzi, ale też rywalizują i Polska, jak zawsze, jest terenem tej rywalizacji. Zdaniem wielu obserwatorów prawdziwych mechanizmów politycznych nagła i tajemnicza rezygnacja Donalda Tuska z kandydowania w wyborach prezydenckich była efektem sprzeciwu Moskwy: skoro w Warszawie premier będzie proniemiecki, no to prezydent należy się prorosyjski. W końcu sprawiedliwość musi być.

Rywalizacja Niemiec i Rosji o to, kto skuteczniej podporządkuje sobie to spore pole nad Wisłą, kto odgryzie większy kawał, zeżre i przetrawi łykowatych, trochę wierzgających Polaków i przerobi na wice-Niemców czy wice-Rosjan albo przynajmniej na potulnych niewolników - trwa od ponad trzech wieków. Mimo rywalizacji oba drapieżniki solidarnie i sumiennie pilnują, by konsumowana Rzeczpospolita nie wstała z kolan, nie odeszła od obiadu, na którym jest głównym daniem. Tylko raz, w roku 1918, udało nam się wykorzystać czas skłócenia drapieżników i przez 20 lat zdążyła Polska zbudować wiele. Zanim znowu Berlin i Moskwa uzgodniły wspólny żer, tym razem rzucając się na Polaków w postaciach bestii szczególnie paskudnych.

Kolejna szansa przytrafiła się 25 lat temu. Jan Paweł II powiedział nam, byśmy się nie bali, a rozumiejący istotę moskiewskiej Satrapii jak nikt przednimi nikt po nim amerykański prezydent Ronald Reagan, wbrew wyciu agentów wpływu i użytecznych idiotów, narzucił Moskwie technologiczną rywalizację, której sowiecki komunizm nie wytrzymał. Dostaliśmy drugą szansę, drugą na ćwierć tysiąclecia. Mieliśmy odbudować Polskę, a sami siebie przygotować na nowe czasy i nowe wyzwania. By pytanie „bić się czy nie bić?” nie obezwładniało Polaków.

Sorry, Polsko

I co? Jako państwo uznaliśmy, że sprawy nie ma, bo takie pytanie już nigdy nie padnie? Że do końca świata zawstydzeni swymi zbrodniami Niemcy nigdy nie odważą się na żadne próby dominacji, nigdy nie będą przejmować kluczowych ogniw polskiej gospodarki ani sprowadzać Polaków do roli taniej siły roboczej? A zawstydzona komunistycznym ludobójstwem i osłabiona rozpadem sowieckiego kołchozu Moskwa nigdy nie będzie próbowała odbudować imperium?

Zaiste piorunująca polityczna przenikliwość. Obaj sąsiedzi, krok po kroku, powrócili do swych ekspansywnych doktryn, choć na różne sposoby. Niemcy - przez ekspansję ekonomiczną, kulturową i polityczną, a Rosja przez agenturę wpływu, różne formy korupcji, skrytobójstwo i uzależnienie paliwowe. A zamiast idyllicznej Unii Europejskiej, która troszczy się o wyrównanie cywilizacyjnych szans i równomierność dobrobytu, znaleźliśmy się w środku ostrej ekonomicznej bijatyki, od siedmiu lat przed samymi sobą udając, że tej bijatyki nie ma.

Zaiste tytaniczną pracę wykonały Polska Partia Rosyjska i Polska Partia Niemiecka, korporacyjne szczury, cynicy, agenci wpływu i użyteczni idioci. Przekonali większość Polaków, że to świetnie, gdy ogromna większość „polskich” banków należy do zagranicznych banków, polski przemysł zlikwidowano, polskie górnictwo musi zdechnąć, a polskie rolnictwo musi upaść, bo niemieckie świnie fajniejsze, a francuskie sery lepsze. Przekonali większość Polaków, że agentów Moskwy w Polsce nie ma, bo od 25 lat żadnego nie wykryto. I w ogóle żeby tematem nie zaprzątać sobie głowy, bo to spiskowe obsesje prawicowych świrów, a tu już czas na grillowanie, browar i nowy talent-show na tefauenie.

