Naszym głównym tytułem prasowym jest ogólnopolski tygodnik narodowy


Posłuchaj
 



TYLKO POLSKA


Oto inne nasze gazety ukazujące się co 2 miesiące, będące aktualnie w sprzedaży:








 
SZCZEGÓLNIE GORĄCO POLECAMY


Linki

Sondy
Którą nację lubisz?
 

Która z partii politycznych ma największy procent mniejszości narodowych
 

Ile osób narodowości żydowskiej mieszka w Polsce?
 

Jaki procent mediów w Polsce jest całkowicie w polskich rękach?
 

Jaki procent prawdy podają media o. Rydzyka?
 

Które media podają prawdę?
 

Cz czytasz gazety redagowne przez Leszka Bubla?
 

Czy w Polsce powinny ukazywać się gazety narodowe redagowane przez Leszka Bubla?
 

Czy Leszek Bubel za wyrażanie swoich opinii powinien pójść do więzienia?
 

Czy w Polsce mamy wolność publikacji i wyrażania opinii?
 

Czy jesteś za ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego?
 

Czy w Polsce powinna działać bez prokuratorsko-politycznych szykan Polska Partia Narodowa?
 

Czy wiesz co to jest narodowa opcja?
 

Który utwór z płyty zespołu "Leszek Bubel Band" pt. "Longinus Zerwimycka" jest najlepszy?
 

Który utwór z 3. płyty "Leszek Bubel Band" W hołdzie NSZ pt. "Biało-Czerwona krew" jest najlepszy?
 

Start arrow Parie Narodowe na świecie arrow Koniec kompromisów
Koniec kompromisów | Drukuj |
Wybory parlamentarne w Szwajcarii poprzedziła kampania, jakiej ten kraj jeszcze nie widział. Hałaśliwa i pełna nienawiści, z demonstracjami i zamieszkami, ze zmowami i spiskami. Ostatecznie wszystko jednak kręciło się wokół niego - Christiana Blochera.


W słońcu lśniącym nad Sempachersee, przy głośnym brzęczeniu krowich dzwonków, najbardziej kontrowersyjny szwajcarski polityk, razem z żoną i kozłem (maskotką swojej partii) wchodzi do hali widowiskowej Seepark w Sempach w kantonie Luzem. Christoph Blocher (67 lat), niski, z wyraźnym brzuszkiem, ubrany w szary garnitur, z uśmiechem na chłopskiej twarzy. Wchodzi do hali, szeroko stawiając nogi, lekko przygarbiony, przed nim kozioł Zottel, za nim mężczyźni z krowimi dzwonkami, jeden z rogiem alpejskim, dalej kobiety z kwiatami, w tradycyjnych strojach.

Blocher wchodzi na trybunę, spogląda na swoją partię. Prawie tysiąc ludzi siedzi na długich ławach, na ścianie po lewej stronie wisi historyczne malowidło: morze lancknechtów, włóczni i chorągwi na tle spokojnego jeziora.
Obraz ukazuje mityczną bitwę pod Sempach 9 lipca 1386 roku, którą Habsburgowie stoczyli z wolnymi Szwajcarami. Rozstrzygnąć miał ją Arnold von Winkelried, który złapał kopie habsburskich rycerzy i nadział się na nie, czyniąc dla swych towarzyszy wyłom w linii wroga. „Droga dla wolności!” - tak miały brzmieć jego ostatnie słowa.

Blocher chwali wybór tego historycznego miejsca, mówi: Winkelried poświęcił się dla wszystkich, dla wspólnoty. Dla niego to przesłanie jest jak najbardziej aktualne: Dobry polityk musi umieć się poświęcić dla wszystkich, dla kraju. Nie musi może oddawać życia, ale musi znosić niedogodności.
On jest takim Winkelriedem. Szwajcaria, mówi Blocher, musiała kiedyś bronić swej wolności i musi to robić wciąż na nowo. Musi się bronić przed lewicą, przed Unią Europejską.
Na sali głośny aplauz.

 


JEDEN PRZECIW WSZYSTKIM
Blochera w ostatnich dniach spotkało wiele ciosów, ale teraz stoi przed swoją partią owacyjnie przyjmowany: on, ich minister sprawiedliwości, ich radca federalny. W tych dniach znów jest jak dawniej: on jeden przeciwko wszystkim.
Wybory parlamentarne 21 października w Szwajcarii poprzedziła kampania, jakiej ten kraj jeszcze nigdy nie widział. Hałaśliwa i pełna nienawiści, z demonstracjami i zamieszkami, z sekretnymi planami, zmowami i innymi spiskami. Ostatecznie wszystko jednak kręciło się wokół niego, Christiana Blochera.
Za nim czy przeciw niemu - to pytanie podzieliło kraj. Czy po wyborach powinien znowu znaleźć się w rządzie? Czy może to już koniec szwajcarskiego modelu: koalicja wszystkich wielkich partii od lewicy po prawicę?
Partia Blochera, Szwajcarska Partia Ludowa (SVP), cały kraj oplakatowała twarzą swego przywódcy i hasłem: „Wybierzcie SVP! Wzmocnijcie Blochera!” To wystarczyło. Ale i jego najzacieklejsi przeciwnicy, socjaldemokraci, nie potrafią mówić o nikim innym jak o nim. Oni chcą odsunąć go od władzy - zasadniczo do tego od roku sprowadza się ich program.

Kiedy 7 października 500 lewicowych anarchistów zaatakowało demonstrację Szwajcarskiej Partii Ludowej Blochera, doszło do gwałtownych starć. To pokazało, jak napięta jest sytuacja. Świat obiegły zdjęcia rzucających kamieniami, armatek wodnych, płonących barykad. Od tamtej pory walce wyborczej przyglądają się sąsiedzi Szwajcarii. A do niedawna nie wiedzieli, czy kampanie wyborcze w ogóle się tam odbywają.

Pod względem gospodarczym Szwajcarom powodzi się tak dobrze, jak rzadko dotąd. W tych wyborach chodzi jednak o takie drażliwe tematy, jak wydalanie obcokrajowców, zakaz budowy minaretów czy o przemoc nieletnich. Za to pytanie, które zadają sobie sąsiedzi, mianowicie kiedy Szwajcaria przystąpi do UE, nie jest obecne w kampanii wyborczej. Opór społeczeństwa jest tak wielki, że każdy, kto opowiedziałby się za integracją, musiałby przegrać. W dużej mierze przyczynił się do tego Blocher. Jego sukces w tej kwestii jest tak miażdżący, że nawet jego porażka w wyborach niewiele by tu zmieniła.

Po pierwsze w prawie wszystkich istotnych kwestiach decyzje i tak zapadają w referendach. A po drugie, aż do 2003 roku wybory nigdy nie prowadziły do politycznych zmian w Radzie Federalnej, tj. szwajcarskim rządzie. Od roku 1959 cztery największe partie kraju dzieliły między siebie władzę według tzw. czarodziejskiej formuły. Rząd tworzyło dwóch liberałów (FDP), dwóch chrześcijańskich demokratów (CVP), dwóch socjaldemokratów (SP) i jeden członek Szwajcarskiej Partii Ludowej (SVP), tj. partii Blochera. Ta uświęcona zasada, zwana „konkordatem”, prowadziła do tego, że krajem bardziej administrowano niż rządzono. Siedmiu członków Rady Federalnej podejmowało decyzje w tajnych głosowaniach, a potem wspólnie je firmowało na zewnątrz.

DRWAL W GABINECIE
Kariera Blochera i jego SVP rozsadziła ten system. W końcu jego partia zyskała tak wielką przewagę nad pozostałymi, że musiały się one zgodzić na udział Blochera w rządzie. Stało się to cztery lata temu i było owocem walki, której poświęcił pół życia - walki przeciw establishmentowi, przeciw Unii Europejskiej, przeciw wszechwładzy państwa.

Teraz on sam reprezentuje państwo, ma państwowych ochroniarzy, jeździ po kraju państwową limuzyną. Ma swoje biuro w Bernie, w Bundeshau West, na drugim piętrze, długi, wąski gabinet z ładnym widokiem, biurkiem, skórzanym fotelem i kwiatami w doniczkach.

Wiszący na ścianie wysoki na dwa metry „Drwal” Ferdinanda Hodlera całą siłą swego muskularnego ciała bierze zamach siekierą na niewielkie drzewko. W obrazie tym uderza straszliwa agresja, a Blocher każdemu, kto go odwiedza, powtarza to samo: że spojrzenie nań zawsze poprawia mu humor, gdy tonie pod górami papierów. Kiedy biurokracja, przeciw której występował, zdaje się go przytłaczać. Widzi w sobie kogoś takiego, kto to wszystko porąbie na drobne kawałki. Czasem ma w sobie coś z anarchisty.