Rządowe media tylko przez chwilę zdezorientowane były nowymi wytycznymi, że Rosji nagle przestaliśmy ufać. I dopytują Polaków, czy gotowi są bić się w razie agresji. Zgodnie ze środowiskowym hymnem „Sorry, Polsko” potężnie lansowanej Marii Peszek niemal dwie trzecie ankietowanych Polaków pokazuje Polsce gest Kozakiewicza, „ani kropli krwi”. Jeśli te ankiety są prawdziwe, to ostrzyżona na kapsel diva osiągnęła sukces, wraz Donaldem Tuskiem, „Gazetą Wyborczą” oraz winiarzem z Biłgoraja. Wszak długo zabiegali, by Polacy Polską wreszcie przestali zawracać sobie głowę, by traktowali ją jak brud, który należy ze swojego życia energicznie strzepnąć.

Pola bitwy

Bić się czy nie bić? - to pytanie pokoleń Polaków i Tomasza Łubieńskiego, autora słynnej książki pod tym właśnie tytułem, pytanie, które - jak sam to kiedyś ujął - brzmi ciągle inaczej, zależnie od nowego kontekstu. Tymczasem świat od co najmniej kilkuset lat (Chińczycy dłużej) wie, że starcie armii na polu bitwy to ostateczność, kłopotliwa i przez rozsądnych naprawdę rzadko stosowana. Prawdziwe pola bitew, a raczej nieustannej wojny są dwa: gospodarka i kultura.

Od siedmiu lat Polska nie chce się bić na żadnym z tych pól, poddaje się, wycofuje. Mam wyliczać? Największa cywilizacyjna szansa, jak przytrafiła się nam od setek lat: polskie łupki. Ukryte bogactwo, które mogło radykalnie zmienić fatalną dla nas geopolitykę, nie tylko dać Polsce bezpieczeństwo i finansową niezależność, radykalnie wzmocnić ją politycznie, uczynić państwem rozgrywającym na światowym rynku energii.

Dziewięć lat temu rząd Kaczyńskiego rozpoczął poszukiwania gazu łupkowego, siedem lat temu zostawił gotowy projekt ustawy regulującej proces koncesji, sposób skutecznego nadzoru państwa i uruchamiających prawdziwą eksploatację. Przez siedem lat rząd Tuska z zimnym wyrachowaniem blokuje ten proces i wszystkie korzyści, jakie mogłyby z niego płynąć. Nie bije się opolski narodowy interes. Sabotuje go po cichu, zaś głośno, z absolutną bezczelnością, deklarując troskę i energiczne działanie. W efekcie już chyba połowa koncesji na wydobycie polskiego gazu łupkowego znajduje się w rękach firm rosyjskich, a Polska, prawdopodobnie nieodwracalnie, zaprzepaściła gigantyczną szansę cywilizacyjnego skoku.

Wcześniej podobny mechanizm sabotażu i rejterady dotyczył polskiego przemysłu stoczniowego, chemicznego, zbrojeniowego, energetycznego, mleczarskiego, cukrowniczego, połowów, rolnictwa i w ogóle ogromnej większości działań rządu Donalda Tuska. Nie wspominając o całkowitej kapitulacji w polityce zagranicznej. Nie wspominając o hańbie smoleńskiej, której kolejnym akordem było następne upokarzające wyznanie ministra Sikorskiego, jakobyśmy musieli przyzwyczaić się, że Rosja nic nie odda. Ani Krymu, ani wraku.

Las białych flag

W sferze kultury identyczna rejterada. Mamy ustępować, wycofywać się, poddawać. Mamy znikać. Zmasowana promocja egoizmu, zaszczepianie samowstydu, pogarda dla wartości, jakimi żyli Polacy jeszcze kilka lat temu, rozmaite sposoby odrywania od spraw wspólnoty („nie róbmy polityki”, „nie głosujcie”, „wyjeżdżajcie”), niemal jawna promocja korupcji czy breja korporacyjnych sitw, okazują się skuteczniejszymi metodami rozbrajania i dziesiątkowania narodu niż komunistyczne kłamstwa. Donald Tusk na każdym istotnym polu Polskę poddaje, wymachuje białą flagą w każdej naszej sprawie, obsadził Polskę lasem białych flag. Może nie urnie się bić o swój naród i swoje państwo, jak biją się prawdziwi, normalni przywódcy, a może nie chce. Ale w tym swoim nieumieniu, przykrywanym zręcznymi kłamstwami, sabotowaniu polskich spraw, jest zadziwiająco sprawny.