Za granicą komentatorzy uporczywie porównują go z innymi narodowcami, jak Haider czy Le Pen, jednak Blocherowi zawsze bliżej było do brytyjskich konserwatystów, z jego wiarą w wolny rynek i podejrzliwością wobec państwa - ta postawa łączy się u niego z typowo chłopską nieufnością wobec wszystkiego, co przychodzi z zewnątrz. Jest neoliberałem i jednocześnie reprezentantem ludowej swojskości - kuriozalna, ale przynosząca sukcesy mieszanka. Blocher ciągle jeszcze wydaje się nie pasować do sali posiedzeń Rady Federacji, w tym świecie, gdzie ubrani w zielone surduty rządowi urzędnicy chodzą po neorenesansowych salach i podają herbatę na srebrnych tacach.

Siedzi w fotelu (ramiona szeroko rozłożone na oparciach, noga założona na nogę) i wspomina dawne czasy, rok 1992, swoją walkę przeciwko przystąpieniu do Europejskiego Obszaru Gospodarczego. I dziś używa tych słów co wtedy: Traktat kolonialny. Jak mówi, walczył jak lew, i przekonał naród. 50,3 procent Szwajcarów zagłosowało wtedy na nie - ta decyzja miała na lata, a może i dziesięciolecia oddalić Szwajcarię od UE. Taki był początek jego drogi na szczyt.

W następnych latach jego partia podwoiła swoje notowania i stała się największą siłą polityczną w kraju, podczas gdy pozbawione wyrazistości partie środka się kurczyły. W grudniu 2003 roku doszło wreszcie do czegoś, co na warunki szwajcarskie było rewolucją: SVP otrzymała w rządzie drugie miejsce. Parlament wybrał Blochera do Rady Federalnej kosztem reprezentantki chrześcijańskich demokratów. Zagroził wtedy, że przejdzie do opozycji, jeśli nie zostanie wybrany, a pozostałe partie przestraszyły się Blochera w opozycji jeszcze bardziej niż Blochera w rządzie.

Miały nadzieję, że w rządzie uda się go okiełznać i osłabić, on jednak okiełznać się nie dał. Zerwał z kulturą kompromisu. W rządzie, który miał być przecież ciałem kolegialnym, trwały ustawiczne spory. Prowokował swoich kolegów z rządu, każąc przygotowywać „współraporty” ze sfer im podlegających, zawsze był też doskonale poinformowany o zawartości ich dossier. Rada Federalna to typowo szwajcarska instytucja i zawsze trudno było powiedzieć, kto w niej dominuje. System polega na podziale władzy i nie oddawaniu jej jednej osobie. Blocherowi zwykle jednak udawało się przeciągnąć na swoją stronę kolegów z partii środka. Nie zawsze wygrywał, rzadko się jednak wcześniej zdarzało, by pojedyńczy członek rządu był tak potężny. - Przecież ja nie mam żadnej władzy - mówi ze śmiechem. Trudno powiedzieć, czy naprawdę tak myśli, czy tylko kokietuje.

Wylicza swoje sukcesy: Szwajcaria ma teraz jedno z najostrzejszych w Europie uregulowań prawnych w kwestii azylantów. Przeforsował postulat, by rząd nie uznawał już przystąpienia do UE za „cel strategiczny”, a jedynie za „opcję”. Zamiast tego Szwajcaria powiązana jest z Unią licznymi traktatami dwustronnymi, są to jednak relacje czysto gospodarcze.

KOLOR OWCY

Jego siłą jest słabość innych. Nie ma w kraju polityka, który mógłby się z nim mierzyć. Nie szkodzi mu nawet to, że od dawna nie prowadzi prostego życia na wsi, jak ci, do których najbardziej lubi przemawiać. Blocher jest miliarderem, jako przedsiębiorca stworzył bardzo dochodowy koncern Ems-Chemie. Mieszka nad Ziirichsee, w willi z prywatną kolejką linową i fantastycznym widokiem na Alpy. Politykiem jest z zamiłowania. Chętnie mówi o swojej „misji”. Nie jest jasne, kto mu tę misję powierzył.

W jego otoczeniu się mówi, że odkąd został wybrany do rządu, inni członkowie gabinetu więcej pracują. Muszą się mierzyć z kimś, kto od czasu jak był parobkiem w gospodarstwie, codziennie wstaje o wpół do szóstej i biegnie sześć kilometrów. Z byłym pułkownikiem armii, którego zasady dowodzenia ukazały się właśnie w formie książki. Z człowiekiem, który swoich współpracowników nigdy nie chwali i nie życzy sobie, aby podwładni zadawali mu pytania. Kiedy ktoś od niego czegoś chce, musi się zwracać z pisemnym podaniem.

Nowa rola w rządzie wyraźnie go odmieniła, w ostatnich latach prezentował się nieomal jak mąż stanu. Żeby jednak nie sprawiać zawodu swoim zwolennikom, darzącym go wylewną miłością, chętnie też występował jako przywódca opozycji. Ta podwójna rola mu nie zaszkodziła.

Wyborów mógł właściwie oczekiwać ze spokojem, według sondaży większych przesunięć na scenie politycznej nie przewidywano. A jednak jego partia przed wyborami nagle uderzyła w alarmistyczne tony, obwieszczając pod koniec sierpnia w całym kraju, że istnieje „tajny plan” pozbycia się Blochera. Kiedy wkrótce potem parlamentarna komisja śledcza publicznie ogłosiła podejrzenie, że jest on zamieszany w spisek mający na celu dymisję ówczesnego prokuratora generalnego, a potem szybko okazało się to kompletną bzdurą, ostrzeżenia SVP zdawały się potwierdzać. W sprzyjającym Blocherowi „Die Weltwoche” pojawił się tytuł: „Pucz przeciw Blocherowi”.

Sam Blocher wierzy w taką zmowę, znów wchodzi w dawną rolę przywódcy opozycji, także tu, w Sempach, występując przed zwolennikami SVP. Stoi na mównicy, stopy nieruchomo, ale cała reszta jego ciała jest w ruchu, kręci się, wymachuje ramionami. - To są metody państwa totalitarnego - woła. Na widowni aplauz. Widzi siebie jako ofiarę ciemnych sił. Inny temat jego partii w kampanii wyborczej to przemoc nieletnich. Mówi, że ogromnie, się ona nasiliła i faktem jest, że większość sprawców to obcokrajowcy, szczególnie pochodzący z Bałkanów. O tym problemie trzeba mówić, aby móc go rozwiązać. Jego partia lansowała pomysł referendum tzw. wydaleniowego. Nieletni obcokrajowcy, którzy dopuścili się poważnych przestępstw, mieliby być wydalani wraz ze swoimi rodzicami. Mówi, że chciałby podjąć ostrzejsze środki, bo nauka tylko wtedy jest skuteczna, gdy jest bolesna. Mówi też o wychowaniu dzieci - u niego to wszystko się łączy. Krytykuje lewicową pedagogikę, brak dyscypliny w szkołach. W jego ujęciu polityka wobec obcokrajowców to też pedagogika - niektórzy by powiedzieli, że w dość brutalnym wydaniu.

Obiecuje konserwatywny zwrot. Potem mikrofon krąży po widowni i każdy może zadać pytanie na dowolny temat. Ktoś pyta, dlaczego więzienia w Szwajcarii są tak luksusowe. - Proszę, niech pan pozostanie w rządzie! - zaklina go jakaś starsza pani i rozpromieniona ściska jego rękę. On na to: Zobaczę, co da się zrobić. Potem mówi, że jego europejscy koledzy ministrowie byliby zdumieni, gdyby im opowiedział o takich spotkaniach jak to. - Oto jest wartość demokracji bezpośredniej. W Europie wielu obywateli ma poczucie bezsilności wobec polityków, którzy działają gdzieś tam daleko, na górze. - Podczas ostatniej kampanii wyborczej w Niemczech ja też nie rozumiałem połowy tego, co mówili politycy. Dlatego muszę się starać mówić tak, żeby mnie ludzie rozumieli.
To, że znalazł się w samym centrum kampanii przed tymi wyborami, wcale mu się nie podoba, ale odpowiadają za to jego przeciwnicy, którzy przez cztery lata ostro atakowali Blochera z powodu jego polityki. Jeżeli przegra wybory, musi natychmiast przejść do opozycji, stwierdza: Widzę dziś tam o wiele większe możliwości niż dawniej. W Szwajcarii bycie w opozycji jest całkiem atrakcyjne, bo można wymuszać referenda.