Pytanie dziś Polaków, czy będą się bić za Polskę - po siedmiu latach niebicia się o Polskę i Polaków przez polski rząd w żadnej sprawie - prowokuje internetowe komentarze: ale właściwie o co mamy się bić, za co ryzykować życie? Za niemieckie, włoskie czy francuskie banki strzegące swych miliardowych zysków ze strzyżenia zbyt naiwnych i kompletnie bezbronnych polskich klientów? Za tysiące polskich sklepików zmiażdżonych przez zwolnione od podatków hipermarkety? Za pampersy w portugalskiej Biedronce? Za roczne kolejki do kardiologa? Za sławioną w TVP szlachetność Wehrmachtu i okrutny polski motłoch z „Pokłosia”?

Bić się o Polskę nie trzeba dopiero wtedy, kiedy jacyś „oni” przyjdą. Bić się, by Polska do końca nie stała się niemiecko-rosyjskim kondominium trzeba było przedwczoraj i wczoraj, trzeba to robić dzisiaj i jutro, codziennie, w dziesiątkach dziedzin i tysiącach spraw. Polacy muszą odzyskać poczucie, że polskie państwo jednak istnieje i działa w ich imieniu, że w sporach z zagranicznymi koncernami czy rodzimymi bandziorami staje po ich stronie. Patriotyzm to nie tylko przywiązanie do wartości, którymi żyli nasz ojciec i matka, wokół których zbudowaliśmy naszą narodową wspólnotę. To także codzienne dodawanie wciąż nowych dowodów, że pomyślność Polski jest pomyślnością każdego z Polaków. To jest właśnie pole, by nauczyć się zwyciężać. By nauczyć się, że „nie bić się” znaczy: nie być.

Kiedy przyjdą podpalić dom... Ależ oni wcale nie przyjdą, oni już tu są. I trzymają łapę na wielu wyłącznikach, nie tylko gazu i prądu. A domu podpalać nie będą, bo za chwilę go przejmą za nasze niespłacone długi. Kolbami w drzwi nie załomocą, po co hałasować, przecież oddaliśmy im klucze.
Maciej Pawlicki
źródło: W Sieci, 14-21.04.2014 r.
TYTUŁEM UZUPEŁNIENIA

Oto przykład, dlaczego tylko w tygodniku „Tylko Polska” stale piszemy o historycznych i obecnych dokonaniach interesujących nas nacji. Od początku istnienia T.P. uznaję, że to kluczowy temat, aby pojąć wydarzenia, których dotykamy.

Przez całą III RP dominuje większość zwana mniejszością żydowską. Niemalże w całości ukrywająca się pod zmienionymi nazwiskami i tym samym robiąca za Polaków. Przy okazji ukraińskiej zadymy ujawniła się druga co do znaczenia mniejszość ukraińska. Oczywiście spory udział w propagowaniu ukraińskich interesów mają jak zawsze tzw. pożyteczni idioci. Tępe muły i barany na chleb zarabiające aktorstwem, tańcem itd., dające koniunkturalny głos w sprawach, o których większe pojęcie ma wisząca na ścianie w naszej redakcji polinezyjska pała! Pomimo tego powyższy artykuł uznałem za ciekawy, choć z wyżej wymienionych powodów upośledzony. No ale tylko u nas nie było i nie ma cenzury.
Leszek Bubel


« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Przejdź do sklepu
 
A TY JUŻ ODWIEDZIŁEŚ STRONĘ
LESZKA BUBLA NA FACEBOOKU?

APEL DO WSZYSTKICH UCZCIWYCH LUDZI

SZANOWNI PAŃSTWO,

W dniu 20 maja 2014 r. w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy na godz. 10.15 w sali 203 miałem wyznaczony termin posiedzenia pojednawczego w sprawie, którą wytoczył mi Stanisław Sołtysiński.
Pod salą Stanisław Sołtysiński bezpardonowo mnie zaatakował, używając przemocy, naruszył moją nietykalność cielesną i spowodował uszczerbek. Był to typowo chuligański wybryk ze strony Stanisława Sołtysińskiego. Stanisław Sołtysiński przybył do Sądu w towarzystwie swoich przydupasów w liczbie dwóch, którzy mogli widzieć to zdarzenie, ale na pewno zrobią wszystko, żeby chronić przed obliczem wymiaru sprawiedliwości swojego pryncypała i mnie oczernić. Wobec tego apeluję do wszystkich z Państwa, którzy byli tego dnia w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy i widzieli to zdarzenie, żeby zdobyli się na odwagę i do mnie zadzwonili. Szukam świadków tego zdarzenia.
Z góry dziękuję za pomoc
Leszek Bubel
tel. kom.: 506 219 698

Wszelkie prawa zastrzeżone. © www.polskapartianarodowa.org
Odwiedza nas 9 gości