Inicjatywę „referendum wydaleniowego” reklamują teraz w całym kraju plakaty, na których widać, jak trzy białe owce, stojące na szwajcarskiej fladze, wykopują z niej czarną owcę. Polityczne kampanie w Szwajcarii rzadko są przesadnie politycznie poprawne, jednak przeciw temu plakatowi oficjalny protest do rządu skierował ONZ-owski sprawozdawca ds. rasizmu. Blocher kwituje to tak: Wyrażenie „czarna owca” funkcjonuje we wszystkich językach. Jak komuś na serio mogło przyjść do głowy, że chodzi tu o Afrykanów? Wszyscy wiedzą: „czarna owca - to kryminaliści-obcokrajowcy, których należy wydalić.

Członkowie jego partii wystartowali z kolejną inicjatywą. Chcą, aby w Szwajcarii wprowadzono zakaz budowy minaretów. - Istotna jest kwestia, czy minaret to niezbędny element meczetu - mówi Blocher. - Będziemy to musieli sprawdzić. A poza tym nie zna żadnego kraju muzułmańskiego, w którym można wznosić wieże kościelne.
„Der Spiegel”

« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Przejdź do sklepu
 
A TY JUŻ ODWIEDZIŁEŚ STRONĘ
LESZKA BUBLA NA FACEBOOKU?

Ostatnio dodane
APEL DO WSZYSTKICH UCZCIWYCH LUDZI

SZANOWNI PAŃSTWO,

W dniu 20 maja 2014 r. w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy na godz. 10.15 w sali 203 miałem wyznaczony termin posiedzenia pojednawczego w sprawie, którą wytoczył mi Stanisław Sołtysiński.
Pod salą Stanisław Sołtysiński bezpardonowo mnie zaatakował, używając przemocy, naruszył moją nietykalność cielesną i spowodował uszczerbek. Był to typowo chuligański wybryk ze strony Stanisława Sołtysińskiego. Stanisław Sołtysiński przybył do Sądu w towarzystwie swoich przydupasów w liczbie dwóch, którzy mogli widzieć to zdarzenie, ale na pewno zrobią wszystko, żeby chronić przed obliczem wymiaru sprawiedliwości swojego pryncypała i mnie oczernić. Wobec tego apeluję do wszystkich z Państwa, którzy byli tego dnia w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy i widzieli to zdarzenie, żeby zdobyli się na odwagę i do mnie zadzwonili. Szukam świadków tego zdarzenia.
Z góry dziękuję za pomoc
Leszek Bubel
tel. kom.: 506 219 698




Pamięci Roberta Larkowskiego
WSTĄP DO POLSKIEJ PARTII NARODOWEJ
LISTA 100 PEDZIÓW I LESBIJEK WG. LESZKA BUBLA
JESTEM HOMOFOBEM
(słowa i wokal Leszek Bubel)
HYMN EMIGRACJI

 
 
MILIONY, MILIONY...
 








Ciekawe artykuły
Wiadomości Świat
Paranoje
SPRZEDAŻ WYSYŁKOWA KSIĄŻEK
niepoprawnych politycznie

do pobrania (pdf)




  






ZOBACZ!
Encyklopedia jest stale rozbudowywana
Czekamy na Wasze propozycje Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć


 

POLSKI PUB
TO JUŻ HISTORIA



 
 
You Tube

 Zobacz! Nasze piosenki i teledyski na portalu YouTube


"Szabas goj"
słowa, muzyka Leszek Bubel


"Hymn kibiców - do boju Polsko"
słowa,muzyka, Leszek Bubel
)


"Polak, Węgier dwa bratanki"
słowa,muzyka, wokal Leszek Bubel


Biało-czerwona krew
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel






















Chłopcy silni jak stal
Muzyka: Leszek Bubel

Panie Romanie Wielkiej Polski Hetmanie
Słowa, muzyka, wokal (nr 3): Leszek Bubel

Hymn PolskiejPartiiPrzyjaciół Piwa
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel

Najpiękniejsze są Słowianki
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Polska na tarczy  (wymagane konto na YT)
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Jestem homofobem (wymagane konto na YT)
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel

Hymn emigracji
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Okupacja – go to hell!
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel

Masakra
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Bolek Wałęsa
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Rebe Muchomorek
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel

Epitafium dla LPR
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Obrzezaj się
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel


J...ać PZPN
Słowa, muzyka, wokal: Leszek Bubel

Do boju Polsko
Słowa, muzyka: Leszek Bubel

Szczerbiec
Muzyka: Leszek Bubel


 

6. płyta LBB do pobrania!

Pobierz wszystkie utwory z 6. płyty zespołu "Leszek Bubel Band" pt. "Życie i śmierć dla Narodu"
Wszelkie prawa zastrzeżone. © www.polskapartianarodowa.org
Odwiedza nas 10 gości